Gość (37.30.*.*)
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w większości szkół na świecie lekcje zaczynają się od dzwonka, uczniowie siedzą w równych rzędach, a materiał jest podzielony na sztywne bloki godzinowe? To nie jest efekt nowoczesnych badań nad efektywnością nauki. To spuścizna systemu, który powstał ponad dwieście lat temu w zupełnie innym celu, niż mogłoby się nam wydawać. Pruski model edukacji, bo o nim mowa, do dziś stanowi fundament szkolnictwa, mimo że świat wokół nas zmienił się nie do poznania.
Wszystko zaczęło się na przełomie XVIII i XIX wieku. Prusy, będące wówczas rosnącą w siłę potęgą militarną, doznały upokarzającej klęski w starciu z wojskami Napoleona. Władcy doszli do wniosku, że przyczyną porażki nie był brak odwagi, ale brak dyscypliny i jednolitego posłuszeństwa. Rozwiązaniem miała być reforma edukacji.
Król Fryderyk Wilhelm III wprowadził system, który miał jeden główny cel: stworzyć lojalnego obywatela, zdyscyplinowanego żołnierza i wydajnego pracownika fabrycznego. Szkoła nie miała uczyć krytycznego myślenia czy kreatywności – miała uczyć posłuszeństwa wobec autorytetu i wykonywania poleceń bez zbędnych pytań.
Aby osiągnąć zamierzony cel, Prusacy wprowadzili szereg innowacji, które dziś wydają nam się oczywiste, ale wtedy były rewolucyjne:
Warto zauważyć, że pruski model edukacji rozwijał się równolegle z rewolucją przemysłową. Szkoła miała być „fabryką ludzi”. Uczniowie wchodzili do niej jako surowiec, przechodzili przez kolejne etapy obróbki (klasy), a na końcu wychodzili jako gotowy produkt z odpowiednim certyfikatem (świadectwem).
Choć od czasów Fryderyka Wilhelma III minęły wieki, wystarczy wejść do dowolnej publicznej szkoły, by poczuć ducha dawnych Prus. Nasz system edukacji jest przesiąknięty tymi archaicznymi mechanizmami, co często nazywa się „szkołą 1.0” w świecie 4.0.
Współczesna praca, szczególnie ta kreatywna czy w sektorze IT, rzadko odbywa się w blokach 45-minutowych. Tymczasem w szkole przerywamy proces myślowy ucznia tylko dlatego, że zadzwonił dzwonek. To bezpośrednie echo przyzwyczajania ludzi do pracy przy taśmie produkcyjnej.
Współczesne matury czy egzaminy ósmoklasisty to nic innego jak pruska kontrola jakości. System promuje „wstrzeliwanie się w klucz”, co zabija nieszablonowe myślenie. Uczeń, który znajdzie trzecie, genialne rozwiązanie problemu, może dostać zero punktów, jeśli nie przewidział go autor klucza.
W modelu pruskim nauczyciel był jedynym źródłem wiedzy i najwyższym autorytetem. Dziś, w dobie internetu, wiedza jest na wyciągnięcie ręki, ale struktura klasy często pozostaje niezmienna: nauczyciel mówi, uczniowie słuchają i notują. Taki układ utrudnia budowanie relacji partnerskich i naukę współpracy.
Mimo że wiemy o istnieniu różnych typów inteligencji (wizualnej, kinestetycznej, słuchowej), system pruski nadal traktuje wszystkich jednakowo. Każdy musi w tym samym czasie opanować ten sam materiał, co dla wielu uczniów jest źródłem frustracji i poczucia porażki.
Trudno całkowicie potępić ten system, bo w swoim czasie był on ogromnym krokiem naprzód. Dzięki niemu zlikwidowano analfabetyzm i dano szansę na edukację dzieciom z najuboższych warstw społecznych. Pruski model był niezwykle efektywny w zarządzaniu masami i dostarczaniu podstawowej wiedzy w krótkim czasie. Problem polega na tym, że to, co było genialne w XIX wieku, staje się hamulcem w XXI wieku.
W odpowiedzi na skostniały system pruski powstaje coraz więcej alternatyw. Szkoły Montessori, pedagogika waldorfska czy tzw. budzące się szkoły stawiają na:
Współczesny rynek pracy nie potrzebuje już „posłusznych wykonawców”, których można zastąpić algorytmem lub robotem. Potrzebuje ludzi potrafiących krytycznie myśleć, rozwiązywać złożone problemy i adaptować się do zmian. Echa pruskiego modelu edukacji są wciąż głośne, ale coraz wyraźniej słychać głosy, że czas najwyższy napisać ten system na nowo.