Jakie masz pytanie?

lub

Czy gdyby w Unii Europejskiej do władzy doszli radykalni ekolodzy i zakazali całkowicie korzystania z gazu ziemnego, ropy naftowej, wszystkich rodzajów węgla, samochodów spalinowych, lotów wewnątrzunijnych oraz hodowli krów, a także wprowadzili obowiązek zalesienia minimum 12,5% terytorium każdego państwa oraz podatki w wysokości 0,26 euro za kilometr transportu żywności i ubrań (powyżej 12 km) oraz 0,25 euro od 1 kWh prądu i 1 m³ wody i ścieków, to czy takie działania miałyby sens i jaki?

konsekwencje zmian klimatycznych transformacja energetyczna europy skutki radykalnej ekologii
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wizja świata, w którym Unia Europejska wprowadza tak radykalne restrykcje, przypomina scenariusz filmu postapokaliptycznego lub ekstremalnej utopii. Choć cele takich działań – czyli błyskawiczne zatrzymanie emisji gazów cieplarnianych i regeneracja biosfery – są z punktu widzenia ekologii zrozumiałe, to ich praktyczna realizacja w tak krótkim czasie wywołałaby wstrząs, jakiego nowożytna gospodarka jeszcze nie widziała. Przyjrzyjmy się punkt po punkcie, jaki sens miałyby takie zmiany i z czym musielibyśmy się zmierzyć.

Energetyczny szok, czyli życie bez paliw kopalnych

Całkowity i natychmiastowy zakaz korzystania z gazu, ropy i węgla to najbardziej radykalny krok, jaki można sobie wyobrazić. Obecnie systemy energetyczne większości krajów UE, mimo dynamicznego rozwoju OZE (odnawialnych źródeł energii), wciąż opierają się na paliwach kopalnych jako "stabilizatorach".

Z punktu widzenia ekologicznego sens jest jasny: emisja CO2 z sektora energetycznego spada niemal do zera. Jednak z punktu widzenia technicznego, bez ogromnych magazynów energii i rozwiniętej sieci elektrowni jądrowych, Europa stanęłaby w obliczu permanentnego braku prądu. Przemysł ciężki, produkcja stali czy cementu przestałyby istnieć w obecnej formie z dnia na dzień. Sens takich działań objawiłby się w radykalnym oczyszczeniu powietrza, ale kosztem całkowitego paraliżu cywilizacyjnego.

Transport pod znakiem zapytania: Koniec tanich podróży i zakupów

Zakaz lotów wewnątrzunijnych oraz samochodów spalinowych, połączony z ogromnym podatkiem transportowym (0,26 euro za kilometr powyżej 12 km), oznaczałby koniec globalizacji w wydaniu lokalnym.

  1. Lokalność ponad wszystko: Podatek od transportu żywności i ubrań sprawiłby, że produkty sprowadzane z drugiego końca Europy stałyby się luksusem. Przykładowo, transport ciężarówki z jabłkami na dystansie 500 km kosztowałby dodatkowe 130 euro za każdy transportowany kilogram/tonę (zależnie od interpretacji jednostki opodatkowania, ale przy stawce za kilometr koszty logistyczne rosną lawinowo).
  2. Powrót do kolei: Zakaz lotów wymusiłby gigantyczne inwestycje w koleje dużych prędkości. Sens? Ogromna redukcja śladu węglowego transportu, który jest jednym z głównych trucicieli. Minus? Mobilność obywateli zostałaby drastycznie ograniczona do bogatych warstw społecznych lub osób mających dużo czasu na podróż.

Dieta bez krowy i nowa gospodarka przestrzenna

Zakaz hodowli krów uderza w dwa aspekty: emisję metanu (krowy są jego potężnym źródłem) oraz tradycyjne rolnictwo. Zastąpienie produktów mlecznych i wołowiny dietą roślinną lub mięsem komórkowym miałoby ogromny sens dla klimatu, ponieważ produkcja zwierzęca zużywa nieproporcjonalnie dużo wody i ziemi w stosunku do dostarczanych kalorii.

Z kolei obowiązek zalesienia 12,5% terytorium każdego państwa wydaje się... najmniej radykalnym z tych postulatów. Wiele krajów UE już teraz posiada znacznie większą lesistość (np. Polska ma około 30%, a kraje skandynawskie ponad 60%). Jednak dla państw takich jak Malta czy Holandia, gdzie każdy metr ziemi jest na wagę złota, byłoby to ogromne wyzwanie planistyczne, wymagające wyburzania infrastruktury lub likwidacji pól uprawnych.

Podatki od życia: Woda i prąd jako dobra luksusowe

Wprowadzenie stałych podatków w wysokości 0,25 euro za 1 kWh prądu oraz 1 m³ wody i ścieków drastycznie zmieniłoby domowe budżety.

  • Prąd: Średnia cena energii w UE waha się, ale dodatkowe 0,25 euro (ok. 1,10 zł) za każdą kilowatogodzinę mogłoby podwoić lub potroić rachunki. Miałoby to sens jako mechanizm wymuszający ekstremalną oszczędność energii i inwestycje w domowe instalacje OZE.
  • Woda: Podatek od wody i ścieków promowałby systemy odzysku wody szarej i zbieranie deszczówki.

Czy to ma sens? Dwa punkty widzenia

Jeśli oceniamy te działania pod kątem ratowania biosfery za wszelką cenę, to tak – takie kroki w ciągu dekady mogłyby uczynić z Europy pierwszy na świecie kontynent o ujemnej emisji dwutlenku węgla, z odrodzoną przyrodą i czystymi rzekami. Europa stałaby się wielkim rezerwatem przyrody z bardzo oszczędnym społeczeństwem.

Jednak z punktu widzenia społeczno-ekonomicznego, sens tych działań jest wątpliwy bez okresów przejściowych. Tak nagła zmiana doprowadziłaby do:

  • Gwałtownego ubóstwa energetycznego i żywnościowego.
  • Ucieczki przemysłu poza granice UE (tzw. ucieczka emisji).
  • Ogromnych niepokojów społecznych, które mogłyby doprowadzić do upadku struktur państwowych.

Ciekawostka: Czy wiesz, że według danych Europejskiej Agencji Środowiska, transport odpowiada za około 25% całkowitej emisji gazów cieplarnianych w UE, z czego transport drogowy to aż 71% tej puli? Radykalne ograniczenie ruchu samochodowego i lotniczego faktycznie "wycięłoby" ogromną część problemu, ale wymagałoby całkowitej zmiany stylu życia, do której większość społeczeństw nie jest obecnie gotowa.

Podsumowując, taki scenariusz to "terapia szokowa" dla planety. Z punktu widzenia czystej ekologii – to ratunek. Z punktu widzenia człowieka żyjącego w XXI wieku – to powrót do standardów życia sprzed rewolucji przemysłowej, ale z dostępem do internetu (o ile starczy prądu).

Podziel się z innymi: