Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie taką sytuację: szkolna przerwa, emocje sięgają zenitu i nagle na korytarzu dochodzi do szarpaniny. Wokół gromadzi się tłum, ktoś kogoś popycha, ktoś inny próbuje ich rozdzielić, a jeszcze inni po prostu stoją i krzyczą. Z punktu widzenia prawa, to co dzieje się w takich momentach, przestaje być tylko „szkolnym incydentem”, a staje się konkretnym zdarzeniem opisanym w Kodeksie karnym. Jako prawnik często spotykam się z sytuacjami, w których młodzi ludzie są zaskoczeni, że samo „bycie tam” może nieść za sobą poważne konsekwencje.
Zanim przejdziemy do konkretnych ról, musimy wyjaśnić fundament. W języku potocznym bójka i pobicie to to samo, ale w prawie karnym to dwie zupełnie inne bajki.
Bójka to starcie co najmniej trzech osób, w którym każda z nich jest jednocześnie atakującym i broniącym się. Nie da się w niej jednoznacznie wskazać, kto jest ofiarą, a kto napastnikiem, bo wszyscy biorą w tym aktywny udział. Jeśli więc trzech chłopaków okłada się pięściami „każdy z każdym”, mamy do czynienia z bójką.
Pobicie natomiast występuje wtedy, gdy mamy wyraźną przewagę jednej strony (np. dwie osoby atakują jedną). Wtedy mamy jasny podział na sprawców i ofiarę. To rozróżnienie jest kluczowe, bo w przypadku bójki każdy uczestnik może usłyszeć zarzuty z art. 158 Kodeksu karnego.
Większość uczniów myśli, że „udział” oznacza zadawanie ciosów. To błąd. Z perspektywy sądu i prokuratora, czynny udział w bójce to każde zachowanie, które zwiększa zagrożenie dla bezpieczeństwa osób w niej uczestniczących.
Co to oznacza w praktyce? Czynnym udziałem będzie:
Przykład praktyczny: Marek i Tomek biją się na boisku. Ich kolega, Adam, nie uderzył nikogo, ale stał tuż obok i krzyczał, żeby Marek mocniej kopał Tomka, a dodatkowo odpychał inne osoby, które chciały ich rozdzielić. W oczach prawa Adam bierze czynny udział w bójce, mimo że sam nie ubrudził sobie rąk krwią.
Pojęcie „biernego udziału” jest nieco bardziej skomplikowane i często bywa mylone z byciem świadkiem. Prawnie, samo przyglądanie się zdarzeniu nie jest przestępstwem. Jeśli stoisz 10 metrów dalej i z przerażeniem patrzysz, co się dzieje, jesteś świadkiem.
Problem zaczyna się wtedy, gdy Twoja obecność staje się elementem „wsparcia psychicznego” dla bijących się. Jeśli tworzysz „szczelny krąg” wokół walczących, uniemożliwiając interwencję nauczycielowi, albo swoją obecnością dajesz sprawcom poczucie bezkarności i przewagi liczebnej, możesz zostać uznany za uczestnika zdarzenia.
W praktyce sądowej rzadko skazuje się kogoś za czysto „bierny” udział, jeśli ta osoba naprawdę nic nie robiła. Jednak granica między byciem widzem a „zapewnianiem zaplecza” jest bardzo cienka. Jeśli policja spisze Twoje dane jako osoby, która stała w samym centrum zamieszania, będziesz musiał gęsto się tłumaczyć, że Twoim celem nie było wspieranie bójki.
To jedno z najczęstszych pytań. W bójce, gdzie każdy jest napastnikiem, bardzo trudno powołać się na obronę konieczną. Skoro dobrowolnie przystępujesz do starcia trzech lub więcej osób, zakłada się, że akceptujesz ryzyko i bierzesz udział w nielegalnym zdarzeniu. Obrona konieczna przysługuje zazwyczaj ofierze pobicia, a nie uczestnikowi bójki.
Dla ucznia szkoły średniej udział w bójce to nie tylko uwaga w dzienniku czy wezwanie rodziców. Jeśli sprawa trafi na policję:
Najlepszą radą prawną, jaką mogę dać uczniowi, jest: dystans. Jeśli widzisz, że zaczyna się bójka, nie podchodź „popatrzeć z bliska”. Nie nagrywaj filmu telefonem, stojąc w środku zamieszania, bo prokurator może uznać, że Twoja obecność zagrzewała innych do walki na pokaz. Najbezpieczniej jest oddalić się i powiadomić osobę dorosłą. W ten sposób zyskujesz status osoby postronnej, a nie potencjalnego podejrzanego.