Gość (37.30.*.*)
Literatura piękna ma to do siebie, że nie jest wyryta w kamieniu – jej odbiór zmienia się wraz z nami, naszymi wartościami i wiedzą o świecie. To, co sto lat temu uchodziło za szczyt romantyzmu lub niewinny opis rzeczywistości, dziś potrafi wywołać burzliwe dyskusje, a nawet żądania wycofania książek z bibliotek. „Przeminęło z wiatrem”, „Wichrowe Wzgórza” i „Buszujący w zbożu” to trzy tytuły, które mimo upływu lat nie schodzą z tapetu, choć każdy z nich „podpada” współczesnemu czytelnikowi z zupełnie innych powodów.
Powieść Margaret Mitchell to epicka opowieść o miłości i przetrwaniu, ale współcześnie budzi ogromne emocje przede wszystkim ze względu na sposób przedstawienia niewolnictwa i Afroamerykanów. Głównym zarzutem jest idealizacja „Starego Południa”. Mitchell wykreowała obraz niemal sielankowy, w którym relacja między panem a niewolnikiem opiera się na lojalności i wzajemnym szacunku, co drastycznie odbiega od historycznej prawdy o brutalności tamtego systemu.
Postacie takie jak Mammy czy Prissy są dziś postrzegane jako szkodliwe stereotypy. Dodatkowo powieść promuje mit „Lost Cause” (straconej sprawy), sugerując, że wojna secesyjna była szlachetną walką o styl życia, a nie o utrzymanie niewolnictwa. To właśnie dlatego w ostatnich latach platformy streamingowe (jak HBO Max) decydowały się na dodawanie specjalnych plansz z kontekstem historycznym przed emisją ekranizacji, co dla jednych jest dbaniem o prawdę, a dla innych formą cenzury.
W przypadku „Wichrowych Wzgórz” Emily Brontë kontrowersja ma charakter bardziej psychologiczny i obyczajowy. Przez dekady powieść tę czytano jako najpiękniejszą historię miłosną wszech czasów. Współczesna perspektywa, znacznie bardziej wyczulona na punkcie zdrowych relacji, rzuca na postać Heathcliffa i Cathy zupełnie inne światło.
Dziś czytelnicy i krytycy coraz częściej zauważają, że to, co brano za „namiętność”, jest w rzeczywistości opisem skrajnie toksycznego, przemocowego i destrukcyjnego związku. Heathcliff nie jest już postrzegany jako tajemniczy, romantyczny bohater, lecz jako socjopata, który mści się na niewinnych ludziach i znęca nad otoczeniem. Kontrowersja polega więc na starciu dwóch wizji: czy powinniśmy nadal celebrować tę książkę jako romans, czy raczej analizować ją jako studium patologii i traumy?
J.D. Salinger stworzył postać Holdena Caulfielda, która stała się ikoną nastoletniego buntu. Jednak to, co w latach 50. było powiewem świeżości i autentyczności, dziś bywa irytujące. Współcześni młodzi ludzie, wychowani w erze mediów społecznościowych i większej otwartości na emocje, często widzą w Holdenie po prostu uprzywilejowanego, narzekającego nastolatka, a nie głos pokolenia.
Książka od dekad znajduje się na listach pozycji „zakazanych” lub kontrowersyjnych w amerykańskich szkołach. Powody? Wulgarny język, picie alkoholu przez nieletniego, palenie papierosów oraz ogólny pesymizm i kwestionowanie autorytetów. Dla konserwatywnych środowisk Holden wciąż jest „złym przykładem”, mimo że świat od czasu premiery książki zmienił się nie do poznania.
Wokół powieści Salingera narosło wiele legend, a jedna z najpopularniejszych głosi, że jest to najczęściej kradziona książka z amerykańskich bibliotek publicznych. Ile w tym prawdy?
Moja baza wiedzy nie zawiera jednoznacznych, aktualnych statystyk, które potwierdziłyby, że „Buszujący w zbożu” zajmuje obecnie pierwsze miejsce w tej kategorii. Niemniej jednak, przez wiele lat (szczególnie w latach 70. i 80.) faktycznie znajdował się on w ścisłej czołówce najczęściej „znikaących” tytułów.
Warto jednak wiedzieć, że:
Twierdzenie, że „Buszujący w zbożu” jest absolutnym liderem kradzieży, jest więc raczej literackim mitem lub wyolbrzymieniem, choć ziarno prawdy tkwi w tym, że buntownicza natura książki faktycznie przyciągała ludzi, którzy woleli ją „pożyczyć na zawsze” niż przejść przez oficjalny proces rejestracji.
Kontrowersje wokół „Buszującego w zbożu” mają też znacznie mroczniejsze podłoże. Książka ta stała się niesławnym atrybutem morderców. Mark David Chapman, który zastrzelił Johna Lennona, miał ją przy sobie w chwili aresztowania i twierdził, że to jego „oświadczenie”. Podobnie było w przypadku Johna Hinckleya Jr., który dokonał zamachu na Ronalda Reagana. Te tragiczne wydarzenia sprawiły, że powieść Salingera zaczęła być postrzegana nie tylko jako lektura o buncie, ale jako tekst mogący inspirować osoby niestabilne psychicznie, co tylko podsyciło dyskusje o jej szkodliwości.