Gość (83.4.*.*)
Scena z autokarem modelek w filmie „Głupi i głupszy” (1994) to jeden z tych momentów w historii kina komediowego, który stał się absolutnym symbolem czystego, nieskażonego intelektem humoru. Choć od premiery minęły dekady, fani wciąż do niej wracają, a krytycy analizują ją jako podręcznikowy przykład budowania komizmu opartego na ironii losu. Lloyd Christmas (Jim Carrey) i Harry Dunne (Jeff Daniels) spotykają na swojej drodze grupę przepięknych modelek w bikini, których autobus uległ awarii. Dziewczyny szukają dwóch mężczyzn, którzy pomogliby im w smarowaniu ciał olejkiem przed sesją zdjęciową. Reakcja bohaterów? Udzielają im wskazówek dojazdu do najbliższego miasta i odjeżdżają, przekonani, że ich „wielka szansa” wciąż na nich czeka.
Głównym powodem, dla którego ta scena jest uznawana za genialną, jest perfekcyjne podsumowanie charakteru postaci. W jednej krótkiej wymianie zdań bracia Farrelly (reżyserzy) pokazali nam wszystko, co musimy wiedzieć o Lloydzie i Harrym. Ich głupota nie jest złośliwa – oni są po prostu tak beznadziejnie nieświadomi otaczającej ich rzeczywistości, że przegapiają życiową okazję, o której marzy niemal każdy mężczyzna przedstawiony w popkulturze tamtych lat.
Kolejnym aspektem jest subwersja oczekiwań. Widz, przyzwyczajony do schematów kina drogi, spodziewa się, że bohaterowie w końcu „zapunktują”. Tymczasem twórcy serwują nam bolesną, a zarazem komiczną ironię. Chwalona jest także gra aktorska Jima Carreya i Jeffa Danielsa. Ich entuzjazm po odjechaniu od autokaru – przekonanie, że gdzieś tam w Aspen czeka na nich prawdziwe szczęście – jest zagrany z taką szczerością, że widzowi trudno się nie śmiać, mimo współczucia dla ich ignorancji.
Scena ta jest często przywoływana w podręcznikach scenopisarstwa jako przykład idealnego wykorzystania „ironii dramatycznej”. To sytuacja, w której widz wie znacznie więcej niż bohaterowie. My widzimy okazję, oni widzą tylko problem logistyczny. To właśnie to napięcie między wiedzą widza a niewiedzą postaci generuje największy wybuch śmiechu.
Choć scena ta jest kultowa, nie brakuje głosów krytycznych, szczególnie z perspektywy współczesnego widza. Krytyka zazwyczaj skupia się na dwóch obszarach:
Część krytyków filmowych w momencie premiery wytykała filmowi, że scena z autokarem to humor „najniższego wspólnego mianownika”. Zarzucano jej, że opiera się na najprostszych instynktach i jest zbyt przewidywalna. Jednak czas pokazał, że to właśnie ta prostota pozwoliła jej przetrwać próbę czasu i stać się memem, zanim memy w ogóle istniały.
Warto wiedzieć, że scena ta miała być jeszcze bardziej absurdalna. W pierwotnych założeniach bohaterowie mieli jeszcze dłużej dyskutować z modelkami, co tylko potęgowałoby ich ignorancję. Ostatecznie postawiono na dynamikę – szybka wymiana zdań i odjazd „Psimobila” (Sheepdog) sprawiły, że puenta uderza mocniej.
Co ciekawe, modelki występujące w tej scenie to w rzeczywistości profesjonalne modelki i aktorki, a ich obecność miała być kontrastem dla niechlujnego wyglądu Harry'ego i Lloyda. Kontrast ten – wizualna doskonałość kontra totalny chaos bohaterów – to jeden z fundamentów wizualnego humoru braci Farrelly, który później kopiowano w wielu innych komediach, ale rzadko z tak dobrym skutkiem.