Gość (37.30.*.*)
Rynek pracy dla osób wchodzących w dorosłość od lat jest tematem gorących dyskusji. Propozycje zmian, które obejmują wydłużenie ulgi PIT-0, zróżnicowanie płacy minimalnej ze względu na wiek oraz modyfikację czasu pracy młodocianych, budzą skrajne emocje – od entuzjazmu pracodawców po obawy związków zawodowych. Przyjrzyjmy się bliżej, co o tych pomysłach sądzą eksperci i jak mogą one wpłynąć na codzienność młodych ludzi.
Obecnie obowiązująca ulga PIT-0 dla osób do 26. roku życia jest powszechnie uważana za jeden z najskuteczniejszych instrumentów zachęcających młodych do podejmowania legalnego zatrudnienia. Propozycja wydłużenia tego przywileju do 29. roku życia spotyka się z dużym poparciem samych zainteresowanych oraz ekonomistów zajmujących się demografią.
Specjaliści wskazują, że współczesna ścieżka edukacyjna uległa wydłużeniu. Wiele osób kończy studia magisterskie w wieku 24–25 lat, co oznacza, że z obecnej ulgi korzystają zaledwie przez rok lub dwa lata pracy zawodowej. Przesunięcie granicy do 29 lat pozwoliłoby młodym dorosłym na szybsze zbudowanie oszczędności, np. na wkład własny do kredytu hipotecznego. Z drugiej strony, krytycy zauważają, że tworzy to tzw. „szok podatkowy” w wieku 30 lat, kiedy nagle dochód netto drastycznie spada, co może być bolesnym zderzeniem z rzeczywistością fiskalną.
Wprowadzenie systemu, w którym 15-latek otrzymuje 25% płacy minimalnej, a 24-latek 85%, to rozwiązanie wzorowane na modelach znanych m.in. z Holandii czy Wielkiej Brytanii. W Polsce budzi ono jednak największe kontrowersje.
Argumenty za (głównie ze strony pracodawców):
Argumenty przeciw (głównie ze strony związków zawodowych i socjologów):
Warto zauważyć, że postulat wypłaty minimum 10% płacy minimalnej (nawet przy stażach czy praktykach) jest oceniany pozytywnie jako krok w stronę cywilizowania darmowych praktyk, które wciąż zdarzają się na rynku.
Zwiększenie limitu czasu pracy młodocianych w okresie ferii i wakacji do 37 godzin tygodniowo (7,5 godziny dziennie) to znacząca zmiana. Obecne przepisy są bardzo restrykcyjne, co często sprawia, że praca sezonowa dla nastolatków odbywa się w „szarej strefie”.
Eksperci od prawa pracy zauważają, że 37 godzin to niemal pełny etat (40 godzin). Aby zrekompensować ten wysiłek, propozycja zakłada:
Ciekawostką jest fakt, że w wielu krajach skandynawskich praca nieletnich jest traktowana jako kluczowy element edukacji obywatelskiej, ale kładzie się tam ogromny nacisk na to, by praca nie kolidowała z nauką i nie powodowała przemęczenia.
Załóżmy, że płaca minimalna wynosi 4300 zł brutto. Sprawdźmy, jak wyglądałoby wynagrodzenie 17-latka według proponowanych stawek (przyjmijmy dla niego 40% płacy minimalnej na podstawie skali progresywnej):
Wynik: Przy takich założeniach, dodatkowe wynagrodzenie za dłuższą pracę jest bardzo niskie, co może być głównym punktem krytyki tej reformy.
Reforma ta wydaje się próbą znalezienia złotego środka między potrzebami pracodawców (tania siła robocza, elastyczność) a potrzebami młodych (brak podatku, łatwiejsze wejście na rynek). O ile wydłużenie PIT-0 jest niemal jednogłośnie chwalone, o tyle różnicowanie płacy minimalnej ze względu na wiek może doprowadzić do napięć społecznych i poczucia niesprawiedliwości wśród najmłodszych pracowników.
Specjaliści podkreślają, że kluczem do sukcesu takiej reformy nie są same liczby, ale skuteczna kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. Bez nadzoru nad tym, czy młodociani faktycznie pracują 7,5 godziny, a nie np. 10, oraz czy otrzymują należne dni wolne, zmiany te mogą pozostać jedynie martwym zapisem sprzyjającym nadużyciom.
W Polsce status młodocianego pracownika przysługuje osobom, które ukończyły 15 lat, a nie ukończyły 18. roku życia. Obecnie ich czas pracy jest ściśle limitowany – np. 15-latek nie może pracować więcej niż 6 godzin na dobę. Proponowane zmiany do 7,5 godziny to rewolucja, która zrównuje ich czas pracy z niemal pełnym wymiarem czasu pracy dorosłych w niektórych branżach.