Gość (5.172.*.*)
Pytanie o to, dlaczego potężne gady zniknęły z powierzchni Ziemi, podczas gdy niepozorne, przypominające szczury ssaki przetrwały, od lat fascynuje nie tylko naukowców, ale i każdego miłośnika prehistorii. Odpowiedź na to zagadnienie ukryta jest w splotach nieszczęśliwych zdarzeń, biologicznych przystosowań i czystego przypadku. Warto jednak na wstępie wyjaśnić jeden bardzo ważny fakt, który często umyka w potocznych rozmowach: technicznie rzecz biorąc, dinozaury wciąż są wśród nas.
Około 66 milionów lat temu, kiedy w półwysep Jukatan uderzyła potężna asteroida, świat zmienił się w ułamku sekundy. Jednak to nie sama eksplozja była największym problemem, ale to, co nastąpiło później – nuklearna zima. Pył i sadza przesłoniły słońce na wiele miesięcy, a może i lat. Proces fotosyntezy ustał, rośliny obumarły, a łańcuch pokarmowy rozsypał się jak domek z kart.
W takich warunkach bycie wielkim było wyrokiem śmierci. Duże dinozaury, jak Tyrannosaurus rex czy Triceratops, potrzebowały ogromnych ilości kalorii każdego dnia. Gdy zabrakło roślin, padły roślinożercy, a zaraz po nich drapieżniki. Ssaki natomiast były wtedy niewielkie – większość z nich nie przekraczała rozmiarów dzisiejszego kota. Małe ciało to małe zapotrzebowanie na energię. Ssaki mogły przetrwać, żywiąc się owadami, korzonkami, a nawet padliną, której po katastrofie było pod dostatkiem.
Dlaczego ssaki przetrwały, a dinozaury nie? Kluczem był tryb życia. Większość ówczesnych ssaków prowadziła nocny tryb życia i potrafiła kopać nory. Ziemia stanowiła doskonałą izolację przed pożarami szalejącymi tuż po uderzeniu asteroidy oraz przed ekstremalnymi wahaniami temperatury. Dinozaury, w większości naziemne i zbyt duże, by się schować, były wystawione na bezpośrednie działanie żywiołów.
Dodatkowo ssaki miały jeszcze jedną przewagę: elastyczność dietetyczną. Dinozaury często były wysoce wyspecjalizowane – jedne jadły tylko konkretne rodzaje roślin, inne tylko konkretną zdobycz. Kiedy ich główne źródło pokarmu zniknęło, nie potrafiły się zaadaptować. Ssaki, będąc oportunistami, jadły to, co akurat było dostępne.
Tutaj dochodzimy do fascynującego punktu zwrotnego w nowoczesnej paleontologii. Otóż nie wszystkie dinozaury wyginęły. Jedna grupa małych, opierzonych teropodów przetrwała kataklizm. Dziś nazywamy je ptakami. Z ewolucyjnego punktu widzenia wróbel, gołąb czy kura to bezpośredni potomkowie dinozaurów, a właściwie – specyficzna grupa dinozaurów, która przetrwała dzięki małym rozmiarom, zdolności do lotu i mniejszemu zapotrzebowaniu na pokarm.
Zatem odpowiedź na pytanie, dlaczego żaden gatunek nie przetrwał, brzmi: przetrwały te, które były wystarczająco małe i mobilne, by przetrwać kryzys. To, co dziś postrzegamy jako "klasyczne" dinozaury (wielkie gady), zniknęło, bo ich strategia przetrwania oparta na dominacji fizycznej i rozmiarze zawiodła w starciu z globalną katastrofą.
To pytanie dotyka samej natury ewolucji i tego, jak klasyfikujemy organizmy. Przede wszystkim warto zrozumieć, że "gromada" (jak ssaki, ptaki, gady) to kategoria systematyczna stworzona przez ludzi, by uporządkować świat przyrody. Ewolucja nie dąży do tworzenia nowych "gromad" według planu.
Ewolucja nowej, radykalnie odmiennej grupy zwierząt zazwyczaj następuje po wielkich wymieraniach, kiedy "scena" jest pusta. Po wyginięciu dinozaurów ssaki błyskawicznie zajęły wolne miejsca – stały się wielkimi roślinożercami, drapieżnikami, a nawet wróciły do wody (wieloryby). Obecnie niemal każda dostępna nisza ekologiczna jest zajęta przez ssaki lub ptaki. Nowa grupa zwierząt musiałaby być znacznie lepiej przystosowana niż obecne, by je wyprzeć, co w stabilnym środowisku jest niezwykle trudne.
66 milionów lat, które minęły od ery dinozaurów, to w skali geologicznej stosunkowo krótki czas. Ssaki potrzebowały dziesiątek milionów lat, by z małych stworzeń stać się dominującą grupą. Warto też zauważyć, że wewnątrz gromad zachodzą gigantyczne zmiany. Nietoperze, które wyewoluowały w tym czasie, są tak drastycznie inne od swoich przodków, że gdybyśmy żyli za kolejne 100 milionów lat, być może nasi potomkowie sklasyfikowaliby ich potomków jako zupełnie nową, odrębną grupę.
To, że nie widzimy nowej "gromady", nie oznacza, że ewolucja się zatrzymała. Ona trwa cały czas, ale objawia się w subtelniejszych zmianach fizjologicznych i genetycznych. Ssaki i ptaki są obecnie u szczytu swoich możliwości adaptacyjnych. Dopóki nie dojdzie do kolejnego gigantycznego resetu biosfery (który, nawiasem mówiąc, wielu naukowców uważa za aktualnie trwający z powodu działalności człowieka), drastycznie nowe formy życia mogą nie mieć przestrzeni, by się pojawić.
Jednym z powodów, dla których ssaki mogły mieć przewagę podczas wychodzenia z kryzysu, był sposób rozmnażania. Większość dinozaurów składała jaja, które wymagały stabilnych warunków i czasu na inkubację w gnieździe. Ssaki (z wyjątkiem stekowców, jak dziobak) nosiły młode wewnątrz własnego ciała, co zapewniało im ochronę przed drapieżnikami i zmianami pogody, a po urodzeniu karmiły je mlekiem, uniezależniając przetrwanie potomstwa od natychmiastowej dostępności zewnętrznego pokarmu. To była ogromna przewaga strategiczna w zniszczonym świecie.