Gość (5.172.*.*)
Choć kaktusy kojarzą nam się z palącym słońcem Arizony, meksykańskimi pustyniami czy piaszczystymi bezdrożami Teksasu, okazuje się, że te kolczaste rośliny można spotkać również w polskich lasach i na nasłonecznionych zboczach. To nie jest żart ani efekt nagłego ocieplenia klimatu – dzikie kaktusy rosną w Polsce od dziesięcioleci, a ich najbardziej znane skupisko stało się lokalną atrakcją turystyczną.
Gatunkiem, który najlepiej radzi sobie w naszych warunkach, jest opuncja niska (Opuntia humifusa), znana również jako opuncja rozpostarta. Jest to roślina pochodząca z Ameryki Północnej, gdzie występuje naturalnie od Kanady aż po Meksyk. Dzięki swojemu pochodzeniu z rejonów o zmiennej aurze, gatunek ten jest niezwykle odporny na niskie temperatury – potrafi przetrwać mrozy sięgające nawet -30 stopni Celsjusza.
Opuncja niska charakteryzuje się płaskimi, mięsistymi członami, które płożą się po ziemi. W czerwcu i lipcu roślina ta zachwyca pięknymi, dużymi kwiatami o intensywnie żółtym kolorze, które przyciągają mnóstwo owadów. Po przekwitnięciu pojawiają się na niej jadalne (choć pełne drobnych kolców) owoce.
Najsłynniejszym miejscem, w którym kaktusy rosną „na dziko”, jest tak zwana Kaktusowa Góra (znana też jako Wzgórze Opuncji). Znajduje się ona w miejscowości Bogdaniec (a dokładniej w okolicach wsi Lipy i Boganiec), niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego.
To właśnie tam, na piaszczystym i silnie nasłonecznionym zboczu, rozciąga się kolonia opuncji, która zajmuje powierzchnię kilkudziesięciu metrów kwadratowych. Miejsce to stało się na tyle popularne, że leśnicy wyznaczyli tam specjalną ścieżkę edukacyjną, aby turyści mogli podziwiać te egzotyczne rośliny bez narażania ich na zniszczenie (i siebie na bolesne ukłucia).
Historia kaktusów w Bogdańcu sięga początków XX wieku, najprawdopodobniej lat 20. lub 30. Wówczas tereny te należały do Niemiec. Według najbardziej prawdopodobnej wersji, opuncje zostały posadzone przez niemieckiego leśniczego lub właściciela pobliskiego majątku. Miał to być eksperyment botaniczny mający sprawdzić, czy egzotyczne rośliny zaaklimatyzują się w tym specyficznym, suchym i piaszczystym mikroklimacie.
Rośliny nie tylko przetrwały, ale po II wojnie światowej, kiedy tereny te przeszły w ręce polskie, zaczęły się powoli rozprzestrzeniać. Przez lata były pilnie strzeżoną tajemnicą lokalnych botaników i leśników, aż w końcu stały się szerzej znaną ciekawostką przyrodniczą.
Wiele osób zastanawia się, jak to możliwe, że roślina kojarzona z upałem nie zamarza podczas polskiej zimy. Sekret tkwi w niesamowitym mechanizmie fizjologicznym. Gdy nadchodzą pierwsze przymrozki, opuncja zaczyna intensywnie odprowadzać wodę ze swoich tkanek do korzeni.
W efekcie kaktusy na zimę „więdną” – ich człony marszczą się, tracą jędrność i kładą się płasko na ziemi. Wyglądają wtedy, jakby obumarły. Dzięki temu zagęszczają soki komórkowe, które działają jak naturalny płyn do chłodnic, zapobiegając rozsadzeniu komórek przez kryształki lodu. Gdy tylko przychodzi wiosna i ziemia rozmarza, opuncje ponownie piją wodę, pęcznieją i odzyskują swój soczyście zielony kolor.
Bogdaniec to najbardziej spektakularne i najlepiej udokumentowane miejsce, ale nie jedyne. Doniesienia o dziczejących opuncjach pojawiają się również z innych regionów Polski, choć zazwyczaj są to mniejsze skupiska, będące efektem „ucieczki” z przydomowych ogrodów:
Warto jednak zaznaczyć, że opuncja niska jest w Polsce uznawana za gatunek obcy. Choć w Bogdańcu jest traktowana jako cenna ciekawostka, w niektórych krajach (np. w Australii czy RPA) inne gatunki opuncji stały się groźnymi roślinami inwazyjnymi, wypierając rodzimą florę. W Polsce, ze względu na wciąż dość surowe zimy, ich ekspansja jest naturalnie ograniczona.
Mimo że opuncje w Bogdańcu rosną dziko od blisko stu lat, nie są one objęte ochroną gatunkową, ponieważ nie są roślinami rodzimymi dla polskiej flory. Wręcz przeciwnie – botanicy monitorują ich populację, aby upewnić się, że nie zagrażają one rzadkim gatunkom polskich roślin kserotermicznych (lubiących ciepło i sucho), które naturalnie występują na takich stanowiskach. Jeśli planujesz odwiedzić Kaktusową Górę, pamiętaj, aby nie zabierać sadzonek do domu – najlepiej podziwiać je w ich „naturalnym-nienaturalnym” środowisku.