Gość (37.30.*.*)
Nasza pamięć nie działa jak kamera wideo, która wiernie rejestruje każdy szczegół i przechowuje go w nienaruszonym stanie na „twardym dysku” mózgu. Psycholodzy poznawczy od dekad udowadniają, że proces zapamiętywania przypomina raczej edytowanie artykułu w Wikipedii – każdy może tam wejść, coś dopisać, zmienić kontekst, a my po czasie nie pamiętamy już, co było pierwotną informacją, a co późniejszą poprawką. Właśnie tutaj pojawiają się dwa fascynujące, a zarazem nieco przerażające zjawiska: efekt dezinformacji oraz inflacja wyobraźni.
Efekt dezinformacji to zjawisko, w którym nasze wspomnienie o danym zdarzeniu ulega zniekształceniu pod wpływem informacji otrzymanych już po fakcie. Pionierką badań w tym zakresie jest profesor Elizabeth Loftus, która przeprowadziła słynny eksperyment z wypadkiem samochodowym. Badanym pokazano film z kolizji, a następnie zadawano pytania. Kluczowe było jedno słowo: gdy pytano, jak szybko jechały auta, gdy się „zderzyły” (hit), odpowiedzi były umiarkowane. Gdy jednak użyto słowa „roztrzaskały” (smashed), badani nie tylko zawyżali prędkość, ale po tygodniu twierdzili, że widzieli na miejscu potłuczone szkło, którego w rzeczywistości na filmie nie było.
Mechanizm ten opiera się na tzw. błędzie monitorowania źródła. Nasz mózg ma problem z oddzieleniem tego, co faktycznie widzieliśmy, od tego, co usłyszeliśmy później od świadka, policjanta czy przeczytaliśmy w mediach społecznościowych. Nowa informacja „nadpisuje” stare wspomnienie lub integruje się z nim tak ściśle, że stają się jednością.
O ile efekt dezinformacji pochodzi z zewnątrz, o tyle inflacja wyobraźni to proces wewnętrzny. Polega on na tym, że samo wyobrażanie sobie jakiegoś zdarzenia zwiększa naszą pewność, że faktycznie miało ono miejsce w przeszłości.
Psycholodzy tłumaczą to zjawisko poprzez wzrost płynności poznawczej. Kiedy wielokrotnie wyobrażamy sobie jakąś sytuację (np. że jako dzieci przewróciliśmy się na weselu i zniszczyliśmy tort), wspomnienie to staje się w naszej głowie bardzo wyraźne i łatwo dostępne. Podczas próby przypomnienia sobie realnych zdarzeń z dzieciństwa, mózg interpretuje tę „łatwość” przywoływania obrazu jako dowód na to, że zdarzenie jest prawdziwe. Skoro tak dobrze to widzę, to przecież musiało się wydarzyć, prawda? Otóż niekoniecznie.
Istnieje kilka kluczowych mechanizmów, które sprawiają, że jesteśmy podatni na te zjawiska:
Badania Elizabeth Loftus i jej zespołu wykazały, że przy odpowiedniej technice można przekonać zdrowego, dorosłego człowieka, że jako dziecko zgubił się w centrum handlowym, był bliski utonięcia lub został zaatakowany przez groźne zwierzę – nawet jeśli nic takiego nigdy się nie wydarzyło. Wystarczy kilka sugestywnych rozmów i zachęcenie do „wizualizacji” tych rzekomych zdarzeń. Po pewnym czasie badani nie tylko „przypominali sobie” te sytuacje, ale wzbogacali je o własne, bardzo emocjonalne detale.
Całkowite wyeliminowanie tych mechanizmów jest niemożliwe, bo wynikają one z samej natury działania ludzkiego umysłu. Możemy jednak zwiększyć swoją odporność poprzez:
Zrozumienie inflacji wyobraźni i efektu dezinformacji to lekcja pokory dla każdego z nas. Pokazuje, że granica między tym, co realne, a tym, co wykreowane przez nasz umysł, jest znacznie cieńsza, niż chcielibyśmy wierzyć. Pamięć to nie archiwum, to żywy proces, który nieustannie pisze historię naszego życia na nowo.