Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym zasady biologii i chemii zostają napisane na nowo. Zmiana składu atmosfery o zaledwie kilka punktów procentowych oraz drastyczna przebudowa ludzkiej anatomii stworzyłyby rzeczywistość przypominającą film science-fiction, ale o bardzo konkretnych fundamentach naukowych. Gdybyśmy przesunęli suwaki zawartości gazów w powietrzu i dodali nam kilka „supermocy”, Ziemia stałaby się miejscem znacznie cieplejszym, a człowiek – istotą o niemal nieskończonych zasobach energii, ale i specyficznych potrzebach.
Zmiana składu atmosfery, o której mowa, ma kolosalne znaczenie dla klimatu. Choć 1% tlenu więcej wydaje się kosmetyczną zmianą, w skali globalnej mogłoby to oznaczać częstsze i gwałtowniejsze pożary lasów, ponieważ tlen jest paliwem dla ognia. Jednak to pozostałe gazy grają tu kluczową rolę.
Podtlenek azotu ($N_2O$) i dwutlenek węgla ($CO_2$) to potężne gazy cieplarniane. Wzrost $CO_2$ o 0,1% (czyli o 1000 ppm – cząsteczek na milion) to ponad dwukrotne zwiększenie jego obecnej koncentracji. Z kolei wzrost $N_2O$ o 0,1% to zmiana wręcz gigantyczna, biorąc pod uwagę, że obecnie w atmosferze jest go zaledwie około 0,00003%.
Analiza fizykochemiczna atmosfery:
Ewolucja ludzkiego serca i układu krwionośnego w stronę bezpośredniego połączenia z mózgiem (aorta i żyła łącząca te dwa organy bez „pośredników”) drastycznie zmieniłaby naszą fizjologię. Obecnie krew do mózgu płynie tętnicami szyjnymi, a wraca żyłami szyjnymi, przechodząc przez liczne rozgałęzienia.
Bezpośrednie połączenie oznaczałoby:
Dodatkowo, dwukrotnie większa ilość energii z tłuszczów i cukrów uczyniłaby z nas „maszyny do pracy”. Tłuszcz (9 kcal/g) dawałby nam 18 kcal, a cukier (4 kcal/g) aż 8 kcal. Z jednej strony moglibyśmy jeść połowę mniej, z drugiej – nadmiar energii musiałby zostać jakoś spożytkowany, by nie doszło do przegrzania organizmu.
Właśnie tutaj wchodzą do gry niebieskie krwinki chłodzące. Skoro produkujemy dwa razy więcej energii, nasze ciało generowałoby ogromne ilości ciepła odpadowego.
Jak mogłoby to działać?
Zdolność trawienia surowych roślin strączkowych (eliminacja lektyn i kwasu fitowego w żołądku) oraz skóry (trawienie kolagenu i keratyny bez obróbki cieplnej) uczyniłaby nas wszystkożercami doskonałymi. Jednak najbardziej intrygujące jest trawienie tlenku wapnia ($CaO$).
Tlenek wapnia, zwany wapnem palonym, jest substancją silnie żrącą. W kontakcie z wodą (np. śliną) zachodzi gwałtowna reakcja egzotermiczna:
$$CaO + H_2O \rightarrow Ca(OH)_2 + \text{ciepło}$$
Rozwiązanie problemu trawienia $CaO$ krok po kroku:
Skóra składa się głównie z kolagenu i keratyny. Keratyna jest białkiem wyjątkowo odpornym na enzymy trawienne ze względu na dużą liczbę mostków dwusiarczkowych. Aby ją strawić, nasz żołądek musiałby wyewoluować specyficzne enzymy – keratynazy, które obecnie posiadają głównie niektóre bakterie i grzyby.
W takim scenariuszu ludzkość stałaby się gatunkiem o niezwykłej wytrzymałości, żyjącym w gorącym, wilgotnym świecie, gdzie każdy posiłek daje ogromną dawkę mocy, a organizm jest chroniony przez zaawansowane systemy chłodzenia i naprawy krwi. Byłaby to egzystencja intensywna, szybka i... prawdopodobnie bardzo optymistyczna dzięki wszechobecnemu podtlenkowi azotu.