Gość (37.30.*.*)
Patrząc na mapę świata, można odnieść wrażenie, że człowiek jest gatunkiem niezwykle wszechstronnym. Mieszkamy na mroźnej Grenlandii, w palącym słońcu Sahary i w wilgotnych lasach Amazonii. Jednak prawda biologiczna jest nieco brutalna: jako gatunek jesteśmy „zaprogramowani” do życia w bardzo wąskim zakresie temperatur. Bez naszych ubrań, technologii i sprytnych rozwiązań architektonicznych, większość z nas nie przetrwałaby w ekstremalnych warunkach nawet kilku dni. Wynika to bezpośrednio z naszej historii ewolucyjnej oraz fizjologii, która faworyzuje umiarkowany klimat afrykańskiej sawanny.
Kluczem do zrozumienia, dlaczego nie radzimy sobie naturalnie w Arktyce czy na pustyni, jest nasze pochodzenie. Homo sapiens ewoluował w Afryce Wschodniej. Nasze ciała są zaprojektowane tak, aby skutecznie oddawać ciepło podczas długotrwałego wysiłku w ciepłym, ale nie ekstremalnie gorącym klimacie.
Jesteśmy jedynymi naczelnymi, którzy stracili gęste futro i rozwinęli niezwykle wydajny system chłodzenia oparty na poceniu się. To była nasza supermoc na sawannie – mogliśmy biegać za zwierzyną w pełnym słońcu, podczas gdy inne drapieżniki musiały odpoczywać, by się nie przegrzać. Jednak ten sam mechanizm, który uratował nas w Afryce, staje się przekleństwem w innych środowiskach.
W starciu z mrozem człowiek jest niemal bezbronny. Zwierzęta arktyczne, takie jak niedźwiedzie polarne czy foki, posiadają grubą warstwę tłuszczu (tran) oraz specjalistyczną okrywę włosową, która zatrzymuje powietrze przy skórze, tworząc izolację. My natomiast mamy:
Warto wiedzieć, że rdzenni mieszkańcy północy, jak Inuici, wykazują pewne drobne adaptacje biologiczne, np. nieco szybszy metabolizm czy inny sposób krążenia krwi w dłoniach, ale nawet oni bez odpowiedniej odzieży i diety bogatej w tłuszcze nie mieliby szans na przeżycie.
Mogłoby się wydawać, że skoro pochodzimy z Afryki, pustynia powinna być dla nas rajem. Nic bardziej mylnego. Pustynia to nie tylko słońce, to przede wszystkim brak wody i ekstremalne skoki temperatur.
Wielbłądy mają krew o specyficznej strukturze (ich krwinki są owalne, co pozwala im płynąć nawet przy dużym zagęszczeniu krwi) oraz potrafią podnieść temperaturę swojego ciała o kilka stopni, by nie tracić wody na chłodzenie. Ludzki organizm musi utrzymywać stałe 36,6°C – każda większa odchyłka to dla nas stan zagrożenia życia.
Skoro jesteśmy tak słabo przystosowani, to dlaczego opanowaliśmy te regiony? Odpowiedzią jest ewolucja kulturowa. Zamiast czekać miliony lat na wykształcenie futra, człowiek wymyślił igłę i nitkę, by uszyć ubranie ze skór zwierząt. Zamiast zmieniać fizjologię nerek, nauczyliśmy się budować systemy nawadniające i przechowywać wodę w naczyniach.
To właśnie nasza zdolność do modyfikowania otoczenia, a nie nasze ciała, pozwoliła nam zasiedlić Arktykę i pustynie. Jesteśmy „gatunkiem tropikalnym”, który nosi ze sobą swój własny mikroklimat w postaci ubrań i domów. Bez nich, w ekstremalnych warunkach, jesteśmy tylko nagimi małpami na bardzo nieprzyjaznym terenie.