Gość (37.30.*.*)
Większość z nas ma to jedno wspomnienie ze szkoły: nauczyciel wywołujący do tablicy, używając jedynie naszego nazwiska. W tamtym momencie rzadko czuliśmy się docenieni – raczej spięci, jakbyśmy byli tylko pozycją w dzienniku, a nie żywym człowiekiem. To odczucie nie jest przypadkowe. Sposób, w jaki się do siebie zwracamy, buduje fundament relacji, a wybór między imieniem a nazwiskiem niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny i psychologiczny.
Nasze imię to jeden z najważniejszych elementów naszej tożsamości. Psycholodzy od lat wskazują na tzw. „efekt koktajl-party” – zjawisko polegające na tym, że w głośnym, zatłoczonym pomieszczeniu jesteśmy w stanie natychmiast wyłowić swoje imię z szumu innych rozmów. Nasz mózg reaguje na nie w sposób szczególny; usłyszenie własnego imienia aktywuje specyficzne obszary w lewej półkuli, odpowiedzialne za poczucie własnego „ja”.
Kiedy ktoś mówi do nas po imieniu, wysyła podprogowy sygnał: „Widzę cię jako jednostkę, szanuję twoją indywidualność”. Nazwisko natomiast pełni funkcję kategoryzującą. Jest wspólne dla całej rodziny, rodu czy klanu. Zwracanie się do kogoś wyłącznie po nazwisku często odziera tę osobę z jej unikalnych cech, sprowadzając ją do roli „jednego z wielu”.
W komunikacji międzyludzkiej nazwisko często służy do budowania dystansu. W sytuacjach formalnych, gdy dodajemy przed nim zwrot „Pan” lub „Pani”, jest to wyraz szacunku i profesjonalizmu. Jednak używanie samego nazwiska (bez formy grzecznościowej) jest w polskiej kulturze odbierane jako protekcjonalne, a wręcz niegrzeczne.
Dlaczego samo nazwisko tak często kojarzy nam się negatywnie? Odpowiedź leży w skojarzeniach z instytucjami opartymi na ścisłej hierarchii i dyscyplinie:
Używanie nazwiska w codziennych relacjach przenosi te „sztywne” wzorce do sfery prywatnej, co sprawia, że rozmówca czuje się atakowany lub ustawiany niżej w hierarchii.
Warto zauważyć, że język polski jest pod tym względem dość specyficzny. O ile w krajach anglosaskich zwracanie się po nazwisku (np. w sporcie czy w niektórych kręgach biznesowych) może być formą koleżeńskiego „bratania się”, o tyle w Polsce „mówienie po nazwisku” bez wyraźnego przyzwolenia jest uznawane za faux pas.
Istnieją jednak wyjątki. W grupach bardzo bliskich znajomych nazwisko może stać się formą ksywki, która nabiera pozytywnego, niemal czułego znaczenia. Kluczem jest tutaj jednak intencja i kontekst – jeśli obie strony akceptują taką formę, dystans znika. Jeśli jednak jedna osoba narzuca taką formę drugiej, tworzy się relacja władzy.
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego komentatorzy sportowi prawie zawsze używają nazwisk zawodników? To nie tylko kwestia tradycji. Nazwisko na koszulce jest elementem marki osobistej sportowca i ułatwia szybką identyfikację na boisku. W tym kontekście nazwisko staje się symbolem osiągnięć i statusu, dlatego sportowcy rzadko odbierają to negatywnie.
Najważniejszym powodem, dla którego zwracanie się po nazwisku bywa źle odbierane, jest poczucie uprzedmiotowienia. Imię łączy nas z emocjami, wspomnieniami i prywatnością. Nazwisko jest publiczne, oficjalne i „suche”. Kiedy ktoś pomija nasze imię, możemy odnieść wrażenie, że nie interesuje go to, kim jesteśmy, a jedynie to, co reprezentujemy lub jakie mamy zadanie do wykonania.
W relacjach zawodowych przejście z formy „Panie Kowalski” na „Panie Janie” jest często kamieniem milowym, który sygnalizuje wzrost zaufania i ocieplenie stosunków. Pokazuje, że przestajemy być tylko kontrahentami, a zaczynamy być ludźmi, którzy ze sobą współpracują.
Jeśli chcesz budować dobre relacje, zawsze bezpieczniej jest trzymać się formy „Pan/Pani + imię” (jeśli relacja na to pozwala) lub pełnej formy grzecznościowej z nazwiskiem. Unikanie samego nazwiska pozwala uniknąć oskarżeń o arogancję czy brak wychowania.
Pamiętajmy, że słowa mają moc kształtowania rzeczywistości. Wybierając imię zamiast nazwiska, otwieramy drzwi do empatii i zrozumienia, zamiast budować mur z biurokratycznego chłodu. W świecie, który staje się coraz bardziej cyfrowy i anonimowy, ta odrobina osobistego podejścia może zdziałać cuda w codziennej komunikacji.