Gość (37.30.*.*)
Proces przesłuchania, czy to w sprawach karnych, czy cywilnych, to niezwykle skomplikowana gra psychologiczna i prawna. Często wyobrażamy go sobie jako dynamiczną scenę z filmu, gdzie dociekliwy prawnik „łamie” świadka jednym trafnym pytaniem. W rzeczywistości mechanizmy te są znacznie bardziej subtelne, a granica między dopuszczalną taktyką procesową a niedozwolonym wywieraniem wpływu bywa cienka. Warto przyjrzeć się temu, jak system prawny oraz psychologia zapatrują się na wytykanie nieścisłości i wzbudzanie wątpliwości u osoby przesłuchiwanej.
Z punktu widzenia polskiego prawa, a konkretnie Kodeksu postępowania karnego (art. 171 KPK), osoba przesłuchująca ma obowiązek dążyć do ustalenia prawdy obiektywnej. Oznacza to, że jeśli świadek lub podejrzany podaje wersje wydarzeń, które są ze sobą sprzeczne lub różnią się od poprzednich zeznań, organ prowadzący przesłuchanie ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek dążyć do wyjaśnienia tych rozbieżności.
Porównywanie różnych wersji odpowiedzi i analizowanie użytych słów jest standardowym narzędziem weryfikacji wiarygodności dowodu. W prawie procesowym istnieje instytucja odczytywania protokołów poprzednich zeznań właśnie po to, by zapytać przesłuchiwanego: „Dlaczego wcześniej powiedział pan co innego?”. Taka konfrontacja z własnymi słowami jest w pełni dopuszczalna i stanowi element tzw. swobodnej oceny dowodów przez sąd.
Problem pojawia się w momencie, gdy techniki te zaczynają służyć nie tyle wyjaśnieniu prawdy, co celowemu zdezorientowaniu świadka. Psychologia sądowa od lat alarmuje, że ludzka pamięć nie jest twardym dyskiem, lecz procesem rekonstrukcyjnym. Oznacza to, że każde wspomnienie, o którym opowiadamy, ulega lekkiej modyfikacji.
Wzbudzanie wątpliwości u osoby, która zaczyna tracić pewność co do swoich twierdzeń, jest techniką często stosowaną przez obrońców lub pełnomocników strony przeciwnej. Czy jest to dopuszczalne? Tak, o ile nie przybiera formy znęcania się, zastraszania lub zadawania pytań sugerujących odpowiedź w sposób, który narusza swobodę wypowiedzi (co jest zabronione przez art. 171 § 4 KPK). Jeśli jednak świadek pod wpływem logicznych pytań zaczyna się wahać, uznaje się to za naturalny element weryfikacji jego pewności siebie i rzetelności postrzegania faktów.
To jedno z najważniejszych pytań, przed którymi staje sędzia. Odpowiedź brzmi: to zależy. Nie każda nieścisłość oznacza, że świadek kłamie. W orzecznictwie sądowym przyjmuje się, że drobne różnice w zeznaniach składanych na przestrzeni miesięcy czy lat są wręcz dowodem na to, że świadek nie wyuczył się zeznań na pamięć.
Zeznania mogą zostać uznane za niewiarygodne (zdyskredytowane), gdy:
Warto wiedzieć, że sąd ocenia całokształt materiału dowodowego. Jeśli świadek pod wpływem „krzyżowego ognia pytań” straci pewność, sędzia musi rozstrzygnąć, czy wynika to z faktu, że świadek kłamał i został przyłapany, czy też po prostu uległ stresowi i sugestywnej technice przesłuchania.
W psychologii znane jest zjawisko zwane „efektem dezinformacji”, zbadane m.in. przez Elizabeth Loftus. Wykazano, że zmiana zaledwie jednego słowa w pytaniu może zmienić wspomnienia świadka. W jednym z eksperymentów osoby oglądające film z wypadku samochodowego pytano, jak szybko jechały auta, gdy się „stuknęły” lub gdy się „roztrzaskały”. Osoby, którym zadano pytanie ze słowem „roztrzaskały”, nie tylko podawały wyższą prędkość, ale po tygodniu częściej błędnie twierdziły, że widziały na miejscu zdarzenia potłuczone szkło, którego w rzeczywistości nie było.
Choć wytykanie błędów językowych i niespójności jest legalne, istnieją granice etyczne i prawne. Przesłuchujący nie może:
Podsumowując, technika polegająca na punktowaniu nieścisłości jest potężnym narzędziem w rękach prawników. Może ona obnażyć kłamstwo, ale może też doprowadzić do podważenia wiarygodności osoby mówiącej prawdę, która po prostu uległa stresowi. Ostateczna ocena tego, czy „rozbity” świadek jest niewiarygodny, należy zawsze do sądu, który musi odróżnić luki w pamięci od celowej manipulacji faktami.