Gość (37.30.*.*)
Juliusz Mieroszewski to postać, o której każdy pasjonat historii i polityki powinien usłyszeć przynajmniej raz. Choć większość swojego dorosłego życia spędził na emigracji, jego teksty miały kolosalny wpływ na to, jak dzisiaj rozumiemy miejsce Polski w Europie Wschodniej. Był nie tylko dziennikarzem i publicystą, ale przede wszystkim wizjonerem, którego koncepcje do dziś stanowią fundament polskiej polityki zagranicznej.
Juliusz Mieroszewski urodził się w 1906 roku w Krakowie. Przed wojną pracował jako dziennikarz, ale to wydarzenia po 1939 roku ukształtowały go jako jednego z najważniejszych myślicieli politycznych XX wieku. Po wybuchu wojny trafił do Rumunii, a później służył w Armii Andersa. Ostatecznie osiadł w Londynie, skąd przez lata pisał do paryskiej „Kultury”. To właśnie tam zyskał swój słynny pseudonim – „Londyńczyk”.
Mieroszewski był głównym publicystą politycznym „Kultury”, a jego relacja z redaktorem Jerzym Giedroyciem była wręcz legendarna. Co ciekawe, obaj panowie rzadko widywali się osobiście. Ich współpraca opierała się na tysiącach listów, w których wymieniali poglądy, kłócili się i wspólnie wypracowywali wizję wolnej Polski.
Największym i najbardziej trwałym dziedzictwem Mieroszewskiego jest tak zwana doktryna ULB. Skrót ten pochodzi od pierwszych liter nazw państw: Ukrainy, Litwy i Białorusi. W czasach, gdy Polska znajdowała się pod wpływami ZSRR, a wielu emigrantów wciąż marzyło o powrocie do granic sprzed 1939 roku (w tym do polskiego Wilna i Lwowa), Mieroszewski zaproponował coś zupełnie innego.
Twierdził on, że Polska musi pogodzić się z utratą tych ziem i uznać prawo Ukraińców, Litwinów oraz Białorusinów do własnej, niepodległej państwowości. Według niego tylko wolne i stabilne państwa na wschodzie mogą stanowić barierę dla rosyjskiego imperializmu. Była to koncepcja niezwykle odważna i początkowo bardzo niepopularna wśród polskiej emigracji, która oskarżała go nawet o zdradę interesów narodowych. Czas pokazał jednak, że Mieroszewski miał rację – po 1989 roku to właśnie doktryna ULB stała się drogowskazem dla polskiej dyplomacji.
Mieroszewski nie pisał nudnych, akademickich rozpraw. Jego teksty były ostre, konkretne i często prowokacyjne. Potrafił w kilku zdaniach wypunktować błędy polskiego myślenia o polityce, nie szczędząc krytyki ani rodakom w kraju, ani tym na uchodźstwie. Miał niezwykły dar przewidywania procesów historycznych. Już w latach 50. i 60. analizował ewolucję systemu komunistycznego i przewidywał, że kluczem do wolności Polski będzie sytuacja narodów wewnątrz Związku Radzieckiego.
Mało kto wie, że Juliusz Mieroszewski był również świetnym tłumaczem. To on przełożył na język polski słynną powieść George’a Orwella „Rok 1984”. Dzięki jego pracy polscy czytelnicy (często za pośrednictwem przemycanych egzemplarzy „Kultury”) mogli zapoznać się z tą genialną diagnozą totalitaryzmu.
Choć świat od czasów Mieroszewskiego zmienił się nie do poznania, jego teksty wciąż zachowują aktualność. W dobie napiętej sytuacji geopolitycznej na Wschodzie, jego analizy dotyczące relacji z Rosją oraz znaczenia suwerenności naszych sąsiadów brzmią niemal proroczo. Mieroszewski uczył nas, że polityka to nie tylko emocje i sentymenty do dawnych granic, ale przede wszystkim twarda analiza interesów i budowanie sojuszy opartych na wzajemnym szacunku.
Jego postać to dowód na to, że słowo pisane może mieć realną siłę sprawczą. Choć nigdy nie sprawował żadnego urzędu państwowego, siłą swojego intelektu i pióra ukształtował myślenie całych pokoleń polityków i dyplomatów. Jeśli szukasz klucza do zrozumienia współczesnej polskiej polityki wschodniej, lektura tekstów „Londyńczyka” jest absolutnie obowiązkowa.