Jakie masz pytanie?

lub

Co by było, gdyby człowiek trawił garbniki, miał dodatkowy narząd produkujący fioletowe krwinki (stanowiące około 25% krwinek czerwonych) przenoszące tlen, żelazo oraz ciepło (działające jak miniaturowe piecyki) i kolejny narząd wytwarzający żółte płytki krwi (około 5% wszystkich płytek), a także miał dziesięciokrotnie więcej nerwów w skórze, był niewrażliwy na sztuczną gumę, słyszał dwukrotnie głośniej, posiadał trzecie oko nad nosem oraz o dziesięć więcej mięśni w stopach, podudziach i udach?

modyfikacje ludzkiego ciała ewolucja człowieka przyszłości supermoce biologiczne organizmu
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wyobraź sobie istotę, która na pierwszy rzut oka przypomina człowieka, ale jej wnętrze i zmysły kryją rewolucyjne zmiany ewolucyjne. Taki „Homo superior” byłby doskonale przystosowany do skrajnych warunków klimatycznych, posiadałby niespotykaną sprawność fizyczną, ale też musiałby mierzyć się z ogromnym przebodźcowaniem. Jak wyglądałoby codzienne życie, gdyby ludzkie ciało zyskało te wszystkie niezwykłe modyfikacje? Przyjrzyjmy się temu krok po kroku, analizując biologiczną stronę tej niesamowitej wizji.

Dieta survivalowca, czyli trawienie garbników bez przeszkód

Garbniki (taniny) to organiczne związki chemiczne powszechnie występujące w roślinach – znajdziemy je w herbacie, czerwonym winie, niedojrzałych owocach, a przede wszystkim w korze drzew i żołędziach. Dla współczesnego człowieka są one w większych ilościach toksyczne, utrudniają wchłanianie składników odżywczych i mają bardzo cierpki, nieprzyjemny smak.

Gdybyśmy potrafili je bez problemu trawić, nasza baza żywieniowa diametralnie by się rozrosła. Żołędzie, dotychczas wymagające długiego i uciążliwego wypłukiwania (ługowania) z tanin, stałyby się łatwo dostępnym źródłem węglowodanów i tłuszczów bezpośrednio po zebraniu. W sytuacjach kryzysowych taki człowiek mógłby po prostu żywić się liśćmi, korą drzew czy dzikimi, cierpkimi roślinami, co czyniłoby go absolutnym mistrzem przetrwania w każdych warunkach leśnych.

Fioletowa krew i narząd pełniący funkcję wewnętrznego piecyka

Wprowadzenie dodatkowego narządu produkującego fioletowe krwinki (stanowiące 25% wszystkich czerwonych krwinek) całkowicie zmieniłoby naszą fizjologię.

  • Skąd ten fiolet? W świecie przyrody fioletowa krew nie jest całkowitą fikcją. Niektóre morskie bezkręgowce (np. ramienionogi) posiadają barwnik o nazwie hemoerytryna, który po utlenieniu przybiera fioletowo-różową barwę.
  • Wewnętrzne ogrzewanie: Jeśli te fioletowe krwinki działałyby jak miniaturowe piecyki generujące ciepło, człowiek ten zyskałby niemal całkowitą odporność na ekstremalne mrozy. Mógłby spacerować po Antarktydzie w lekkim ubraniu, ponieważ jego krew stale podgrzewałaby organizm od środka.
  • Problem z przegrzaniem: Taki system grzewczy wymagałby jednak potężnego mechanizmu chłodzenia. W ciepłym klimacie lub podczas wysiłku fizycznym człowiekowi temu groziłby natychmiastowy udar cieplny. Aby przeżyć w lecie, jego ciało musiałoby prawdopodobnie posiadać niezwykle wydajne gruczoły potowe lub systemy rozszerzania naczyń krwionośnych.
  • Wygląd zewnętrzny: Mieszanka 75% czerwonych krwinek (z hemoglobiną) i 25% fioletowych sprawiłaby, że krew miałaby głęboki, śliwkowy odcień. Skóra takiego człowieka, szczególnie w miejscach, gdzie naczynia krwionośne są blisko powierzchni (usta, policzki), miałaby charakterystyczny, lekko fioletowy lub sinawy odcień.

Żółte płytki krwi – nowa era regeneracji?

Płytki krwi (trombocyty) odpowiadają za krzepnięcie i gojenie się ran. Dodatkowy narząd produkujący 5% żółtych płytek krwi mógłby wprowadzić zupełnie nowe właściwości regeneracyjne.

Żółty kolor w biologii często wiąże się z obecnością silnych antyoksydantów, takich jak ryboflawina (witamina B2) czy karotenoidy. Można przypuszczać, że te specjalne żółte płytki krwi nie tylko brałyby udział w tamowaniu krwawienia, ale też dostarczałyby bezpośrednio do rany potężną dawkę substancji przyspieszających odbudowę tkanek i działających silnie przeciwbakteryjnie. Rany u takiego człowieka goiłyby się w błyskawicznym tempie, niemal nie pozostawiając blizn.

Świat odczuwany dziesięciokrotnie mocniej

Zwiększenie liczby nerwów w skórze aż dziesięciokrotnie oraz dwukrotne wzmocnienie słuchu to zmiany, które z jednej strony dałyby nam superzmysły, a z drugiej – mogłyby stać się przekleństwem.

Dotyk ostateczny

Mając 10 razy więcej receptorów nerwowych w skórze, człowiek ten byłby w stanie wyczuć najmniejsze drgania powietrza, mikroskopijne nierówności powierzchni czy minimalne wahania temperatury. Niestety, oznaczałoby to również gigantyczną wrażliwość na ból. Zwykłe zadrapanie mogłoby wywołać ból porównywalny z poważnym oparzeniem, a noszenie ubrań z szorstkich materiałów byłoby torturą. Taka osoba musiałaby nosić wyłącznie niezwykle miękkie, bezszwowe tkaniny.

Słuch jak u drapieżnika

Słyszenie dwukrotnie głośniej (co w skali decybelowej oznaczałoby ogromną różnicę w percepcji) pozwoliłoby usłyszeć szept z odległości kilkudziesięciu metrów czy pracę owadów pod korą drzew. Jednak w dzisiejszym, hałaśliwym świecie miejskim taki człowiek bez specjalnych stoperów do uszu szybko doznałby uszkodzenia słuchu lub oszalałby od natłoku dźwięków. Jego mózg musiałby wykształcić niesamowite mechanizmy filtrowania szumu tła.

Trzecie oko, nadludzka sprawność i odporność na syntetyki

Pozostałe modyfikacje dopełniają obrazu istoty stworzonej do zadań specjalnych.

Trzecie oko nad nosem

W świecie gadów (np. u hatterii) występuje tzw. oko ciemieniowe, które reaguje na zmiany oświetlenia i pomaga regulować rytm dobowy. Gdyby człowiek posiadał w pełni rozwinięte trzecie oko nad nosem, jego pole widzenia drastycznie by się zwiększyło. Zyskałby doskonałą ocenę głębi i trójwymiarowości obrazu (triangulacja z trzech punktów zamiast dwóch). Mózg musiałby jednak rozwinąć znacznie większy płat potyliczny, aby przetwarzać trzy niezależne strumienie wizualne.

Dziesięć dodatkowych mięśni w nogach

Dodatkowe mięśnie w stopach, podudziach i udach uczyniłyby z tego człowieka genialnego akrobatę i sprintera.

  • Stopy: Większa liczba mięśni w stopach pozwoliłaby na chwytność zbliżoną do dłoni oraz niesamowitą stabilność na nierównym terenie.
  • Nogi: Dodatkowa siła w udach i łydkach umożliwiłaby oddawanie skoków na wysokość i odległość niedostępną dla zwykłych ludzi oraz bieganie z prędkościami olimpijskimi bez większego wysiłku.

Niewrażliwość na sztuczną gumę

Choć brzmi to osobliwie, odporność na sztuczną gumę (syntetyczne elastomery, neopren, lateks) eliminowałaby ryzyko jakichkolwiek alergii kontaktowych i dermatoz. Człowiek ten mógłby bez przeszkód pracować z chemikaliami, nosić specjalistyczne kombinezony ochronne czy maski bez obaw o podrażnienia skóry, co idealnie współgrałoby z jego odpornością na ekstremalne warunki.

Podsumowanie ewolucyjnego eksperymentu

Gdyby taka istota naprawdę istniała, byłaby idealnym kandydatem do kolonizacji mroźnych planet lub eksploracji dzikich, niezbadanych zakątków Ziemi. Jej wewnętrzne ogrzewanie, zdolność jedzenia leśnej flory, błyskawiczna regeneracja i nadludzka zwinność czyniłyby z niej doskonałego survivalowca. Ceną za te supermoce byłoby jednak ciągłe ryzyko przebodźcowania sensorycznego i konieczność unikania upałów.

Podziel się z innymi: