Gość (37.30.*.*)
Film Alfreda Hitchcocka „Ptaki” z 1963 roku to absolutny klasyk kina grozy, który do dziś potrafi wywołać ciarki na plecach. Choć od premiery minęło ponad 60 lat, wielu widzów wciąż zadaje sobie pytanie: dlaczego te zwierzęta nagle oszalały? Co ciekawe, odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna, ponieważ reżyser celowo pozostawił nas w niepewności, a inspiracja dla filmu pochodzi zarówno z literatury, jak i z mrożących krew w żyłach wydarzeń autentycznych.
Jednym z najważniejszych powodów, dla których ptaki zaatakowały na tak masową skalę właśnie w tym filmie, jest artystyczna wizja Alfreda Hitchcocka. W przeciwieństwie do współczesnych horrorów, które często starają się logicznie wytłumaczyć pochodzenie potwora czy wirusa, Hitchcock świadomie zrezygnował z podania przyczyny agresji zwierząt.
Brak wyjaśnienia sprawia, że zagrożenie staje się wszechobecne i nieprzewidywalne. Gdyby powodem była np. choroba, ludzie mogliby szukać lekarstwa. Gdyby była to zemsta natury za zanieczyszczenie środowiska, mielibyśmy jasny morał. Pozostawiając widzów bez odpowiedzi, reżyser sprawił, że ptaki stały się symbolem pierwotnego, niewytłumaczalnego lęku. W filmie to nie ptaki są „złe” – one po prostu działają w sposób, który wymyka się ludzkiemu rozumowaniu.
Choć scenariusz oparto na opowiadaniu Daphne du Maurier, Hitchcock czerpał inspirację z prawdziwego zdarzenia, które miało miejsce 18 sierpnia 1961 roku w miejscowościach Capitola i Santa Cruz w Kalifornii. Mieszkańcy obudzili się wtedy w samym środku koszmaru: tysiące ptaków z gatunku burzyk szary (Sooty Shearwater) uderzały o ściany domów, wpadały przez okna i atakowały ludzi na ulicach.
Ptaki wymiotowały nadtrawionymi rybami i zachowywały się tak, jakby straciły orientację w przestrzeni. W tamtym czasie nikt nie wiedział, co wywołało ten masowy atak. Hitchcock, który mieszkał niedaleko, był zafascynowany tymi doniesieniami prasowymi i wykorzystał je, by nadać swojemu filmowi realizmu.
Dopiero po wielu latach naukowcy rozwiązali zagadkę z Santa Cruz. Okazało się, że ptaki nie „oszalały” z nienawiści do ludzi, lecz padły ofiarą zatrucia toksynami. Winowajcą były mikroskopijne glony (okrzemki z rodzaju Pseudo-nitzschia), które produkują kwas domoikowy.
Kwas ten jest silną neurotoksyną. Ptaki zjadły ryby (sardele), które wcześniej żywiły się tymi glonami. Toksyna spowodowała u nich uszkodzenia mózgu, dezorientację, drgawki i agresywne zachowanie. To właśnie ta naturalna katastrofa stała się fundamentem dla filmowej wizji masowego ataku.
W filmie „Ptaki” skala agresji jest potęgowana przez fakt, że atakują różne gatunki – od mew po wrony i wróble. W rzeczywistości ptaki rzadko współpracują w ten sposób, ale w świecie Hitchcocka stają się one jedną, zorganizowaną armią.
Warto zwrócić uwagę na kilka aspektów, które sprawiły, że ten atak był tak wyjątkowy:
Praca na planie filmu była dla głównej aktorki, Tippi Hedren, prawdziwym wyzwaniem. W słynnej scenie ataku na poddaszu Hitchcock obiecał jej, że zostaną użyte mechaniczne ptaki. Jednak w dniu zdjęć okazało się, że „mechanika nie działa” i na aktorkę wypuszczono żywe mewy i kruki, które były przywiązane do jej kostiumu cienkimi żyłkami. Zdjęcia trwały pięć dni, a Hedren przypłaciła to załamaniem nerwowym i licznymi zadrapaniami. To poświęcenie widać na ekranie – przerażenie bohaterki jest w dużej mierze autentyczne.
Choć masowe ataki ptaków na ludzi w stylu Hitchcocka są domeną kina, nauka zna przypadki dziwnych zachowań zwierząt wywołanych czynnikami środowiskowymi. Oprócz wspomnianego zatrucia toksynami, ptaki mogą stawać się agresywne w okresie lęgowym, broniąc swoich gniazd. Jednak zjawisko, w którym tysiące ptaków różnych gatunków celowo i systematycznie atakuje ludzkie osady, pozostaje jedynie fascynującym i przerażającym elementem popkultury.
„Ptaki” pozostają jedynym filmem, który przedstawił to zjawisko na taką skalę, ponieważ Hitchcockowi udało się uchwycić coś, co drzemie w każdym z nas – lęk przed tym, że natura, którą uważamy za oswojoną i piękną, może nagle obrócić się przeciwko nam bez żadnego ostrzeżenia.