Gość (37.30.*.*)
Historia Polski obfituje w momenty, w których garstka żołnierzy stawiała czoła przytłaczającym siłom wroga, wykazując się nadludzką odwagą i poświęceniem. Choć termin „polskie Termopile” najczęściej kojarzony jest z jedną konkretną bitwą, w polskiej historiografii miano to zyskało kilka starć. Każde z nich łączy wspólny mianownik: walka do ostatniej kropli krwi w imię wyższych wartości, mimo braku realnych szans na zwycięstwo militarne.
Jeśli zapytasz historyka o to, która bitwa zasługuje na miano polskich Termopil jako pierwsza, najprawdopodobniej wskaże na bitwę pod Zadwórzem, która rozegrała się 17 sierpnia 1920 roku podczas wojny polsko-bolszewickiej.
W pobliżu Lwowa batalion ochotników, składający się głównie z młodych ludzi (często studentów i Orląt Lwowskich) pod dowództwem kpt. Bolesława Zajączkowskiego, zagrodził drogę 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego. Polskie siły liczyły zaledwie 330 żołnierzy, podczas gdy bolszewicy nacierali tysiącami. Polacy odpierali kolejne ataki przez cały dzień, a gdy zabrakło amunicji, walczyli na bagnety i kolby karabinów.
Większość obrońców, w tym dowódca, zginęła na polu walki. Ich heroiczny opór pozwolił jednak na zorganizowanie obrony Lwowa i opóźnił marsz bolszewików, co miało kluczowe znaczenie dla losów całej wojny. Po bitwie odnaleziono ciała 318 poległych, a ich poświęcenie stało się symbolem niezłomności.
Współcześnie termin „polskie Termopile” bardzo często odnosi się również do bitwy pod Wizną, która miała miejsce we wrześniu 1939 roku. To starcie stało się symbolem oporu przeciwko niemieckiej machinie wojennej podczas II wojny światowej.
Przez trzy dni, od 7 do 10 września, około 720 polskich żołnierzy pod dowództwem kpt. Władysława Raginisa odpierało ataki XIX Korpusu Armijnego gen. Heinza Guderiana, który liczył ponad 42 tysiące żołnierzy, setki czołgów i wsparcie lotnictwa. Dysproporcja sił była porażająca – na jednego Polaka przypadało około 60 Niemców.
Kapitan Raginis złożył przysięgę, że nie opuści schronu żywy, i dotrzymał słowa, rozrywając się granatem po kapitulacji ostatniego punktu oporu. Bitwa ta stała się inspiracją dla wielu twórców, w tym dla szwedzkiego zespołu Sabaton, który poświęcił jej utwór „40:1”.
Cofając się głębiej w historię, do 1694 roku, odnajdziemy bitwę pod Hodowem, która jest nazywana „husarskimi Termopilami”. To jedno z najbardziej nieprawdopodobnych zwycięstw w dziejach polskiego oręża.
Około 400 polskich żołnierzy (w tym husaria i pancerni) starło się z armią tatarską liczącą – według różnych szacunków – od 25 do 40 tysięcy wojowników. Polacy, po początkowym starciu w otwartym polu, wycofali się do wioski Hodów, gdzie zaimprowizowali obronę, używając płotów, stołów i wszystkiego, co było pod ręką. Co ciekawe, gdy zabrakło im kul, strzelali w kierunku wroga tatarskimi strzałami, które wcześniej w nich wystrzelono. Po kilku godzinach morderczej walki Tatarzy, mimo ogromnej przewagi liczebnej, wycofali się, uznając, że nie złamią polskiego oporu.
Warto wiedzieć, że polska historia zna więcej takich momentów. Mianem polskich Termopil określa się czasem także:
Porównanie do starożytnych Termopil, gdzie król Leonidas i jego 300 Spartan stawili czoła perskiej potędze Kserksesa, służy podkreśleniu moralnego zwycięstwa. W polskiej kulturze „polskie Termopile” to nie tylko opis starcia militarnego, ale przede wszystkim hołd dla żołnierzy, którzy wybrali śmierć zamiast poddania się, kupując czas swoim towarzyszom i dając narodowi nadzieję w najtrudniejszych chwilach.
Jeśli interesujesz się historią, warto odwiedzić Zadwórze (obecnie na terenie Ukrainy), gdzie znajduje się kurhan-mogiła poległych obrońców. Z kolei w Wiźnie i pobliskiej Górze Strękowej można zobaczyć ruiny schronów, w których walczyli żołnierze kpt. Raginisa. To miejsca pełne zadumy, które do dziś robią ogromne wrażenie na odwiedzających.