Gość (37.30.*.*)
Podział na pisarzy „natchnionych” i „kreślących” to nie tylko literacka anegdota, ale odzwierciedlenie dwóch fundamentalnie różnych podejść do procesu twórczego. Choć granica między nimi bywa płynna, to u jej podstaw leżą różnice w temperamencie, sposobie przetwarzania informacji, a nawet w filozofii pracy. Zrozumienie, co sprawia, że jeden autor czeka na „pocałunek muzy”, a drugi z linijką w ręku planuje każdy rozdział, pozwala lepiej zrozumieć naturę samej kreatywności.
Pisarze natchnieni, często nazywani w żargonie literackim „ogrodnikami” lub „pantserami” (od angielskiego wyrażenia writing by the seat of one’s pants), traktują pisanie jako proces odkrywania. Dla nich tekst jest żywym organizmem, który rośnie w nieprzewidywalnym kierunku. Co ich charakteryzuje?
W historii literatury takimi twórcami byli często romantycy. Wierzyli oni, że poeta jest naczyniem, przez które przemawia siła wyższa lub absolut. Współcześnie za przedstawiciela tego nurtu często uważa się Stephena Kinga, który w swoim poradniku „Jak pisać” porównuje tworzenie historii do odkopywania skamieliny – nie wiesz, co znajdziesz, dopóki nie usuniesz całej ziemi.
Po drugiej stronie barykady stoją „kreślący”, czyli architekci. Dla nich pisanie to rzemiosło, które wymaga precyzji, logiki i solidnego fundamentu. Zanim napiszą pierwsze zdanie powieści, mogą spędzić miesiące na tworzeniu konspektów, map myśli i biografii bohaterów.
Przykładem genialnego architekta był Vladimir Nabokov, który pisał swoje powieści na fiszkach, niekoniecznie w kolejności chronologicznej, precyzyjnie planując każde słowo. Podobnie pracuje J.K. Rowling, znana z tworzenia ogromnych tabel, w których rozpisywała wątki każdego tomu przygód Harry’ego Pottera.
Dlaczego jedni z nas wolą chaos natchnienia, a inni porządek planu? Nauka sugeruje, że może to wynikać z budowy naszego mózgu i dominacji konkretnych procesów poznawczych.
W rzeczywistości rzadko spotyka się twórców, którzy są w 100% natchnieni lub w 100% kreślący. Większość zawodowych pisarzy wypracowuje model hybrydowy. Często mówi się o metodzie „szkieletu i mięśni” – autor planuje główne punkty zwrotne (szkielet), ale pozwala sobie na pełną improwizację podczas pisania konkretnych scen (mięśnie).
Warto też wspomnieć o ciekawym zjawisku zwanym „blokadą środka”. Natchnieni często docierają do połowy książki i nie wiedzą, co dalej, bo ich intuicja się wyczerpała. Kreślący z kolei mogą stracić zapał, bo znają zakończenie tak dobrze, że samo pisanie staje się dla nich nudną formalnością.
Dla tych, którzy nie wiedzą, którą drogą pójść, powstała tzw. metoda płatka śniegu (Snowflake Method). Polega ona na tym, że zaczynasz od jednego zdania (impuls natchnionego), które potem rozbudowujesz do akapitu, potem do streszczenia każdej postaci, aż w końcu masz pełny plan (narzędzie kreślącego). To idealny most łączący oba te światy.
Ostatecznie to, czy jesteś natchniony, czy kreślący, nie świadczy o jakości końcowego dzieła. Czytelnik rzadko jest w stanie odgadnąć, czy autor pisał w transie, czy z arkuszem kalkulacyjnym w tle. Liczy się efekt – opowieść, która zostaje w głowie na dłużej.