Gość (37.30.*.*)
Zimowe igrzyska olimpijskie zawsze dostarczają mnóstwo emocji, a dyscypliny odbywające się na lodowych torach należą do tych najbardziej widowiskowych. Choć na pierwszy rzut oka saneczkarstwo i bobsleje mogą wydawać się podobne – w końcu w obu przypadkach zawodnicy pędzą w dół rynny z zawrotną prędkością – to w rzeczywistości są to dwa zupełnie inne światy. Różnią się nie tylko konstrukcją pojazdu, ale też techniką jazdy, sposobem startu, a nawet przeciążeniami, jakim poddawany jest organizm sportowca.
Najbardziej widoczną różnicą jest sam sprzęt. Sanki sportowe (używane w saneczkarstwie) to minimalistyczna, otwarta konstrukcja. Składają się z dwóch płóz połączonych mostkami oraz siedziska, które w rzeczywistości jest elastyczną membraną. Zawodnik jest tu całkowicie wystawiony na działanie pędu powietrza, a jedynym elementem chroniącym go przed lodem jest specjalny kombinezon i kask.
Bobslej to z kolei potężna, zamknięta maszyna, którą często nazywa się "bolidem Formuły 1 na lodzie". Posiada on aerodynamiczne nadwozie wykonane z włókna węglowego lub stali, które osłania załogę. Bobsleje są znacznie cięższe – dwójka męska wraz z załogą może ważyć nawet 390 kg, podczas gdy sanki to zaledwie około 25-30 kg. Ta masa ma kluczowe znaczenie dla osiąganej energii kinetycznej i stabilności na torze.
To tutaj kryje się największa różnica w technice. W saneczkarstwie zawodnik leży na plecach, nogami do przodu. Sterowanie odbywa się w sposób niezwykle subtelny i wymagający ogromnej siły mięśni brzucha oraz nóg. Saneczkarz naciska udami na płozy i balansuje ciałem (ramionami), aby skorygować tor jazdy. Każdy gwałtowny ruch przy prędkości 140 km/h może skończyć się wywrotką.
W bobslejach załoga siedzi wewnątrz kadłuba. Pilot, znajdujący się z przodu, steruje pojazdem za pomocą specjalnego systemu linowego połączonego z przednimi płozami. Pozostali członkowie załogi (w bobslejach dwuosobowych lub czteroosobowych) mają za zadanie przede wszystkim nadać prędkość na starcie, a potem schować się jak najgłębiej wewnątrz bolidu, by zminimalizować opór powietrza i obniżyć środek ciężkości.
Sposób rozpoczynania wyścigu to dwa różne widowiska. Saneczkarz startuje z pozycji siedzącej, trzymając się specjalnych uchwytów wbitych w lód. Odpycha się gwałtownie, a następnie wykonuje charakterystyczne "wiosłowanie" dłońmi po lodzie. Umożliwiają to kolce na rękawicach, które pomagają nabrać prędkości w pierwszych metrach.
Bobsleiści natomiast startują "z rozbiegu". Cała załoga pcha ciężki bolid przez kilkadziesiąt metrów, biegnąc po lodzie w butach z setkami małych kolców. To moment krytyczny – siła i szybkość sprintu decydują o tym, jaką prędkość wejściową uzyska bobslej. Po osiągnięciu odpowiedniego tempa zawodnicy wskakują do środka w ściśle określonej kolejności.
Czy wiesz, że zawodnicy na torze lodowym doświadczają przeciążeń sięgających nawet 5G? To więcej niż piloci myśliwców podczas niektórych manewrów. Przy prędkościach przekraczających 150 km/h (rekord w saneczkarstwie to ponad 154 km/h), każda nierówność lodu jest odczuwalna jak uderzenie młotem.
Jeśli mielibyśmy zebrać te informacje w krótkie zestawienie, wyglądałoby ono następująco:
Warto wspomnieć, że istnieje jeszcze trzecia dyscyplina – skeleton. Tam zawodnik leży na sankach na brzuchu, głową do przodu. To często mylone z klasycznym saneczkarstwem, ale technicznie i psychicznie to zupełnie inne wyzwanie, gdzie twarz znajduje się zaledwie kilka centymetrów nad pędzącym lodem.