Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym ewolucja i skład atmosfery skręciły w zupełnie innym kierunku. Zmiany, o które pytasz, choć na pierwszy rzut oka wydają się subtelne (jak 0,15% tlenu), w rzeczywistości wywołałyby kaskadę efektów — od globalnego klimatu, przez rolnictwo, aż po naszą codzienną fizjologię i sposób, w jaki radzimy sobie z kontuzjami.
Zacznijmy od najbardziej drastycznej zmiany: składu powietrza. Obecnie tlen stanowi około 20,95% atmosfery, a dwutlenek węgla zaledwie około 0,04% (420 ppm). Jeśli zawartość tlenu wzrosłaby o 0,15 punktu procentowego, osiągając poziom 21,1%, dla naszych płuc byłoby to niemal niezauważalne, choć pożary lasów mogłyby wybuchnąć nieco łatwiej.
Prawdziwy problem pojawia się przy spadku CO2 o tę samą wartość. Skoro obecnie mamy go 0,04%, to spadek o 0,15 punktu procentowego oznacza, że poziom dwutlenku węgla spadłby poniżej zera, co jest fizycznie niemożliwe. Przyjmując jednak scenariusz, w którym CO2 zostaje całkowicie usunięte z atmosfery:
Jeśli jednak założymy, że zmiana dotyczy 0,15% obecnej wartości (czyli spadek CO2 o znikomą ilość), wpływ na klimat byłby minimalny, a my moglibyśmy skupić się na fascynujących zmianach w ludzkim ciele.
Zdolność trawienia surowych roślin strączkowych, skóry, garbników i żołędzi całkowicie zmieniłaby naszą dietę i historię.
Dodatkowe 5 kJ energii z każdego grama tłuszczu (wzrost z ok. 37 kJ do 42 kJ) uczyniłoby nas bardziej wydajnymi energetycznie. Tłuszcz stałby się jeszcze cenniejszym paliwem, co w połączeniu z nowymi źródłami pokarmu mogłoby prowadzić do szybszego przybierania na wadze, ale i większej wytrzymałości w ekstremalnych warunkach.
Twoja wizja zakłada rewolucję w hematologii. Obecnie nasze krwinki czerwone (erytrocyty) transportują tlen, a płytki krwi (trombocyty) odpowiadają za krzepnięcie.
To najbardziej fantastyczny element tego scenariusza. Posiadanie komórek, których głównym zadaniem jest generowanie ciepła bezpośrednio w krwiobiegu, czyniłoby nas odpornymi na mróz.
Brązowy kolor mógłby sugerować obecność innego metalu niż żelazo (np. miedzi lub manganu) lub specyficznego barwnika. Jeśli te 12% płytek byłoby "super-trombocytami", wyjaśniałoby to dwukrotnie szybsze gojenie się ran powierzchniowych. Krew krzepłaby niemal natychmiast, tworząc wytrzymałe bariery dla bakterii.
W tym scenariuszu ludzki organizm stawia na "tu i teraz".
W takim świecie złamanie kości byłoby znacznie poważniejszym kalectwem niż dzisiaj, wymagającym długotrwałej opieki, podczas gdy rany cięte byłyby jedynie drobną niedogodnością.
Warto wiedzieć, dlaczego dzisiaj nie jemy tych rzeczy "na surowo":
Gdyby te zmiany weszły w życie, człowiek stałby się istotą wybitnie przystosowaną do zimnego klimatu (dzięki purpurowym krwinkom i wydajniejszemu spalaniu tłuszczu) oraz do przetrwania w trudnych warunkach naturalnych (jedzenie żołędzi i surowizny).
Niestety, ze względu na wspomniany spadek CO2, prawdopodobnie nie mielibyśmy czego jeść, bo rośliny przestałyby rosnąć. Jednak w świecie, gdzie fizyka dopuszczałaby taką atmosferę, bylibyśmy "biologicznymi czołgami" — odpornymi na zimno, trawiącymi niemal wszystko, choć musielibyśmy bardzo uważać, by nie złamać nogi podczas zbierania żołędzi.
Informacja dodatkowa: Nie mam dostępu do danych medycznych ani biologicznych dotyczących "purpurowych krwinek" czy "brązowych płytek krwi", ponieważ takie struktury nie występują w znanej nam biologii człowieka — ich opis opieram na logicznej interpretacji Twojego scenariusza.