Gość (37.30.*.*)
Temat rozproszonej kontroli konstytucyjnej wywołuje w Polsce ogromne emocje, szczególnie w kontekście sporów o praworządność i relacji z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Choć na pierwszy rzut oka idea, by każdy sędzia mógł samodzielnie oceniać zgodność ustawy z Konstytucją, brzmi jak dodatkowy bezpiecznik wolności, w praktyce niesie ze sobą szereg ryzyk, które mogą uderzyć bezpośrednio w obywatela. Aby zrozumieć, o co toczy się gra, musimy przyjrzeć się mechanizmom, które rządzą naszym systemem prawnym.
W świecie prawa istnieją dwa główne modele sprawdzania, czy ustawy są zgodne z ustawą zasadniczą. Model skoncentrowany zakłada, że tylko jeden, wyspecjalizowany organ (w Polsce jest to Trybunał Konstytucyjny) ma prawo "usunąć" przepis z systemu prawnego. Z kolei model rozproszony, znany m.in. z USA, pozwala każdemu sędziemu orzekającemu w konkretnej sprawie uznać, że dany przepis jest niekonstytucyjny i po prostu go pominąć przy wydawaniu wyroku.
TSUE w swoich orzeczeniach wielokrotnie podkreślał, że sędziowie krajowi są jednocześnie sędziami unijnymi. W sytuacji, gdy krajowy organ konstytucyjny jest paraliżowany lub jego status budzi wątpliwości, unijny trybunał sugeruje, że sędziowie nie mogą czekać – muszą sami stać na straży traktatów i praw podstawowych, nawet jeśli oznacza to odmowę zastosowania krajowej ustawy.
Choć intencją rozproszonej kontroli jest ochrona praw przed wadliwym ustawodawstwem, jej powszechne stosowanie w systemie, który nie jest do tego przystosowany, rodzi poważne zagrożenia.
Największym ryzykiem dla zwykłego człowieka jest nieprzewidywalność prawa. W modelu skoncentrowanym, gdy Trybunał Konstytucyjny uzna przepis za nieważny, znika on z obiegu dla wszystkich. W modelu rozproszonym może dojść do sytuacji, w której sąd w Warszawie uzna daną ustawę podatkową za niekonstytucyjną i wyda wyrok korzystny dla obywatela, a sąd w Krakowie w identycznej sprawie uzna tę samą ustawę za poprawną. Obywatel traci poczucie bezpieczeństwa prawnego, nie wiedząc, jakie prawo go obowiązuje.
Z powyższego punktu wynika kolejne zagrożenie: nierówne traktowanie. Jeśli dwóch obywateli znajduje się w identycznej sytuacji prawnej, a ich sprawy kończą się skrajnie różnymi wyrokami tylko dlatego, że trafili na sędziów o odmiennych poglądach prawnych, dochodzi do naruszenia fundamentów sprawiedliwości.
Krytycy kontroli rozproszonej podnoszą argument, że sędziowie, którzy nie są wybierani w wyborach powszechnych, zyskują ogromną władzę nad ustawami tworzonymi przez parlament (pochodzący z wyboru narodu). O ile jeden Trybunał Konstytucyjny działa w ramach ściśle określonych procedur, o tyle tysiące sędziów stosujących kontrolę rozproszoną mogą – w czarnym scenariuszu – kreować prawo według własnych przekonań politycznych czy światopoglądowych.
To pytanie jest osią sporu między prawnikami. Odpowiedź zależy od tego, na który artykuł Konstytucji RP położymy większy nacisk.
Zwolennicy tej koncepcji odwołują się przede wszystkim do Art. 8 ust. 2 Konstytucji, który mówi: "Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej". Wywodzą z tego, że skoro Konstytucja jest najwyższym prawem, a sędzia ma ją stosować bezpośrednio, to w przypadku kolizji ustawy z Konstytucją, sędzia musi wybrać Konstytucję. Dodatkowo wskazują na Art. 178 ust. 1, zgodnie z którym sędziowie podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom – co w ich interpretacji daje prawo do odrzucenia ustawy sprzecznej z aktem wyższego rzędu.
Przeciwnicy wskazują na Art. 188 Konstytucji, który enumeratywnie (wyczerpująco) wymienia kompetencje Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z tym zapisem, to Trybunał orzeka o zgodności ustaw z Konstytucją. Gdyby każdy sędzia mógł to robić, rola TK stałaby się zbędna, co naruszałoby strukturę organów państwa zapisaną w ustawie zasadniczej. Ponadto Art. 193 przewiduje mechanizm pytania prawnego – jeśli sędzia ma wątpliwość co do konstytucyjności przepisu, powinien zwrócić się do TK, a nie rozstrzygać tego samodzielnie.
Warto wiedzieć, że w ramach Unii Europejskiej istnieje mechanizm, który częściowo rozwiązuje problem braku jednolitości przy kontroli rozproszonej. Jest to instytucja pytania prejudycjalnego do TSUE. Jeśli polski sędzia ma wątpliwość, czy polska ustawa jest zgodna z prawem unijnym (które często pokrywa się z prawami konstytucyjnymi), może zapytać o to Trybunał w Luksemburgu. Wykładnia dokonana przez TSUE wiąże wtedy nie tylko tego jednego sędziego, ale wszystkie sądy w całej Unii Europejskiej, co pomaga uniknąć wspomnianego wcześniej chaosu orzeczniczego.
Podsumowując, rozproszona kontrola konstytucyjna to potężne narzędzie, które w sytuacjach kryzysowych może chronić obywatela przed opresyjnym prawem, ale stosowane bez jasnych reguł i wbrew strukturze konstytucyjnej, ryzykuje zamianę pewności prawa w loterię sądową. W polskim systemie prawnym spór o jej dopuszczalność pozostaje jednym z najtrudniejszych wyzwań współczesnej jurysprudencji.