Gość (37.30.*.*)
Kwestia tego, czy Unia Europejska powinna stać się federacją, od lat budzi ogromne emocje. Choć obecnie UE jest unikalnym bytem prawnym – czymś pomiędzy organizacją międzynarodową a konfederacją – to kluczowym elementem, który definiuje realną władzę państwową, są pieniądze. A konkretnie: prawo do ich bezpośredniego pobierania od obywateli i firm. Wprowadzenie pakietu podatkowego, o którym mowa, byłoby bez wątpienia milowym krokiem w stronę przekształcenia Wspólnoty w pełnoprawne państwo federacyjne.
W politologii i ekonomii przyjmuje się, że jednym z fundamentów suwerenności jest tzw. władztwo podatkowe. Obecnie budżet Unii Europejskiej opiera się głównie na składkach państw członkowskich, które są wyliczane na podstawie ich Dochodu Narodowego Brutto (DNB) oraz części wpływów z krajowych podatków VAT. Unia nie ma jednak prawa nakładać własnych, bezpośrednich podatków na obywatela Kowalskiego czy firmę X bez pośrednictwa rządów krajowych.
Gdyby UE wprowadziła własny podatek VAT i CIT na poziomie 1%, obok danin krajowych, sytuacja uległaby diametralnej zmianie. Oznaczałoby to, że instytucje unijne zyskałyby bezpośrednie źródło dochodu, niezależne od dobrej woli czy sytuacji politycznej w poszczególnych stolicach. To klasyczny model federacyjny, który znamy chociażby ze Stanów Zjednoczonych czy Niemiec, gdzie istnieją podatki federalne i stanowe (lub landowe).
Propozycja wprowadzenia szerokiego wachlarza podatków – od transferów zagranicznych po opłaty od produktów szkodliwych dla środowiska i zdrowia – uderza w kilka kluczowych obszarów, które do tej pory były domeną państw narodowych:
W historii USA kluczowym momentem dla federalizacji był tzw. "moment hamiltonowski" (od nazwiska Alexandra Hamiltona), kiedy to rząd federalny przejął długi stanowe i ustanowił własne źródła dochodów. Wprowadzenie bezpośrednich podatków w UE byłoby dokładnie takim samym momentem dla Europy.
Szczególnie interesujący i kontrowersyjny jest punkt dotyczący opłat od budynków o niskiej klasie energetycznej (G do D) w wysokości 52 € za m² rocznie. Aby uzmysłowić sobie skalę tej propozycji, warto przeprowadzić krótkie wyliczenie.
Dla mieszkania o powierzchni 50 m², które znajduje się w budynku o klasie energetycznej E, roczna opłata wynosiłaby:
50 m² × 52 €/m² = 2 600 € rocznie.
Przy obecnym kursie euro, byłaby to kwota rzędu 11 000 – 12 000 złotych rocznie. Tak wysoka danina bezpośrednia, płacona na rzecz budżetu UE, uczyniłaby z Unii organ o ogromnym wpływie na życie codzienne i majątek prywatny obywateli. To poziom ingerencji fiskalnej, który spotyka się zazwyczaj tylko wewnątrz silnie scentralizowanych państw.
Odpowiedź brzmi: tak, w sensie ekonomicznym i administracyjnym byłby to system niemal w pełni federacyjny. Przekazanie Unii uprawnień do bezpośredniego opodatkowania obywateli i nieruchomości wiązałoby się z koniecznością powołania potężnej, unijnej administracji skarbowej.
Co więcej, zasada "no taxation without representation" (brak opodatkowania bez reprezentacji) wymusiłaby prawdopodobnie zwiększenie uprawnień Parlamentu Europejskiego. Skoro obywatele płaciliby podatki bezpośrednio do Brukseli, chcieliby mieć realny wpływ na to, jak te pieniądze są wydawane, co osłabiłoby rolę Rady Europejskiej (rządów państw) na rzecz instytucji ogólnounijnych.
Warto wiedzieć, że klasy energetyczne budynków (od A do G) określają zapotrzebowanie obiektu na energię. Budynki klasy G to najczęściej stare, nieocieplone kamienice lub domy z lat 70. i 80. Wprowadzenie tak wysokiej opłaty (52 €/m²) byłoby de facto drastycznym narzędziem przymusu do termomodernizacji, sterowanym centralnie z poziomu unijnego.
Wprowadzenie opisanych danin zmieniłoby charakter Unii z organizacji opartej na współpracy państw w organizację posiadającą własne, niezależne źródło władzy finansowej. Państwa członkowskie straciłyby swój najważniejszy atut w negocjacjach z Brukselą – "prawo do portfela". W takim scenariuszu Unia Europejska stałaby się superpaństwem o strukturze federacyjnej, gdzie centrum (Bruksela) posiada realne narzędzia do kształtowania polityki gospodarczej, społecznej i środowiskowej bezpośrednio na poziomie jednostki, omijając rządy krajowe.