Gość (37.30.*.*)
Wielu z nas doświadczyło tej frustrującej sytuacji: siedzisz ze znajomym w tej samej kawiarni, obaj macie najnowsze smartfony, a jednak Twoje wideo na YouTube buforuje się w nieskończoność, podczas gdy on błyskawicznie pobiera ciężkie pliki. Choć wydaje się to nielogiczne, różnice w prędkości internetu mobilnego między operatorami w tym samym punkcie geograficznym są rzeczą całkowicie normalną i wynikają z kilku technicznych oraz logistycznych czynników.
Wyobraź sobie, że fale radiowe to autostrada. Każdy operator posiada własne „pasy ruchu”, czyli konkretne bloki częstotliwości przyznane mu przez państwo (w Polsce przez UKE). To, jak szybki będzie Twój internet, zależy w dużej mierze od tego, jak szeroki jest ten pas.
Jeden operator może dysponować pasmem o szerokości 20 MHz w danej częstotliwości (np. 2600 MHz), podczas gdy inny ma tam tylko 10 MHz. Nawet jeśli stoisz dokładnie w tym samym miejscu, ten pierwszy operator ma „szerszą drogę”, co pozwala na przesyłanie znacznie większej ilości danych w tym samym czasie. Dodatkowo, różni dostawcy korzystają z różnych zakresów – niskie częstotliwości (np. 800 MHz) świetnie przenikają przez ściany, ale są wolne, natomiast wysokie (np. 3,5 GHz w 5G) oferują zawrotne prędkości, ale mają bardzo krótki zasięg.
Współczesne smartfony potrafią korzystać z kilku częstotliwości naraz – to tak zwana agregacja pasm (Carrier Aggregation). Jeśli Twój operator „odpalił” na danym nadajniku cztery różne pasma i pozwala Twojemu telefonowi połączyć je w jeden superkanał, prędkość będzie imponująca.
Jeśli jednak konkurencyjny dostawca na tym samym maszcie oferuje tylko jedno lub dwa pasma, albo jego konfiguracja sieci nie pozwala na tak zaawansowaną agregację, prędkość drastycznie spadnie. To właśnie dlatego „kreski” zasięgu nie zawsze mówią całą prawdę – możesz mieć pełny zasięg na jednej, wolnej częstotliwości, podczas gdy ktoś obok ma połowę zasięgu, ale korzysta z trzech szybkich pasm naraz.
To jeden z najważniejszych czynników. Każda stacja bazowa (BTS) ma ograniczoną pojemność. Całkowita prędkość, jaką oferuje nadajnik, jest dzielona między wszystkich użytkowników, którzy są do niego aktualnie podpięci.
Jeśli Twój operator jest bardzo popularny w danej okolicy lub oferuje tanie pakiety „bez limitu”, z jego nadajnika może korzystać w tej samej chwili setka osób. W tym samym czasie nadajnik konkurencji może obsługiwać tylko dziesięciu użytkowników. Efekt? Mimo identycznego sprzętu i lokalizacji, Ty dostajesz tylko „okruchy” transferu, a Twój znajomy korzysta z pełnej mocy łącza.
Czy wiesz, że operatorzy mogą nadawać priorytety różnym typom kart SIM? Często użytkownicy biznesowi lub osoby z droższymi abonamentami mają pierwszeństwo w dostępie do zasobów sieci w momentach dużego obciążenia. Jeśli korzystasz z taniej oferty typu pre-paid, a sieć jest zapchana, Twój transfer może zostać celowo ograniczony, aby zapewnić stabilność połączenia klientom „premium”.
To, co widzimy na masztach, to tylko wierzchołek góry lodowej. Kluczowe jest to, jak sama stacja bazowa jest połączona z resztą świata. Jest to tzw. „backhaul”.
Nawet jeśli standard LTE czy 5G pozwala na duże prędkości „w powietrzu”, wąskie gardło w postaci słabego połączenia nadajnika z siecią szkieletową skutecznie zdusi Twój internet.
Ostatnim elementem układanki jest technologia zastosowana bezpośrednio na masztach. Operatorzy korzystają z urządzeń różnych dostawców (np. Nokia, Ericsson, Huawei). Każdy z nich ma własne algorytmy zarządzania ruchem, inne systemy antenowe (np. MIMO 4x4 vs MIMO 2x2) oraz różne wersje oprogramowania.
Nawet jeśli dwaj operatorzy wiszą na tym samym maszcie (co w Polsce jest częste dzięki współpracy w ramach spółek takich jak NetWorks!), mogą oni używać zupełnie innych ustawień mocy, kątów nachylenia anten czy parametrów przełączania użytkownika między różnymi technologiami (np. z 5G na LTE). Te drobne różnice w konfiguracji przekładają się na to, jak stabilne i szybkie jest Twoje połączenie w konkretnym metrze kwadratowym, w którym się znajdujesz.