Gość (37.30.*.*)
Temat interwencji policyjnych w amerykańskich szkołach regularnie powraca w mediach społecznościowych, budząc skrajne emocje i niedowierzanie. Nagrania, na których widać płaczące sześcio- lub siedmiolatki wyprowadzane w kajdankach z klasy, nie są niestety wytworem wyobraźni czy fotomontażem. Choć wizja aresztowania niemowlęcia jest oczywistym mitem i wyolbrzymieniem, to rzeczywistość dotycząca dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym bywa w USA brutalna i skomplikowana prawnie.
Zacznijmy od faktów: w wielu stanach USA nie istnieje dolna granica wieku, od której dziecko może zostać zatrzymane lub zakute w kajdanki. Oznacza to, że z punktu widzenia technicznego i prawnego, funkcjonariusz ma taką możliwość, jeśli uzna, że zachowanie dziecka zagraża bezpieczeństwu otoczenia lub samego małoletniego.
Jednak określenie „niemowlę” jest tutaj ogromnym nadużyciem. Nie odnotowano przypadków aresztowania niemowląt (dzieci do 1. roku życia) czy dzieci w wieku żłobkowym. Mit ten prawdopodobnie wziął się z generalizacji i emocjonalnego podejścia do nagrań przedstawiających dzieci w wieku 6-10 lat. To właśnie ta grupa wiekowa najczęściej pada ofiarą procedur, które dla Europejczyka wydają się niewyobrażalne. Głośny przypadek z 2019 roku z Orlando na Florydzie, gdzie 6-letnia Kaia Rolle została zakuta w kajdanki i zabrana do aresztu za kopnięcie pracownika szkoły podczas napadu złości, jest jednym z najlepiej udokumentowanych przykładów tej szokującej praktyki.
Wiele osób zastanawia się, dlaczego nauczyciel zamiast zadzwonić do rodzica, decyduje się na wezwanie służb mundurowych. Kluczem do zrozumienia tej sytuacji jest obecność tzw. School Resource Officers (SRO), czyli funkcjonariuszy policji na stałe przypisanych do konkretnych placówek edukacyjnych. Ich obecność ma na celu zapobieganie strzelaninom i poważnym przestępstwom, ale w praktyce często kończy się ich interwencją w sprawach dyscyplinarnych.
Szkoły w USA często stosują politykę „zero tolerancji” (zero tolerance policy). Została ona wprowadzona w latach 90. i pierwotnie miała dotyczyć broni i narkotyków. Z czasem jednak jej definicja rozszerzyła się na „zakłócanie porządku” czy „stawianie oporu”. W efekcie zachowania, które kiedyś kończyły się wizytą u dyrektora lub uwagą w dzienniczku, dziś mogą zostać zakwalifikowane jako wykroczenie, co obliguje obecnego w szkole policjanta do podjęcia działań.
To jeden z najbardziej kontrowersyjnych aspektów amerykańskiego systemu. W wielu jurysdykcjach policja ma prawo przesłuchać dziecko na terenie szkoły bez obecności rodzica, a nawet bez wcześniejszego poinformowania go o tym fakcie. Choć niektóre stany (jak np. Kalifornia czy Illinois) wprowadziły przepisy nakazujące kontakt z opiekunem prawnym przed przesłuchaniem, wciąż istnieją luki prawne pozwalające na „zapewnienie bezpieczeństwa publicznego”.
Często rodzice dowiadują się o incydencie dopiero w momencie, gdy dziecko jest już w drodze na komisariat lub gdy szkoła dzwoni z informacją o zawieszeniu ucznia po zakończonej interwencji. Brak wymogu zgody rodzica na interwencję policyjną w szkole wynika z interpretacji przepisów o bezpieczeństwie placówki, gdzie dobro ogółu bywa stawiane ponad indywidualne prawa jednostki i władzę rodzicielską.
W USA socjolodzy i prawnicy używają terminu „School-to-Prison Pipeline” (rurociąg ze szkoły do więzienia). Opisuje on tendencję do wypychania dzieci z systemu edukacji (poprzez zawieszenia, wydalenia i aresztowania w szkole) wprost do systemu sprawiedliwości karnej. Statystyki pokazują, że problem ten dotyka nieproporcjonalnie częściej dzieci z mniejszości etnicznych oraz dzieci z niepełnosprawnościami (np. z autyzmem czy ADHD), których reakcje behawioralne są błędnie interpretowane jako agresja wymagająca interwencji policji.
Pod wpływem fali oburzenia społecznego i licznych procesów cywilnych, niektóre stany zaczęły modyfikować swoje przepisy. Przykładowo:
Podsumowując, choć opowieści o aresztowaniach niemowląt są mitem, to historie o 6-latkach w kajdankach są bolesną prawdą. System edukacyjny w USA w wielu miejscach wciąż polega na rozwiązaniach siłowych tam, gdzie powinna zadziałać pedagogika i psychologia, a obecność policji w szkołach sprawia, że granica między błędem wychowawczym a czynem karalnym uległa niebezpiecznemu zatarciu.