Gość (83.4.*.*)
Relacje międzypokoleniowe w miejscu pracy od zawsze były polem ścierania się różnych wartości, jednak w ostatnich latach obserwujemy zjawisko, które wykracza poza zwykłe różnice w obsłudze technologii czy stylu komunikacji. Coraz częściej młodzi pracownicy – przedstawiciele pokolenia Z i późni milenialsi – zachęcają swoich starszych kolegów do swoistego „rachunku sumienia”. Chodzi o przyznanie przed samym sobą, że lata zaciskania zębów, darmowych nadgodzin czy znoszenia niewłaściwego traktowania nie były dowodem na hart ducha, lecz pozwalaniem na nadużycia. Choć może to brzmieć jak atak, u podstaw tego zjawiska leżą głębokie zmiany społeczne i psychologiczne.
Dla pokolenia wchodzącego na rynek pracy w latach 80. czy 90. lojalność wobec pracodawcy była często wartością nadrzędną. Stabilne zatrudnienie postrzegano jako przywilej, za który należało płacić pełną dyspozycyjnością i bezkrytycznym posłuszeństwem. Młodzi ludzie patrzą na to zupełnie inaczej. Dla nich praca to kontrakt: wymiana kompetencji i czasu na godziwe wynagrodzenie i szacunek.
Kiedy młodzi zachęcają starszych do konfrontacji z przeszłością, robią to, ponieważ chcą zburzyć mit „toksycznej odporności”. W ich oczach starsze pokolenia często budowały swoją tożsamość zawodową na tym, ile były w stanie wytrzymać, a nie na tym, jak bardzo były szanowane. Skłonienie starszej osoby do przyznania: „Tak, to, jak mnie traktowano dziesięć lat temu, było złe”, jest dla młodych sposobem na zwalidowanie ich własnych granic.
Można by pomyśleć: po co grzebać w przeszłości? Przecież to, co było, już nie wróci. Jednak dla młodszego pokolenia ta konfrontacja ma kluczowe znaczenie z kilku powodów:
W psychologii pracy coraz częściej mówi się o tym, że młodzi ludzie czują się poddawani gaslightingowi, gdy słyszą, że ich oczekiwania dotyczące work-life balance są przejawem „lenistwa”. Zachęcanie starszych do przyznania się do własnych doświadczeń z nadużyciami jest próbą odwrócenia tej narracji – pokazaniem, że to nie młodzi są roszczeniowi, ale poprzednie standardy były patologiczne.
Dla wielu starszych osób przyznanie, że przez lata pozwalały na nadużycia, jest niezwykle bolesne. Oznacza to bowiem konieczność zmierzenia się z faktem, że poświęciły zdrowie, czas z rodziną czy własną godność dla systemu, który niekoniecznie oddał im to z nawiązką. To proces żałoby po idealizowanym obrazie własnej kariery.
Młodzi ludzie, promujący dbanie o zdrowie psychiczne, wierzą, że taka konfrontacja – choć trudna – ma działanie oczyszczające. Uważają, że stłumiony żal z powodu dawnych upokorzeń często zamienia się w cynizm lub agresję wobec młodszych kolegów. Uwolnienie tych emocji może poprawić atmosferę w całym zespole.
Kluczem do zrozumienia tej dynamiki jest empatia. Młodzi ludzie nie zawsze potrafią wyrazić swoje intencje w sposób delikatny, co starsi mogą odbierać jako brak szacunku dla ich dorobku. Warto jednak spojrzeć na to jak na zaproszenie do wspólnego budowania lepszego świata pracy.
Konfrontacja z faktem, że „kiedyś było gorzej i nie powinno tak być”, nie umniejsza sukcesów starszego pokolenia. Wręcz przeciwnie – pokazuje ich siłę, która pozwoliła im przetrwać w trudnych warunkach, a jednocześnie daje im prawo do tego, by teraz, na późniejszym etapie kariery, w końcu powiedzieć „dość” i cieszyć się szacunkiem, na który zawsze zasługiwali.
To termin spopularyzowany przez prof. Amy Edmondson z Harvardu. Oznacza przekonanie, że w zespole można otwarcie mówić o błędach, obawach i nadużyciach bez strachu przed karą czy upokorzeniem. Zachęcanie starszych osób do przyznania się do dawnych trudnych doświadczeń jest w istocie próbą wprowadzenia tego bezpieczeństwa do firm, w których przez lata panowała kultura strachu.