Jakie masz pytanie?

lub

Skoro film „Top Gun” (1986) jest w XXI wieku krytykowany jako skrajnie nierzetelny, to w jaki sposób powinien zostać nakręcony w latach 80. XX wieku, aby zachować wiarygodność (nie naruszając ówczesnych tajemnic wojskowych i nie wprowadzając widzów w błąd), tak aby z dzisiejszej perspektywy nie zarzucano mu braku autentyczności?

realizm w lotnictwie historia kina akcji analiza techniczna filmów
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Kultowy „Top Gun” z 1986 roku to film, który zdefiniował kino akcji lat 80. i sprawił, że tysiące młodych ludzi marzyło o założeniu munduru US Navy. Jednak z perspektywy dzisiejszego widza, a zwłaszcza ekspertów od lotnictwa, produkcja ta momentami ociera się o czystą fantastykę. Choć film miał być hołdem dla elitarnych pilotów, wiele scen – od manewrów powietrznych po zachowanie bohaterów – budzi dziś uśmiech politowania. Gdyby reżyser Tony Scott chciał stworzyć dzieło, które przetrwa próbę czasu pod kątem merytorycznym, musiałby dokonać kilku kluczowych zmian, zachowując przy tym ówczesne ograniczenia dotyczące tajemnic państwowych.

Walka kołowa, czyli dystans ma znaczenie

Największym grzechem „Top Gun” jest sposób przedstawienia walki powietrznej. W filmie samoloty latają niemal „skrzydło w skrzydło”, a piloci widzą swoje twarze przez owiewki kabin. W rzeczywistości, nawet w latach 80., walka powietrzna (dogfight) rzadko wyglądała tak widowiskowo.

Aby zachować wiarygodność, film powinien położyć większy nacisk na walkę BVR (Beyond Visual Range), czyli poza zasięgiem wzroku. F-14 Tomcat był maszyną zaprojektowaną głównie do przenoszenia potężnych pocisków AIM-54 Phoenix, które mogły niszczyć cele z odległości ponad 150 kilometrów. Oczywiście, oglądanie kropek na radarze nie jest tak emocjonujące jak pościgi, ale twórcy mogli skupić się na napięciu towarzyszącym namierzaniu celu i zarządzaniu energią maszyny. Realistyczny „Top Gun” pokazywałby samoloty manewrujące w odległościach mierzonych w setkach metrów lub kilometrach, a nie metrach.

Mit legendarnego MiG-a-28

W filmie przeciwnikiem Amerykanów jest tajemniczy „MiG-28”. Problem polega na tym, że taki samolot nigdy nie istniał. W rolę radzieckich maszyn wcieliły się amerykańskie Northrop F-5 Tiger II, pomalowane na czarno z czerwoną gwiazdą na stateczniku. Choć w tamtym czasie wygląd najnowszych radzieckich maszyn, takich jak MiG-29 czy Su-27, był owiany tajemnicą, Hollywood mogło podejść do tematu inaczej.

Zamiast wymyślać fikcyjne oznaczenie, film mógłby odnosić się do przeciwników po prostu jako do „agresorów” lub „sił przeciwnika”, co zresztą robi sama szkoła TOPGUN podczas ćwiczeń. Użycie F-5 było świetnym pomysłem, ponieważ te maszyny faktycznie symulowały radzieckie myśliwce podczas treningów. Wystarczyło uczciwie przyznać w scenariuszu, że piloci ćwiczą przeciwko konkretnym charakterystykom lotnym, zamiast udawać, że czarny F-5 to supernowoczesna technologia z ZSRR.

Dyscyplina zamiast buntu

Postać Mavericka to archetyp filmowego buntownika, który łamie zasady, lata nisko nad wieżą kontrolną i ignoruje rozkazy, a mimo to zostaje bohaterem. W prawdziwej marynarce wojennej lat 80. Pete Mitchell po swoim pierwszym „buzzingu” (przelocie tuż nad wieżą) prawdopodobnie straciłby licencję pilota i został skierowany do pracy biurowej.

Wiarygodny „Top Gun” musiałby pokazać, że bycie najlepszym pilotem to nie tylko instynkt, ale przede wszystkim żelazna dyscyplina i współpraca. Rywalizacja z Icemanem mogłaby opierać się na tym, kto lepiej wykonuje skomplikowane procedury taktyczne, a nie na tym, kto jest większym „wariatem”. Autentyczność zyskałaby na pokazaniu, że w lotnictwie morskim błąd lub niesubordynacja kosztują życie nie tylko pilota, ale i całego personelu na lotniskowcu.

Fizyka lotu i słynny płaski korkociąg

Scena śmierci Goose’a to jeden z najbardziej emocjonalnych momentów w historii kina, ale z punktu widzenia fizyki i procedur budzi kontrowersje. F-14 faktycznie miał problemy z silnikami TF30, które mogły prowadzić do asymetrii ciągu i wejścia w płaski korkociąg. Jednak sposób, w jaki pokazano katapultowanie, jest dyskusyjny.

W rzeczywistości, aby zwiększyć realizm, film mógłby dokładniej wyjaśnić zjawisko „compressor stall” (stagnacji kompresora). Zamiast przypadkowego wlotu w strugi zaśmigłowe innego samolotu, co w tej konfiguracji było mało prawdopodobne jako jedyna przyczyna katastrofy, można było pokazać realne problemy techniczne wczesnych wersji Tomcata. Dodatkowo, procedura katapultowania w F-14 była zaprojektowana tak, aby owiewka była odrzucana w sposób bezpieczny dla załogi – choć wypadki się zdarzały, filmowy zbieg okoliczności był skrajnie nieszczęśliwy.

Ciekawostka: Prawdziwa szkoła TOPGUN

Czy wiesz, że w prawdziwej United States Navy Strike Fighter Tactics Instructor program (popularnie zwanej TOPGUN) istniał nieformalny system kar? Jeśli jakikolwiek pilot podczas szkolenia zacytował tekst z filmu z Tomem Cruisem, musiał natychmiast zapłacić 5 dolarów kary do wspólnej kasy. Instruktorzy mieli dość porównywania ich ciężkiej pracy do hollywoodzkiej fikcji!

Rola RIO – nie tylko pasażer

W filmie Goose i później Merlin wydają się być jedynie pasażerami, którzy czasem krzykną coś o dystansie. W rzeczywistości RIO (Radar Intercept Officer) był mózgiem operacyjnym F-14. To on obsługiwał skomplikowany system radarowy AWG-9, zarządzał uzbrojeniem i prowadził nawigację.

Aby „Top Gun” był wiarygodny dziś, musiałby pokazać partnerstwo w kabinie jako ścisłą współpracę dwóch specjalistów. Maverick bez Goose’a byłby w prawdziwej walce „ślepy”. Podkreślenie roli oficera radarowego dodałoby filmowi głębi technicznej, która jest tak ceniona przez współczesnych fanów militariów.

Jak zatem powinien wyglądać „idealny” Top Gun z 1986 roku?

Gdybyśmy mogli cofnąć się w czasie, realistyczna wersja filmu skupiałaby się na:

  1. Taktyce energetycznej: Zamiast „hamowania w powietrzu”, piloci wykorzystywaliby wysokość i prędkość do uzyskania przewagi.
  2. Procedurach: Maverick byłby profesjonalistą z trudnym charakterem, a nie łamaczem regulaminów.
  3. Technologii: Zobaczylibyśmy więcej pracy z radarem i przygotowań do misji, co budowałoby napięcie przed samym startem.
  4. Przeciwniku: Zamiast anonimowych „złych gości” w czarnych samolotach, film mógłby sugerować konkretny teatr działań (np. nad Oceanem Indyjskim), co osadziłoby akcję w realiach zimnej wojny.

Mimo tych wszystkich „błędów”, warto pamiętać, że „Top Gun” nie miał być dokumentem. Miał być reklamą, spektaklem i emocjonalną podróżą. I w tej roli sprawdził się doskonale, nawet jeśli dzisiejsi piloci oglądają go głównie dla rozrywki, wyłapując kolejne techniczne wpadki.

Podziel się z innymi: