Jakie masz pytanie?

lub

Na jakich błędnych interpretacjach prawa morskiego opierają się suwerenni obywatele?

błędne interpretacje prawa mity suwerennych obywateli teoria prawa morskiego
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Ruch „suwerennych obywateli” (ang. Sovereign Citizens) to fascynujące, choć z punktu widzenia prawników całkowicie błędne zjawisko, które zyskuje popularność również w Europie, w tym w Polsce. Jego zwolennicy wierzą, że współczesne państwa są w rzeczywistości korporacjami, a obywatele – wbrew swojej woli – zostali wciągnięci w system oparty na prawie morskim (ang. Admiralty Law), zamiast podlegać prawu naturalnemu lub powszechnemu. Choć ich argumenty brzmią dla laika skomplikowanie i „prawniczo”, opierają się na szeregu fundamentalnych przeinaczeń i teorii spiskowych.

Teoria „słomianego człowieka” i wielkie litery

Jednym z filarów przekonań suwerennych obywateli jest rozróżnienie między żywym człowiekiem a jego „osobą prawną”. Twierdzą oni, że kiedy państwo zapisuje nasze imię i nazwisko wielkimi literami (np. JAN KOWALSKI na dowodzie osobistym czy w wezwaniu do sądu), nie odnosi się do nas jako istot ludzkich, lecz do fikcyjnego tworu, czyli korporacji lub „słomianego człowieka”.

Według tej błędnej interpretacji, prawo morskie zajmuje się handlem i przedmiotami, a nie ludźmi. Suwerenni obywatele wierzą, że poprzez użycie wielkich liter państwo tworzy „korporacyjny duplikat” człowieka, który jest dłużnikiem systemu. Myślą, że jeśli w sądzie zadeklarują, że są „żywymi mężczyznami/kobietami”, a nie „osobami”, to sędzia straci nad nimi jurysdykcję. W rzeczywistości zasady pisowni w dokumentach urzędowych wynikają z norm biurokratycznych i typograficznych, a nie z ukrytych kodeksów morskich.

Złote frędzle na fladze – sąd czy statek?

To jeden z najbardziej barwnych mitów krążących w tym środowisku. Suwerenni obywatele często analizują wystrój sal sądowych, zwracając szczególną uwagę na flagi państwowe. Jeśli flaga posiada złotą frędzlę (co w USA jest częstą ozdobą sztandarów wewnątrz pomieszczeń), uznają to za dowód, że dany sąd nie jest sądem cywilnym, lecz sądem wojskowym lub morskim.

Ich zdaniem obecność frędzli oznacza, że na sali obowiązuje prawo admiralskie, czyli prawo obowiązujące na pełnym morzu. W ich logice sędzia staje się wtedy „kapitanem statku”, a oskarżony „ładunkiem”. Jest to oczywiście całkowita bzdura – frędzle na fladze mają charakter wyłącznie dekoracyjny i nie niosą ze sobą żadnych skutków prawnych ani nie zmieniają jurysdykcji sądu.

Akt urodzenia jako papier wartościowy

Kolejna błędna interpretacja dotyczy aktów urodzenia. Suwerenni obywatele wierzą, że akt urodzenia to w rzeczywistości „list przewozowy” lub certyfikat akcji. Według tej teorii, w momencie narodzin państwo zakłada na nazwisko dziecka tajne konto powiernicze (często opiewające na miliony dolarów lub euro), pod zastaw którego emituje obligacje.

W ich mniemaniu człowiek jest traktowany przez prawo morskie jako „towar”, który „przypłynął” na świat przez kanał rodny (ang. birth canal, co mylnie łączą z berth – miejscem cumowania statku). Na tej podstawie próbują „odzyskiwać” swoje fundusze powiernicze, wysyłając do banków centralnych lub urzędów skarbowych skomplikowane pisma pełne pseudoprawniczych terminów. W rzeczywistości akt urodzenia jest jedynie dokumentem potwierdzającym fakt narodzin i tożsamość, a nie instrumentem finansowym.

Uniform Commercial Code (UCC) zamiast konstytucji

Suwerenni obywatele często odwołują się do amerykańskiego Jednolitego Kodeksu Handlowego (UCC), twierdząc, że jest on najwyższym prawem na świecie, nadrzędnym wobec konstytucji i ustaw krajowych. Wierzą, że wszystkie relacje międzyludzkie, w tym interakcje z policją czy sądem, są kontraktami handlowymi.

Stosują oni taktykę zwaną „akceptacją warunkową”. Przykładowo, na mandat karny odpowiadają pismem: „Akceptuję ten mandat pod warunkiem, że udowodnisz mi, iż mamy zawarty kontrakt”. Uważają, że jeśli urzędnik nie odpowie w określony sposób, „kontrakt” staje się nieważny na mocy prawa morskiego. Problem polega na tym, że prawo karne i administracyjne nie opiera się na dobrowolnych umowach handlowych, lecz na suwerennej władzy państwa, więc takie argumenty są przez sędziów regularnie odrzucane.

Ciekawostka: Dlaczego to wciąż trwa?

Mimo że argumenty suwerennych obywateli nigdy nie wygrały żadnej poważnej sprawy w sądzie, ruch ten nie słabnie. Wynika to z faktu, że ich pisma są niezwykle obszerne i pełne archaicznego języka, co czasem paraliżuje pracę urzędów na kilka tygodni. Suwerenni interpretują ten czas oczekiwania jako „strach systemu” przed ich „prawdą”, co tylko utwierdza ich w błędnych przekonaniach.

Podsumowanie błędnych założeń

Największym błędem suwerennych obywateli jest wiara w to, że prawo to magiczne zaklęcia. Myślą, że jeśli wypowiedzą odpowiednią formułkę lub użyją czerwonego tuszu do podpisu, „zhakują” system. Prawo jest jednak systemem społecznym opartym na faktach i obowiązujących przepisach, a nie na lingwistycznych pułapkach i morskich metaforach przeniesionych na ląd. Korzystanie z tych teorii w prawdziwym życiu najczęściej kończy się wysokimi grzywnami, a w skrajnych przypadkach – karą pozbawienia wolności za obrazę sądu lub oszustwa dokumentowe.

Podziel się z innymi: