Gość (37.30.*.*)
Prawo Niespodzianki to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i tajemniczych elementów świata wykreowanego przez Andrzeja Sapkowskiego. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się jedynie literackim zabiegiem mającym spleść losy Geralta i Ciri, jego korzenie sięgają głęboko do ludowych podań i legend. To potężna, niemal magiczna zasada, która opiera się na przeznaczeniu – sile, z którą w świecie wiedźmina nie należy igrać.
W sadze o wiedźminie Prawo Niespodzianki jest starodawnym obyczajem, rzadko już stosowanym, ale wciąż budzącym respekt. Zgodnie z tradycją, osoba, która uratowała komuś życie, może zażądać zapłaty w formie „tego, co uratowany już posiada, a o czym jeszcze nie wie”. W praktyce sprowadza się to do dwóch najpopularniejszych formuł: „dasz mi to, co pierwsze przywita cię przed domem” lub „oddasz mi to, co zastaniesz w domu, a czego się nie spodziewasz”.
Najsłynniejszym przypadkiem zastosowania tego prawa jest oczywiście historia Geralta z Rivii i Ciri. Wszystko zaczęło się w opowiadaniu „Kwestia ceny”, kiedy to Geralt pomógł Jeżowi z Erlenwaldu (Duny’emu) zdjąć klątwę i uzyskać rękę Pavetty, córki królowej Calanthe. Gdy Duny zapytał, jakiej zapłaty oczekuje wiedźmin, Geralt powołał się na Prawo Niespodzianki. Okazało się, że Pavetta była w ciąży, o czym Duny jeszcze nie wiedział. Tak oto Ciri stała się „dzieckiem niespodzianką”.
Warto jednak pamiętać, że to nie był jedyny raz, kiedy ta reguła pojawiła się w książkach. Sam Duny wcześniej zyskał prawo do Pavetty, ratując życie jej ojcu, królowi Roegnerowi, i żądając od niego tego samego. Również pod koniec opowiadania „Coś więcej”, Geralt ponownie (choć tym razem nieco przypadkowo) korzysta z tego prawa po uratowaniu kupca Yurga. Niespodzianką, którą zastał w domu kupca, okazała się… ponownie Ciri, która znalazła tam schronienie po ucieczce z Cintry.
Choć w literaturze najczęściej kojarzymy je z oddaniem potomka, Prawo Niespodzianki mogło przynieść znacznie bardziej prozaiczne rezultaty. Mogło to być nowo narodzone cielę, wierny pies, który pierwszy wybiegł na spotkanie pana, czy nawet niespodziewany gość przy stole. Kluczem była tu niewiedza dłużnika w momencie składania obietnicy oraz rola przeznaczenia, które decydowało o tym, co stanie się zapłatą.
Andrzej Sapkowski, tworząc swoje uniwersum, garściami czerpał z mitologii i folkloru. Prawo Niespodzianki nie jest jego autorskim wynalazkiem, lecz motywem znanym w literaturze od wieków jako „Child of Promise” (Dziecko Obiecane).
Gdybyśmy spróbowali przenieść Prawo Niespodzianki do współczesnej rzeczywistości, natrafilibyśmy na ogromne przeszkody prawne i etyczne. W dzisiejszym systemie prawnym taka umowa byłaby prawdopodobnie uznana za nieważną z kilku powodów.
Współczesne prawo cywilne wymaga, aby przedmiot umowy był jasno określony lub przynajmniej możliwy do określenia. Obietnica oddania czegoś, o czym się nie wie, jest skrajnie nieprecyzyjna. Co więcej, w większości cywilizowanych krajów handel ludźmi (a tym bardziej dziećmi) jest surowo zakazany. Dziecko nie jest rzeczą i nie może być przedmiotem transakcji ani zapłaty za długi rodziców.
Jedną z podstawowych zasad zawierania umów jest świadomość tego, na co się zgadzamy. Prawo Niespodzianki z definicji opiera się na niewiedzy jednej ze stron. W dzisiejszym sądzie prawnik dłużnika bez trudu podważyłby taką umowę, argumentując, że jego klient został wprowadzony w błąd lub działał pod wpływem silnych emocji (np. wdzięczności za uratowanie życia), co ograniczało jego zdolność do racjonalnej oceny sytuacji.
Gdybyśmy chcieli podejść do tego z przymrużeniem oka, najbliższym odpowiednikiem Prawa Niespodzianki mogłyby być specyficzne zapisy w testamentach lub… znalezienie starych dysków z zapomnianymi bitcoinami. Wyobraźmy sobie sytuację: ratujesz komuś życie, a on w zamian obiecuje ci zawartość starego sejfu, o którym zapomniał. Po otwarciu okazuje się, że są tam akcje firmy, która właśnie stała się gigantem rynkowym. To byłaby współczesna wersja „tego, co zastaniesz w domu, a czego się nie spodziewasz”.
Można by pomyśleć, że żądanie dziecka jako zapłaty jest okrutne. Jednak w świecie wiedźmina miało to głęboki sens praktyczny. Profesja wiedźmina wymierała – mutacje czyniły ich bezpłodnymi, więc jedynym sposobem na pozyskanie nowych adeptów było przyjmowanie dzieci. Prawo Niespodzianki pozwalało wierzyć, że dziecko wybrane przez przeznaczenie będzie miało większe szanse na przeżycie morderczych Prób Traw. W przypadku Ciri przeznaczenie zadziałało jednak inaczej – zamiast stać się kolejnym wiedźminem z mieczem, stała się kimś znacznie potężniejszym, łącząc losy Geralta z historią całego świata.