Gość (83.4.*.*)
Estetyka serialu „Squid Game” to jeden z najbardziej fascynujących, a zarazem kontrowersyjnych elementów tej produkcji. Z jednej strony mamy jaskrawe, pastelowe kolory, gigantyczne place zabaw i postacie w różowych kombinezonach, które wyglądają jak wyjęte z dziecięcej wyliczanki. Z drugiej – brutalną walkę o przetrwanie, krew i skrajną desperację. To właśnie to zderzenie światów sprawia, że niektórzy krytycy podnoszą argument o „infantylizacji” widza. Dlaczego tak się dzieje, skoro serial jest przeznaczony wyłącznie dla dorosłych? Odpowiedź kryje się w psychologii obrazu i sposobie, w jaki współczesna popkultura manipuluje naszymi emocjami.
Głównym powodem, dla którego twórcy zdecydowali się na taką oprawę, jest chęć wywołania dysonansu poznawczego. W świecie „Squid Game” śmierć nie następuje w mrocznych zaułkach, ale pod czujnym okiem gigantycznej, kolorowej lalki. Dla dorosłego widza taki widok jest podświadomie niepokojący, ponieważ łączy bezpieczeństwo kojarzone z dzieciństwem z pierwotnym lękiem przed śmiercią.
Krytyka infantylizacji bierze się stąd, że serial sprowadza skomplikowane problemy społeczne – takie jak długi, nierówności klasowe czy brak empatii – do poziomu prostych gier podwórkowych. Niektórzy twierdzą, że takie uproszczenie „rozmiękcza” powagę sytuacji, czyniąc z tragedii estetyczny spektakl. Zamiast skupiać się na głębi psychologicznej, widz jest bombardowany bodźcami, które przypominają estetykę gier wideo lub programów dla dzieci.
Zarzut infantylizacji nie dotyczy tego, że serial jest „dla dzieci” (bo zdecydowanie nie jest), ale tego, jak traktuje dorosłego odbiorcę. Krytycy wskazują na kilka aspektów:
Wielu widzów zauważyło, że słynne kolorowe schody w serialu przypominają grafikę M.C. Eschera „Relatywność”. Twórcy przyznali jednak, że główną inspiracją była architektura Ricardo Bofilla, a konkretnie kompleks „La Muralla Roja” w Hiszpanii. Ta surrealistyczna przestrzeń miała potęgować zagubienie bohaterów i sprawiać, że czuli się jak mrówki w wielkim labiryncie.
Użytkownik słusznie zauważa, że serial posiada oznaczenia 16+ lub 18+, co teoretycznie zamyka dyskusję o dostosowaniu treści do wieku. Jednak problemem nie jest to, czy dzieci to oglądają (choć wiemy, że tak się działo), ale jak ta estetyka wpływa na dorosłego człowieka.
Oznaczenie wiekowe mówi nam o poziomie przemocy, wulgaryzmów czy nagości, ale nie definiuje „dojrzałości” formy artystycznej. Krytyka infantylizacji sugeruje, że „Squid Game” używa jaskrawych barw, by przyciągnąć uwagę w sposób podobny do tego, jak robią to algorytmy mediów społecznościowych czy gry mobilne. W tym ujęciu „cukierkowość” nie jest wyborem artystycznym, a komercyjnym, mającym na celu uczynienie brutalnej treści bardziej „klikalną” i łatwiejszą do skonsumowania.
Warto spojrzeć na ten problem z drugiej strony. Estetyka „Squid Game” jest genialną metaforą współczesnego kapitalizmu. System, w którym żyjemy, często mami nas kolorowymi reklamami, obietnicami łatwych wygranych i „grywalizacją” pracy, podczas gdy pod spodem kryje się bezwzględna rywalizacja.
Infantylizacja w serialu może być więc odczytana nie jako błąd twórców, ale jako celowy komentarz: system traktuje nas jak dzieci, którymi można sterować za pomocą prostych nagród i kar. Z tej perspektywy jaskrawe kolory nie są po to, by nas ogłupić, ale by pokazać, jak bardzo absurdalny i sztuczny jest świat, w którym przetrwanie zależy od humoru „organizatorów”.
Podsumowując, krytyka „cukierkowej” estetyki „Squid Game” wynika z obawy, że poważna tematyka zostaje przykryta warstwą wizualnego popcornu. Jednak to właśnie ten kontrast sprawił, że serial stał się globalnym fenomenem, zmuszając nas do zastanowienia się, dlaczego tak bardzo fascynuje nas przemoc podana w ładnym opakowaniu.