Gość (5.172.*.*)
Temat statusu sędziów w Polsce to obecnie jeden z najbardziej skomplikowanych i emocjonalnych sporów prawnych, który bezpośrednio uderza w życie zwykłych obywateli. Sytuacje, w których prawomocny wyrok rozwodowy jest kwestionowany w sprawie o podział majątku, nie są jedynie teoretycznymi rozważaniami prawników – to realne dramaty ludzi, którzy nagle dowiadują się, że ich stan cywilny lub sytuacja finansowa są zawieszone w próżni. Aby zrozumieć, dlaczego część sędziów decyduje się na tak radykalne kroki, ignorując pozornie łagodniejsze wytyczne TSUE, musimy przyjrzeć się fundamentom tego konfliktu.
Cały spór ogniskuje się wokół Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) i zmian, jakie zaszły w sposobie jej wyboru po 2017 roku. Przed reformą sędziowską część członków KRS (sędziów) wybierali sami sędziowie. Po zmianach wyboru dokonuje Sejm. To właśnie ten moment krytycy reformy nazywają „grzechem pierworodnym”.
Sędziowie kwestionujący status nowych nominatów (często nazywanych w debacie publicznej neosędziami) argumentują, że organ, który ich rekomendował, nie jest niezależny od władzy politycznej. Z ich perspektywy proces powołania jest wadliwy konstytucyjnie, co sprawia, że każda osoba powołana w tym trybie nie posiada pełnego mandatu do sądzenia. W efekcie, w ich oczach, skład orzekający z udziałem takiej osoby jest „nienależycie obsadzony”, co w polskim prawie (art. 379 pkt 4 KPC) jest jedną z przyczyn nieważności postępowania.
Użytkownik słusznie zauważył, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w swoich wyrokach (np. w sprawach C-487/19 czy C-508/19) nie stwierdził, że każda nominacja z udziałem „nowej” KRS automatycznie czyni wyrok nieistniejącym. TSUE wskazał raczej na konieczność badania, czy w konkretnym przypadku wada powołania mogła wywołać u obywateli uzasadnione wątpliwości co do niezawisłości i bezstronności sędziego.
Dlaczego więc polscy sędziowie czasem zdają się iść o krok dalej? Wynika to z kilku czynników:
Przykład z podziałem majątku jest wyjątkowo jaskrawy. W prawie cywilnym istnieje zasada, że nie można dzielić majątku wspólnego, dopóki małżeństwo trwa. Jeśli sędzia prowadzący sprawę o podział majątku uzna, że wyrok rozwodowy wydał „neosędzia”, a co za tym idzie – postępowanie było nieważne – dochodzi do paradoksu. Sędzia ten uznaje, że małżeństwo w świetle prawa nadal istnieje, więc wniosek o podział majątku musi zostać odrzucony lub oddalony.
Dla obywatela to sytuacja kafkowska: posiada papier z napisem „Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” stwierdzający rozwód, ale inny sędzia mówi mu, że ten papier nie ma mocy prawnej. Sędziowie kwestionujący te wyroki uważają, że działają w imię „czystości systemu”, jednak cenę za to płaci jednostka, tracąc poczucie bezpieczeństwa prawnego.
Większość sędziów kwestionujących status innych sędziów twierdzi, że nie ignorują TSUE, lecz stosują jego wytyczne w sposób rygorystyczny. TSUE daje „test”, a polscy sędziowie, analizując sytuację wokół KRS, dochodzą do wniosku, że test ten wypada negatywnie dla całego systemu powołań po 2017 roku.
Warto jednak wspomnieć, że istnieje też druga strona medalu – wielu sędziów oraz Trybunał Konstytucyjny stoją na stanowisku, że powołanie przez Prezydenta RP definitywnie „uzdrawia” ewentualne braki w procedurze nominacyjnej i nikt nie ma prawa badać statusu sędziego po odebraniu przez niego nominacji.
Obecnie w Polsce mamy do czynienia z tzw. dualizmem prawnym. Oznacza to, że w tym samym budynku sądu mogą pracować sędziowie, którzy nawzajem nie uznają swoich wyroków. To sytuacja bezprecedensowa w skali europejskiej. Co więcej, niektóre wydziały sądów stosują tzw. testy niezależności sędziego, sprawdzając np. czy dany sędzia przed nominacją pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości lub czy korzystał z awansów w sposób budzący wątpliwości.
Jeśli Twoja sprawa trafi do sądu, istnieje ryzyko (choć statystycznie wciąż niewielkie w skali kraju), że wydany wyrok zostanie w przyszłości zaskarżony nie ze względu na błędy merytoryczne, ale właśnie z powodu statusu sędziego. Jest to obecnie największa bolączka polskiego wymiaru sprawiedliwości, która wymaga systemowego rozwiązania ustawowego, ponieważ same sądy – jak widać – są w tej kwestii głęboko podzielone.