Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, dlaczego potężne niegdyś Państwo Środka dało się wyprzedzić Europie, a później także mniejszej Japonii, od lat spędza sen z powiek historykom i socjologom. Zjawisko to doczekało się nawet własnej nazwy – „Wielka Rozbieżność” (Great Divergence). Choć Chiny przez wieki były światowym liderem w dziedzinie technologii, nauki i administracji, w XIX wieku zderzyły się ze ścianą, która doprowadziła do tzw. stulecia upokorzeń. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele i nie wynikają one z jednej decyzji, lecz z splotu niefortunnych okoliczności, geografii i mentalności.
Przez stulecia Chiny były ofiarą własnego sukcesu. System konfucjański, który stawiał na hierarchię, porządek i szacunek do tradycji, stworzył niezwykle stabilne państwo. Jednak ta stabilność stała się z czasem hamulcem. Podczas gdy Europa była rozbita na dziesiątki rywalizujących ze sobą państewek, co wymuszało ciągły wyścig zbrojeń i innowacyjność, Chiny były zjednoczonym imperium.
W Europie, jeśli jeden król odrzucił pomysł wynalazcy, ten mógł pójść do sąsiedniego władcy. W Chinach decyzja cesarza była ostateczna. Kiedy dynastia Ming zdecydowała o spaleniu floty skarbów admirała Zheng He i wycofaniu się z morskich wypraw w XV wieku, Chiny dobrowolnie oddały panowanie na oceanach. Brak konkurencji zewnętrznej sprawił, że elity uznały, iż świat nie ma im nic ciekawego do zaoferowania.
To jedno z najciekawszych pytań w historii gospodarczej. Chiny miały wszystko: papierowe pieniądze, zaawansowaną metalurgię, ogromne zasoby węgla i rozwinięty handel. Dlaczego więc maszyna parowa powstała w Anglii?
Jedna z teorii mówi o „pułapce wysokopoziomowej równowagi”. W Chinach populacja była ogromna, a siła robocza bardzo tania. Inwestowanie w drogie maszyny po prostu się nie opłacało, skoro można było zatrudnić więcej rąk do pracy. W Anglii natomiast płace były relatywnie wysokie, a węgiel znajdował się blisko ośrodków przemysłowych i był łatwy do wydobycia. To wymusiło szukanie sposobów na zastąpienie drogiego człowieka tanią energią mechaniczną.
Dodatkowo, chińska nauka skupiała się bardziej na etyce i administracji niż na naukach przyrodniczych w zachodnim wydaniu. Egzaminy urzędnicze, które otwierały drogę do kariery, wymagały znajomości klasyków konfucjańskich, a nie fizyki czy matematyki.
Porównanie Chin z Japonią jest szczególnie bolesne dla tych pierwszych. Oba kraje zostały „otwarte” siłą przez zachodnie mocarstwa w połowie XIX wieku. Jednak ich reakcje były skrajnie różne.
Japonia, po okresie szoku, przeprowadziła błyskawiczną reformę znaną jako Restauracja Meiji. Japończycy uznali, że aby przetrwać, muszą stać się tacy jak Zachód – przynajmniej pod względem technologicznym i militarnym. W ciągu zaledwie kilku dekad Japonia z feudalnego państwa samurajów stała się nowoczesną potęgą, która w 1905 roku pokonała Rosję, a wcześniej, w 1895 roku, upokorzyła same Chiny.
Chiny pod rządami dynastii Qing próbowały reform (tzw. Ruch Samowzmocnienia), ale były one połowiczne. Konserwatywne elity na dworze cesarskim bały się, że zachodnie technologie przyniosą zachodnie idee, które zniszczą fundamenty ich władzy. Ta niechęć do głębokich zmian strukturalnych sprawiła, że chińska armia, choć liczna, była przestarzała i skorumpowana.
Nie można zapominać o czynnikach zewnętrznych. Europa w XIX wieku była u szczytu swojej ekspansji kolonialnej. Wojny opiumowe, narzucone Chinom przez Wielką Brytanię, nie tylko zrujnowały chińską gospodarkę, ale też uzależniły miliony ludzi od narkotyków. Chiny zostały zmuszone do podpisania „nierównoprawnych traktatów”, które odebrały im kontrolę nad własnymi portami i cłami.
Wewnętrzne rebelie, takie jak powstanie tajpingów, które pochłonęło od 20 do 30 milionów istnień ludzkich, dodatkowo wykrwawiły kraj. W tym samym czasie Europa i Japonia przeżywały boom demograficzny i technologiczny.
Czy wiesz, że na początku XV wieku Chiny posiadały największą flotę świata? Statki admirała Zheng He były kilkukrotnie większe od karaweli Krzysztofa Kolumba. Gdyby Chiny kontynuowały swoją politykę morską, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej – być może dziś w Ameryce mówiłyby się po mandaryńsku, a nie po angielsku czy hiszpańsku.
Porażka Chin w XIX wieku nie wynikała z braku inteligencji czy zasobów, ale z systemowego skostnienia i braku mechanizmów adaptacyjnych. Europa wygrała dzięki chaosowi i konkurencji, które zrodziły innowację, a Japonia dzięki niesamowitej dyscyplinie w kopiowaniu i ulepszaniu zachodnich wzorców.
Warto jednak zauważyć, że historia nie skończyła się w XIX wieku. Dzisiejsze Chiny wyciągnęły lekcję z tamtych wydarzeń. Obecny wzrost potęgi Państwa Środka jest często interpretowany jako powrót do „naturalnego” stanu rzeczy, w którym Chiny zajmują centralne miejsce w światowej gospodarce, tym razem jednak z pełnym wykorzystaniem technologii i globalnej konkurencji.