Gość (37.30.*.*)
Perspektywa blisko pół wieku spędzonego w murach szkoły pozwala spojrzeć na polską edukację jak na fascynujący, choć momentami skostniały organizm. Przez 46 lat pracy pedagogicznej obserwowałem zmiany ustrojowe, reformy programowe i technologiczny skok od kredy do tablic interaktywnych. Jednak w samym centrum tego procesu pozostaje mechanizm, o który pytasz: relacja uczeń–polecenie. Odpowiedź na pytanie, czy uczeń bezkrytycznie podąża za sugestiami zawartymi w zadaniach, nie jest czarno-biała, ale skłania się ku smutnej konstatacji – przez dekady system wręcz trenował dzieci w „niekwestionowaniu”.
Aby zrozumieć, dlaczego uczeń często nie kwestionuje ukrytych założeń, musimy cofnąć się do korzeni naszej edukacji. Model pruski, na którym opiera się większość europejskich systemów, został zaprojektowany tak, by tworzyć lojalnych obywateli i zdyscyplinowanych pracowników. W tym układzie polecenie nauczyciela lub treść zadania w podręczniku są traktowane jako dogmat.
Przez lata obserwowałem tzw. „syndrom dobrego ucznia”. Dziecko, które chce odnieść sukces (czyt. dostać dobrą ocenę), szybko uczy się, że najkrótsza droga do celu prowadzi przez spełnienie oczekiwań egzaminatora. Jeśli polecenie brzmi: „Uzasadnij, dlaczego bohater postąpił słusznie”, uczeń rzadko zapyta: „A czy on na pewno postąpił słusznie?”. On po prostu szuka argumentów pod tezę, bo wie, że tego wymaga klucz. To nie jest brak inteligencji – to wysoka inteligencja adaptacyjna.
W pedagogice często mówimy o „ukrytym programie” (hidden curriculum). To wszystko to, czego uczymy „przy okazji”, nie wpisując tego do oficjalnego sylabusa. Kiedy uczeń dostaje zadanie domowe typu: „Opisz korzyści płynące z rozwoju przemysłu w regionie X”, w samym pytaniu zawarta jest sugestia, że te korzyści istnieją i są dominujące.
Z perspektywy pedagoga z wieloletnim stażem widzę, że uczniowie rzadko podważają fundament pytania z trzech powodów:
Można powiedzieć, że to prawda z tendencją do powolnej zmiany. Przez większość moich 46 lat pracy faktycznie dominował model „podążania za sugestią”. Jednak ostatnia dekada przyniosła pewne pęknięcia w tej strukturze. Dzięki dostępowi do internetu i alternatywnych źródeł wiedzy, dzisiejsi uczniowie mają większy potencjał do bycia sceptycznymi, choć system nadal ich w tym nie wspiera.
Warto zauważyć, że w domu sytuacja bywa podobna. Rodzice często wydają polecenia zawierające sugestie (np. „Dlaczego znowu nie posprzątałeś pokoju?” – gdzie założeniem jest, że pokój jest brudny, co może być subiektywne), a dzieci, chcąc uniknąć konfliktu, wchodzą w narzuconą narrację.
W psychologii pedagogicznej istnieje pojęcie efektu Pigmaliona (lub efektu oczekiwań nauczyciela). Jeśli nauczyciel sformułuje polecenie w sposób sugerujący, że uczeń jest zdolny i poradzi sobie z trudnym zadaniem, uczeń faktycznie osiąga lepsze wyniki. To pokazuje, że „ukryte sugestie” mogą działać też na korzyść dziecka, budując jego poczucie sprawstwa, a nie tylko ograniczając krytyczne myślenie.
Z perspektywy doświadczonego pedagoga uważam, że kluczem do zmiany jest nauka formułowania pytań, a nie tylko udzielania odpowiedzi. Prawdziwa edukacja zaczyna się tam, gdzie uczeń ma odwagę zapytać: „A co, jeśli założenie w tym zadaniu jest błędne?”.
Aby to osiągnąć, warto:
Podsumowując, zjawisko bezkrytycznego podążania za sugestią w poleceniach jest faktem głęboko zakorzenionym w kulturze szkolnej. Nie jest to jednak „wina” uczniów, lecz efekt systemu, który przez lata premiował posłuszeństwo ponad krytyczną analizę. Zmiana tego stanu rzeczy to największe wyzwanie dla współczesnej pedagogiki.