Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie istotę, która na pierwszy rzut oka przypomina człowieka, ale jej wnętrze i możliwości fizyczne przypominają raczej biomechaniczną maszynę do przetrwania w ekstremalnych warunkach. Taka kumulacja zmian genetycznych i anatomicznych doprowadziłaby do powstania organizmu o niesamowitej wydajności, ale też ogromnych wymaganiach fizjologicznych. Przyjrzyjmy się, jak te konkretne modyfikacje wpłynęłyby na codzienne funkcjonowanie takiego „człowieka 2.0”.
Zwiększenie zakresu ruchomości kończyn o 25% i szyi o 15% brzmi jak marzenie każdego gimnastyka, ale w rzeczywistości niosłoby to ze sobą spore wyzwania. Standardowe stawy człowieka są ograniczone przez więzadła i strukturę kostną, aby zapobiegać zwichnięciom. Przy tak dużym wzroście mobilności, nasze stawy stałyby się naturalnie „luźne” (hipermobilne).
Z jednej strony, taki człowiek mógłby bez trudu sięgać w miejsca niedostępne dla innych i poruszać się z niezwykłą zwinnością. Z drugiej strony, aby utrzymać stabilność postawy, mięśnie musiałyby pracować znacznie ciężej, by „trzymać” stawy w ryzach. Szyja o większym zakresie ruchu pozwoliłaby na niemal panoramiczne widzenie bez obracania tułowia, co w świecie przyrody jest domeną drapieżników i zwierząt o wysokim stopniu czujności.
Kolor krwi zależy od barwnika transportującego tlen. Purpurowa krew sugeruje obecność hemoerytryny (występującej u niektórych bezkręgowców morskich) zamiast hemoglobiny. Jeśli dodatkowo krew ta posiadałaby właściwości grzewcze, mielibyśmy do czynienia z biologicznym odpowiednikiem centralnego ogrzewania.
Taka modyfikacja pozwoliłaby na przetrwanie w skrajnie niskich temperaturach bez ryzyka hipotermii. Jednakże, przy normalnej temperaturze otoczenia, organizm mógłby mieć gigantyczny problem z odprowadzaniem nadmiaru ciepła. Serce pracujące dwa razy szybciej (standardowo około 120–160 uderzeń na minutę w spoczynku) generowałoby dodatkową energię termiczną. Taka osoba musiałaby prawdopodobnie stale przebywać w chłodzie lub posiadać niezwykle wydajny system pocenia się, aby dosłownie nie „zagotować się” od środka.
Najbardziej szokującą zmianą jest wydajność energetyczna. Dziesięciokrotnie więcej energii z cukrów oznaczałoby, że jeden batonik mógłby zasilić organizm na cały dzień intensywnego wysiłku.
To oznacza, że zapotrzebowanie na jedzenie drastycznie by spadło. Zdolność trawienia skóry, chityny (pancerzy owadów), surowych roślin strączkowych i bawełny czyniłaby z takiego człowieka istotę niemal całkowicie niezależną od tradycyjnych źródeł pożywienia. Możliwość rozkładania celulozy (bawełna) i keratyny (skóra) wymagałaby posiadania w układzie pokarmowym specyficznych enzymów (celulazy i keratynazy) oraz rozbudowanej flory bakteryjnej, podobnej do tej, którą mają przeżuwacze.
Serce bijące dwa razy szybciej, wspierane przez cztery dodatkowe mięśnie korzeniowe, sugeruje niesamowitą wydolność krążeniową. Mięśnie korzeniowe mogłyby pełnić rolę dodatkowych pomp lub stabilizatorów strukturalnych, zapobiegających rozerwaniu serca przy tak wysokim tętnie i ciśnieniu.
Taki układ krwionośny błyskawicznie dostarczałby składniki odżywcze do mięśni, co w połączeniu z wysoką kalorycznością cukrów, czyniłoby z tego człowieka istotę o nadludzkiej sile i wytrzymałości. Minusem byłoby jednak bardzo szybkie zużycie narządu – chyba że mechanizmy regeneracyjne komórek również działałyby w przyspieszonym tempie.
Szyszynka odpowiada głównie za produkcję melatoniny i regulację rytmu dobowego. Posiadanie dwóch takich gruczołów mogłoby prowadzić do:
Gdybyśmy zebrali te wszystkie cechy, otrzymalibyśmy istotę, która jest biologicznym „terminatorem”. Taki człowiek mógłby jeść ubrania, wspinać się z nienaturalną gibkością, nie marznąć na mrozie i biegać przez wiele godzin bez zmęczenia.
Głównym problemem byłaby jednak homeostaza, czyli równowaga. Przy tak szybkim sercu i „grzejącej” krwi, największym wrogiem stałoby się przegrzanie i konieczność dostarczania ogromnych ilości tlenu, aby sprostać przyspieszonemu metabolizmowi. Taka istota prawdopodobnie musiałaby żyć w bardzo zimnym klimacie, aby jej wewnętrzny piec nie doprowadził do samozniszczenia tkanek.