Gość (37.30.*.*)
Promiskuityzm to termin, który w ostatnich latach coraz częściej pojawia się w debacie publicznej, mediach społecznościowych i rozmowach o współczesnych obyczajach. Choć brzmi dość naukowo, w rzeczywistości odnosi się do zachowań seksualnych, które polegają na utrzymywaniu kontaktów z wieloma partnerami, zazwyczaj bez głębszego zaangażowania emocjonalnego czy trwałych więzi. Warto jednak przyjrzeć się temu zjawisku bliżej, bo narosło wokół niego mnóstwo mitów, które nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością i twardymi danymi statystycznymi.
Słowo to wywodzi się z łacińskiego promiscuus, co oznacza „pomieszany” lub „wspólny”. W psychologii i socjologii promiskuityzm definiuje się jako skłonność do częstych kontaktów seksualnych z przypadkowymi osobami. Co istotne, granica tego, co uznajemy za „częste” lub „nadmiarowe”, jest bardzo płynna i zależy od kultury, wychowania oraz indywidualnych przekonań.
Warto zaznaczyć, że promiskuityzm sam w sobie nie jest jednostką chorobową. Może być stylem życia, etapem poszukiwań własnej tożsamości, ale w niektórych przypadkach bywa też objawem głębszych problemów, takich jak trudności w budowaniu relacji czy zaburzenia osobowości. Kluczowe jest tutaj rozróżnienie między świadomym wyborem a przymusem czy brakiem kontroli nad własnymi impulsami.
Przekonanie, że dzisiejsi dwudziestolatkowie są najbardziej „rozwiązłym” pokoleniem w historii, jest bardzo popularne, ale... niekoniecznie prawdziwe. Choć aplikacje randkowe sprawiły, że znalezienie partnera na jedną noc jest technicznie łatwiejsze niż kiedykolwiek, statystyki pokazują coś zgoła innego.
Wiele badań socjologicznych przeprowadzanych w Europie i Stanach Zjednoczonych sugeruje, że tzw. pokolenie Z (osoby urodzone po 1995 roku) uprawia mniej seksu niż ich rodzice (Boomersi) czy starsze rodzeństwo (Millenialsi) w tym samym wieku. Zjawisko to bywa nazywane „seksualną recesją”. Młodzi ludzie później zaczynają współżycie, rzadziej wchodzą w przypadkowe relacje i częściej deklarują brak aktywności seksualnej w ciągu ostatniego roku.
Jeśli dane mówią o spadku aktywności, to dlaczego mamy wrażenie, że jest odwrotnie? Odpowiedź tkwi w widoczności. Dzięki mediom społecznościowym i popkulturze, tematyka seksu bez zobowiązań przestała być tabu. O tzw. hookup culture (kulturze przygodnego seksu) mówi się głośno, co tworzy iluzję, że dotyczy ona każdego.
Oto kilka powodów, dla których postrzegamy młodych jako bardziej promiskuitywnych:
Teza, że młodzi dorośli „rzadko odmawiają” tego typu propozycji, jest trudna do zweryfikowania i wydaje się być sporym nadużyciem. Współczesna kultura, mimo swojej otwartości, kładzie ogromny nacisk na pojęcie świadomej zgody (consent). Edukacja w tym zakresie jest obecnie znacznie szersza niż dekadę czy dwie temu.
W rzeczywistości młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi swoich granic. Zjawiska takie jak „ghosting” czy unikanie bliskości mogą wręcz sugerować, że młode pokolenie jest bardziej wycofane i ostrożne w nawiązywaniu kontaktów fizycznych niż ich poprzednicy, którzy żyli w czasach rewolucji seksualnej lat 70. i 80.
W psychologii ewolucyjnej istnieje pojęcie zwane efektem Coolidge’a. Polega ono na tym, że samce (a w mniejszym stopniu także samice) wielu gatunków wykazują ponowne zainteresowanie seksem w momencie pojawienia się nowego, atrakcyjnego partnera, nawet jeśli są już nasycone kontaktem z dotychczasowym. Niektórzy badacze sugerują, że aplikacje randkowe działają jak „efekt Coolidge’a na sterydach”, bombardując nasz mózg obrazami nowych potencjalnych partnerów, co może u niektórych osób napędzać zachowania promiskuitywne.
Podsumowując, choć termin promiskuityzm budzi emocje, nie ma jednoznacznych dowodów na to, że młodzi dorośli stają się masowo „skrajnie rozwiązli”. Obserwujemy raczej zmianę sposobu komunikacji o seksie niż drastyczny wzrost liczby partnerów. Dla wielu osób wolność wyboru oznacza możliwość posiadania wielu partnerów, ale dla równie dużej grupy — prawo do całkowitej rezygnacji z przypadkowych relacji na rzecz jakości i bezpieczeństwa emocjonalnego.
Warto pamiętać, że statystyki to tylko liczby, a każde pokolenie wypracowuje własne normy, które często są reakcją na to, jak żyli ich rodzice. Dzisiejsza młodzież, zamiast na ilość, wydaje się stawiać na autentyczność i własny komfort, nawet jeśli droga do tego prowadzi przez głośne dyskusje o seksualności.