Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, czy radykalne zmiany w polityce gospodarczej, energetycznej i środowiskowej jednego regionu – nawet tak dużego jak Unia Europejska wraz z Norwegią – mogą realnie wpłynąć na globalną temperaturę, jest niezwykle złożone. Przedstawiony przez Ciebie scenariusz zakłada wprowadzenie restrykcji i opłat, które całkowicie zrewolucjonizowałyby życie codzienne, transport i rolnictwo. Aby odpowiedzieć na pytanie, czy takie działania obniżyłyby temperaturę o co najmniej 0,1°C, musimy przyjrzeć się danym dotyczącym emisji, mechanizmom klimatycznym oraz skali globalnej.
Zacznijmy od faktów: Unia Europejska odpowiada obecnie za około 7–8% globalnych emisji gazów cieplarnianych. Nawet jeśli dodamy do tego Norwegię, ten udział nie zmienia się znacząco. Największymi emitentami na świecie pozostają Chiny (ok. 30%), USA (ok. 13–15%) oraz Indie (ok. 7%).
Z punktu widzenia fizyki atmosfery, temperatura planety zależy od całkowitej koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze, a nie tylko od tego, co emituje jeden kontynent. Nawet gdyby Europa całkowicie przestała emitować CO2 z dnia na dzień (osiągając tzw. zero emisyjne), wpływ na globalną temperaturę do końca wieku szacuje się na około 0,1°C do 0,2°C w porównaniu do scenariusza, w którym Europa nic nie robi. Jednak mówimy tu o spowolnieniu wzrostu temperatury, a nie o jej bezwzględnym obniżeniu o 0,1°C względem stanu dzisiejszego.
Wprowadzenie tak drastycznych opłat i zakazów, jakie wymieniasz, miałoby kolosalne skutki, ale nie wszystkie są łatwe do przeliczenia na stopnie Celsjusza:
Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna i zależy od tego, jak zdefiniujemy "obniżenie temperatury".
Nie mogę bezpośrednio zweryfikować, czy dokładnie te wartości podatków (np. 0,15 euro za 1 kWh) doprowadzą do konkretnego wyniku 0,1°C, ponieważ nie istnieją modele klimatyczne stworzone pod tak specyficzne, hipotetyczne parametry podatkowe. Modele operują na całkowitych sumach emisji, a nie na stawkach podatkowych za metr sześcienny ścieków.
Warto wiedzieć, że samo sadzenie lasów nie zawsze chłodzi planetę w prosty sposób. Choć drzewa pochłaniają CO2, są one ciemniejsze niż np. pola uprawne czy tereny pokryte śniegiem. Oznacza to, że mają niższe albedo (zdolność odbijania światła słonecznego). W regionach północnych (jak Norwegia czy północna Polska) posadzenie gęstego, ciemnego lasu iglastego może paradoksalnie przyczynić się do lokalnego ocieplenia, ponieważ ciemna powierzchnia lasu pochłania więcej energii słonecznej niż jasne, nieosłonięte pole.
Z punktu widzenia fizyki klimatu, aby obniżyć temperaturę o 0,1°C, należałoby usunąć z atmosfery setki miliardów ton CO2.
Jeśli UE całkowicie zaprzestałaby emisji i zaczęła intensywnie pochłaniać węgiel przez lasy (załóżmy łączny zysk 4 gigatony rocznie), osiągnięcie celu "obniżenia o 0,1°C" zajęłoby samej Europie około 55 lat – i to przy założeniu, że reszta świata w tym czasie nie zwiększy swoich emisji.
Podsumowując, choć opisane przez Ciebie środki są ekstremalne i z pewnością drastycznie ograniczyłyby ślad węglowy Europy, ich wpływ na globalny termometr w skali krótkoterminowej byłby ograniczony przez globalny charakter cyklu węglowego i rosnące emisje w innych częściach świata.