Gość (194.4.*.*)
Historia Lwa Trockiego to jeden z najbardziej dramatycznych rozdziałów w dziejach XX-wiecznej polityki. Człowiek, który był jednym z głównych architektów rewolucji październikowej i twórcą Armii Czerwonej, zakończył swoje życie tysiące kilometrów od Rosji, stając się ofiarą bezwzględnej machiny terroru Józefa Stalina. Choć Trocki przebywał na wygnaniu, macka radzieckiego wywiadu dosięgła go w najmniej spodziewanym momencie.
Po latach tułaczki przez Turcję, Francję i Norwegię, Lew Trocki ostatecznie znalazł schronienie w Meksyku w 1937 roku. Dzięki wstawiennictwu słynnego malarza Diego Rivery, ówczesny prezydent Meksyku, Lázaro Cárdenas, zgodził się przyjąć rewolucjonistę. Trocki zamieszkał w dzielnicy Coyoacán w Mexico City, w ufortyfikowanej posiadłości, która z czasem zaczęła przypominać więzienie.
Dom był otoczony wysokimi murami, strzeżony przez uzbrojonych strażników, a okna zasłonięto stalowymi płytami. Środki ostrożności nie były przesadzone – Stalin wydał na Trockiego wyrok śmierci, a pierwsza próba zamachu (przeprowadzona przez grupę uzbrojonych napastników pod wodzą malarza Davida Alfaro Siqueirosa w maju 1940 roku) zakończyła się niepowodzeniem, choć dom został ostrzelany z broni maszynowej.
Kluczem do sukcesu zamachu nie była brutalna siła, lecz podstęp i cierpliwość. Zabójcą okazał się Ramón Mercader, agent radzieckiego NKWD działający pod fałszywym nazwiskiem Frank Jacson. Mercader nie próbował forsować bram – on do domu Trockiego został... zaproszony.
Proces "uwiarygadniania" agenta trwał miesiącami. Mercader uwiódł Sylvię Ageloff, bliską współpracowniczkę Trockiego, i dzięki niej powoli zyskiwał zaufanie domowników. Przedstawiał się jako bogaty Belg o apolitycznych poglądach, który jedynie wspiera finansowo ruch trockistowski. Z czasem zaczął regularnie bywać w willi, przynosząc prezenty i oferując pomoc, aż w końcu stał się osobą, której strażnicy niemal nie przeszukiwali.
Do tragicznego zdarzenia doszło po południu, 20 sierpnia 1940 roku. Mercader przyszedł do Trockiego pod pretekstem prośby o przejrzenie artykułu, który napisał. Mimo upalnego dnia, agent miał na sobie płaszcz przeciwdeszczowy, w którym ukrył narzędzie zbrodni – czekan alpinistyczny ze skróconym trzonkiem oraz nóż i pistolet (na wypadek, gdyby pierwsza próba się nie powiodła).
Gdy Trocki pochylił się nad biurkiem, by przeczytać tekst, Mercader wyciągnął czekan i z całej siły uderzył go w tył głowy. Liczył na to, że ofiara zginie na miejscu po cichu, co pozwoli mu na spokojną ucieczkę. Stało się jednak inaczej. Trocki wydał z siebie przeraźliwy krzyk i rzucił się na napastnika, gryząc go w rękę i próbując wyrwać narzędzie. Hałas zaalarmował strażników, którzy wpadli do pokoju i obezwładnili Mercadera.
Wybór narzędzia zbrodni może wydawać się dziwny, ale dla agenta NKWD miał on sens. Broń palna generuje huk, który natychmiast ściągnąłby ochronę. Czekan miał być narzędziem precyzyjnym i cichym. Co ciekawe, w wielu źródłach błędnie podaje się, że był to "szpikulec do lodu" (ice pick), podczas gdy w rzeczywistości był to pełnowymiarowy czekan używany przez wspinaczy (ice axe).
Lew Trocki nie zginął na miejscu. Został przewieziony do szpitala, gdzie lekarze przez ponad dobę walczyli o jego życie. Niestety, obrażenia mózgu były zbyt rozległe. Jeden z największych ideologów komunizmu zmarł 21 sierpnia 1940 roku, mając 60 lat.
Ramón Mercader został skazany przez meksykański sąd na 20 lat więzienia (była to wówczas najwyższa możliwa kara). Przez cały okres odbywania wyroku milczał na temat swoich mocodawców. Po wyjściu na wolność w 1960 roku wyjechał na Kubę, a następnie do ZSRR, gdzie został powitany jak bohater i odznaczony orderem Bohatera Związku Radzieckiego.
Jeśli kiedykolwiek będziesz w Mexico City, możesz odwiedzić miejsce tych wydarzeń. Dom w Coyoacán został zachowany w niemal nienaruszonym stanie i obecnie funkcjonuje jako Muzeum Lwa Trockiego (Museo Casa de León Trotsky). W gabinecie wciąż stoją te same biurka, a na półkach leżą książki, które Trocki czytał przed śmiercią. Na podwórzu znajduje się skromny monument z wyrytym sierpem i młotem, pod którym spoczywają prochy rewolucjonisty i jego żony, Natalii Siedowej. To miejsce do dziś robi ogromne wrażenie, oddając duszną atmosferę ostatnich dni człowieka, który przegrał walkę o władzę z "Czerwonym Carem".