Gość (83.4.*.*)
Wielu z nas, widząc radiowóz na horyzoncie, odruchowo zdejmuje nogę z gazu lub poprawia pasy, nawet jeśli nie mamy nic na sumieniu. To naturalna reakcja na widok organów ścigania. Jednak co się dzieje, gdy to „unikanie” staje się bardziej aktywne? Czy samo zejście policjantowi z drogi albo nieodebranie wezwania na komisariat może wpędzić nas w tarapaty? Odpowiedź nie jest czarno-biała i zależy od tego, co dokładnie rozumiemy przez słowo „unikanie”.
Jeszcze kilka lat temu ucieczka przed policyjnym radiowozem, który dawał sygnały do zatrzymania, była traktowana jedynie jako wykroczenie. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Zgodnie z art. 178b Kodeksu karnego, jeśli kierowca nie zatrzyma się do kontroli mimo wydania przez osobę uprawnioną (przy użyciu sygnałów dźwiękowych i świetlnych) polecenia zatrzymania pojazdu i kontynuuje jazdę, popełnia przestępstwo.
Grozi za to kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet 5 lat. Co więcej, sąd w takiej sytuacji ma obowiązek orzec zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Warto więc pamiętać, że „ucieczka” w ruchu drogowym to najkrótsza droga do bardzo poważnych problemów prawnych, które zostaną odnotowane w Krajowym Rejestrze Karnym.
Wyobraźmy sobie sytuację: idziesz chodnikiem, widzisz patrol, który wyraźnie zmierza w Twoją stronę, więc nagle skręcasz w boczną uliczkę lub przyspieszasz kroku. Czy to przestępstwo? Samo w sobie – nie. Masz prawo chodzić tam, gdzie chcesz. Jednak jeśli policjant wyda Ci wyraźne polecenie zatrzymania się w celu wylegitymowania, sprawa nabiera innego obrotu.
Zgodnie z Kodeksem wykroczeń (art. 65), kto umyślnie wprowadza w błąd organ państwowy co do swojej tożsamości lub odmawia udzielenia informacji o swoim nazwisku, wieku, zawodzie, miejscu zamieszkania lub zameldowania, podlega karze grzywny. Choć nie jest to przestępstwo, a wykroczenie, może skończyć się mandatem lub wnioskiem o ukaranie do sądu. Policja ma też prawo doprowadzić taką osobę na komendę w celu ustalenia tożsamości, co skutecznie psuje plany na resztę dnia.
Częstym sposobem na „unikanie” kontaktu z policją jest nieodbieranie awizowanych listów z komisariatu lub prokuratury. Wiele osób myśli, że jeśli nie odbierze wezwania, to sprawa „sama się rozwiąże”. To błąd.
W polskim prawie funkcjonuje tzw. fikcja doręczenia. Jeśli list był dwukrotnie awizowany i nie został podjęty, uznaje się go za doręczony ze wszelkimi skutkami prawnymi. Jeśli unikasz stawiennictwa jako świadek lub podejrzany:
Warto też wspomnieć o sytuacji, w której to nie my uciekamy, ale pomagamy komuś innemu „zniknąć” z radaru służb. Tutaj wchodzi w grę art. 239 Kodeksu karnego, czyli tzw. poplecznictwo. Pomaganie sprawcy przestępstwa w uniknięciu odpowiedzialności karnej, w szczególności poprzez jego ukrywanie, zacieranie śladów czy pomaganie w ucieczce, jest przestępstwem zagrożonym karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Co ciekawe, w polskim systemie prawnym podejrzany (osoba, której postawiono zarzuty) nie ma obowiązku dostarczania dowodów przeciwko sobie, ale ma obowiązek poddać się określonym rygorom procesowym. Choć sama ucieczka podejrzanego nie jest osobnym przestępstwem (chyba że wiąże się z ucieczką z aresztu lub więzienia – art. 242 KK), to drastycznie pogarsza jego sytuację procesową i niemal gwarantuje, że nie wyjdzie na wolność za kaucją.
Podsumowując, samo „niechętne” podchodzenie do kontaktów z policją nie jest przestępstwem, dopóki nie łamiemy konkretnych przepisów. Granica zostaje przekroczona, gdy:
W większości przypadków próba uniknięcia kontaktu z policją jedynie potęguje podejrzenia funkcjonariuszy. Zamiast rutynowej kontroli, która trwałaby 5 minut, możemy narazić się na przeszukanie, doprowadzenie na komisariat lub – w najgorszym razie – wyrok, który na lata zamknie nam drogę do wielu zawodów. Jeśli czujesz, że działania policji wobec Ciebie są bezprawne, znacznie lepszą strategią niż ucieczka jest współpraca na miejscu, a następnie złożenie zażalenia na czynności funkcjonariuszy lub skorzystanie z pomocy adwokata.