Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie sytuację, w której stoisz w kolejce lub uczestniczysz w spotkaniu firmowym. Nagle wszyscy wokół Ciebie zaczynają patrzeć w górę albo potakiwać głową na ewidentnie błędne stwierdzenie szefa. Co robisz? Większość z nas, choć lubimy myśleć o sobie jako o niezależnych jednostkach, prawdopodobnie zrobiłaby to samo co reszta. To właśnie jest sedno wpływu społecznego i konformizmu – mechanizmów, które sterują naszym zachowaniem niemal na każdym kroku, często bez naszej świadomości.
Wpływ społeczny to w psychologii niezwykle szerokie pojęcie. Obejmuje ono wszelkie procesy, w wyniku których zachowanie, opinie, emocje lub postawy jednej osoby zmieniają się pod wpływem tego, co robią, myślą lub mówią inni ludzie. Nie musi to być bezpośredni nakaz – czasem wystarczy sama obecność innych osób (nawet wyobrażona!), byśmy zaczęli zachowywać się inaczej.
Psycholodzy wyróżniają trzy główne rodzaje wpływu społecznego:
Konformizm to specyficzna forma wpływu społecznego. Polega on na zmianie zachowania lub przekonań na skutek rzeczywistej lub wyobrażonej presji ze strony innych ludzi. To to słynne „robienie tego, co inni”. Psychologia wyróżnia dwa główne powody, dla których stajemy się konformistami.
Zdarza Ci się wejść do eleganckiej restauracji i ukradkiem podglądać, którego widelca używają inni goście? To właśnie konformizm informacyjny. Pojawia się on w sytuacjach niejasnych, gdy nie jesteśmy pewni, jak się zachować. Uznajemy wtedy, że zachowanie grupy jest trafnym źródłem informacji i „oni pewnie wiedzą, co robią”. W tym przypadku dochodzi do prywatnej akceptacji – naprawdę wierzymy, że grupa ma rację.
To zupełnie inna bajka. Tutaj dostosowujemy się do grupy nie dlatego, że uważamy ją za mądrzejszą, ale dlatego, że chcemy być akceptowani i lubiani. Boimy się ośmieszenia, odrzucenia czy bycia „czarną owcą”. Co ciekawe, w konformizmie normatywnym często dochodzi do publicznego ulegania przy jednoczesnym zachowaniu własnego, odmiennego zdania w duchu.
Nie da się mówić o konformizmie, nie wspominając o Solomonie Aschu. W latach 50. przeprowadził on genialny w swojej prostocie eksperyment. Uczestnik trafiał do grupy osób (które były podstawionymi aktorami). Zadanie polegało na wskazaniu, która z trzech linii na karcie jest tej samej długości co linia wzorcowa. Odpowiedź była oczywista.
Jednak aktorzy celowo wskazywali błędną linię. Wynik? Aż 75% uczestników przynajmniej raz zgodziło się z grupą, mimo że własne oczy mówiły im co innego! To badanie pokazało, jak potężna jest presja grupy i jak bardzo boimy się z niej wyłamać.
Psycholodzy zauważyli, że skłonność do konformizmu nie jest stała i zależy od kilku kluczowych czynników:
W potocznym rozumieniu „konformista” to określenie pejoratywne, kojarzące się z brakiem charakteru. Jednak z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej i społecznej, konformizm jest... niezbędny. To swoisty „klej społeczny”. Dzięki niemu wiemy, jak zachować się w kinie, nie wchodzimy sobie w drogę na chodniku i potrafimy współpracować w dużych zespołach. Bez pewnej dozy konformizmu społeczeństwo pogrążyłoby się w chaosie.
Problem pojawia się wtedy, gdy konformizm prowadzi do negatywnych zjawisk, takich jak myślenie grupowe (podejmowanie błędnych decyzji przez grupę, która za wszelką cenę chce utrzymać spójność) czy znieczulica społeczna (nikt nie reaguje na wypadek, bo nikt inny z tłumu nie reaguje).
Z konformizmem wiąże się tzw. efekt widza (bystander effect). Badania pokazują, że im więcej osób przygląda się sytuacji kryzysowej (np. komuś zasłabnięcie na ulicy), tym mniejsza szansa, że ktokolwiek pomoże. Każdy patrzy na reakcję innych – skoro nikt nic nie robi, to znaczy, że pewnie nie trzeba interweniować. To klasyczny przykład konformizmu informacyjnego, który może mieć tragiczne skutki.
Zrozumienie mechanizmów wpływu społecznego to pierwszy krok do tego, by w kluczowych momentach umieć powiedzieć „stop” i postąpić zgodnie z własnym sumieniem, nawet jeśli cała reszta świata idzie w przeciwnym kierunku.