Gość (83.4.*.*)
Zastanawiając się nad tym, czy dzisiejsi szefowie z wieloletnim stażem zawsze siedzieli w wygodnych fotelach prezesów, odpowiedź jest niemal jednoznaczna: w zdecydowanej większości przypadków tak, oni również zaczynali od najniższych szczebli. Droga od pracownika szeregowego do właściciela firmy to klasyczny scenariusz, który ukształtował dzisiejszy rynek pracy. Choć dziś świat startupów przyzwyczaił nas do widoku dwudziestolatków zakładających wielomilionowe biznesy prosto z garażu, pokolenie starszych pracodawców zazwyczaj musiało przejść przez wszystkie szczeble hierarchii zawodowej.
Większość osób, które dziś określamy mianem „starszych pracodawców” (należących do pokolenia Baby Boomers lub starszej części pokolenia X), wchodziła na rynek pracy w czasach, gdy model kariery był znacznie bardziej liniowy niż obecnie. Wtedy panowało przekonanie, że aby kimś zarządzać, trzeba najpierw poznać pracę „od podszewki”.
Wielu dzisiejszych właścicieli firm produkcyjnych zaczynało jako operatorzy maszyn, a szefowie dużych sieci handlowych niegdyś sami wykładali towar na półki. Ten model „od pucybuta do milionera” nie był tylko amerykańskim snem, ale realną ścieżką rozwoju zawodowego. Praca u kogoś była traktowana jako niezbędny etap nauki rzemiosła, zbierania kontaktów i, co najważniejsze, gromadzenia kapitału na własny biznes.
To, że starszy pracodawca był kiedyś pracownikiem, ma ogromny wpływ na to, jak zarządza swoją firmą dzisiaj. Osoby, które pamiętają czasy pracy na etacie, często wykazują się specyficznym podejściem do biznesu:
Warto jednak zauważyć, że to doświadczenie bywa też źródłem konfliktów pokoleniowych. Starszy pracodawca może oczekiwać od młodych pracowników takiego samego poświęcenia, jakie on sam wykazywał 30 lat temu, zapominając, że realia rynkowe i oczekiwania społeczne uległy całkowitej zmianie.
Oczywiście nie każdy starszy pracodawca ma za sobą staż na etacie. Istnieją grupy osób, które od początku swojej drogi zawodowej były „na swoim”. Możemy tu wyróżnić trzy główne ścieżki:
Warto pamiętać o inspirujących przykładach, które potwierdzają regułę „pracownika stającego się szefem”. Jeff Bezos, twórca Amazona, zanim stał się jednym z najbogatszych ludzi świata, pracował w McDonald’s, gdzie smażył burgery. Z kolei Reed Hastings, współzałożyciel Netflixa, zaczynał jako domokrążca sprzedający odkurzacze. Te doświadczenia, choć wydają się odległe od ich obecnych imperiów, ukształtowały ich podejście do klienta i zarządzania operacyjnego.
Zrozumienie przeszłości zawodowej swojego pracodawcy może być potężnym narzędziem w budowaniu relacji w pracy. Jeśli wiesz, że Twój szef zaczynał jako szeregowy pracownik, łatwiej będzie Ci dobrać argumenty podczas negocjacji podwyżki czy prezentowania nowych pomysłów. Tacy ludzie zazwyczaj cenią konkret, pracowitość i dowody na to, że rozumiesz, jak Twoje działania wpływają na zysk firmy.
Większość starszych pracodawców to ludzie, którzy „widzieli już wszystko”. Ich perspektywa jest sumą lat doświadczeń, błędów popełnionych na cudzy rachunek i sukcesów wypracowanych własnymi rękami. Choć czasem trudno się z nimi porozumieć ze względu na różnice pokoleniowe, świadomość, że kiedyś stali po tej samej stronie barykady, pozwala spojrzeć na nich z nieco innej, bardziej ludzkiej strony.