Gość (37.30.*.*)
Jeśli interesujesz się nową falą polskiego jazzu, nazwa Błoto na pewno obiła Ci się o uszy. To jeden z najciekawszych i najbardziej bezkompromisowych projektów muzycznych ostatnich lat, który udowadnia, że jazz wcale nie musi być grzeczny, ułożony i grany w filharmoniach. Błoto to brud, improwizacja i niesamowita energia, która czerpie garściami z hip-hopowej estetyki lat 90.
Historia powstania zespołu jest niemal tak surowa jak ich brzmienie. Błoto to w rzeczywistości kwartet wyłoniony z większego składu – legendarnego już wrocławskiego zespołu EABS (Electro-Acoustic Beat Sessions). Wszystko zaczęło się dość przypadkowo w 2018 roku, podczas przerwy w trasie koncertowej. Muzycy, mając wolny dzień między koncertami, weszli do studia w Brzegu Dolnym i zaczęli po prostu grać.
Z tej spontanicznej, niemal pierwotnej sesji narodził się materiał, który nie pasował do bardziej złożonych, koncepcyjnych projektów EABS. Był zbyt surowy, zbyt "brudny" i zbyt mocno osadzony w hip-hopowym groovie. Tak powstało Błoto – projekt, który stał się osobnym bytem i szybko zyskał status kultowego na polskiej scenie alternatywnej.
Zespół tworzy czterech wybitnych muzyków, z których każdy wnosi do projektu unikalny charakter. Co ciekawe, w Błocie występują pod pseudonimami, co jeszcze bardziej podkreśla ich hip-hopowe korzenie:
Nazwa zespołu idealnie oddaje ich estetykę. Muzyka Błota jest gęsta, lepka i pełna niedoskonałości, które są tutaj w pełni zamierzone. To przeciwieństwo sterylnych nagrań studyjnych. Słychać tu trzaski, przestery i surowość. Inspiracją dla muzyków był tzw. "dirty sound" oraz produkcje legendarnego J Dilli czy Madliba.
To jazz, który spotyka się z hip-hopem na ciemnym podwórku. Zamiast skomplikowanych solówek, mamy tu transowe rytmy, powtarzalne motywy i niesamowitą chemię między muzykami. Błoto gra muzykę bardzo intuicyjną, opartą na wzajemnym słuchaniu się i reagowaniu na żywo.
Zespół zadebiutował albumem "Erozje" (2020), który był zapisem wspomnianej sesji w Brzegu Dolnym. Płyta odniosła ogromny sukces, a winyle rozeszły się w błyskawicznym tempie. Kolejne wydawnictwa tylko potwierdziły ich pozycję:
Warto zauważyć, że tytuły płyt i utworów często nawiązują do natury, ale w kontekście jej degradacji lub ukrytych procesów. To komentarz do stanu współczesnego świata, zmian klimatycznych i kondycji ludzkości.
Jedną z najbardziej imponujących rzeczy w przypadku Błota jest tempo ich pracy. Ich debiutancki album "Erozje" został zarejestrowany w zaledwie jeden dzień, bez wcześniejszych prób czy przygotowanych kompozycji. To, co słyszymy na płycie, to czysta improwizacja "tu i teraz". Muzycy często podkreślają, że Błoto to dla nich wentyl bezpieczeństwa – miejsce, gdzie mogą odrzucić akademickie zasady i po prostu cieszyć się wspólnym graniem.
Jeśli szukasz muzyki, która nie pozostawia obojętnym, świetnie sprawdza się zarówno na słuchawkach podczas spaceru po mieście, jak i na głośnym koncercie, Błoto jest pozycją obowiązkową. To dowód na to, że polski jazz ma się świetnie i potrafi mówić nowoczesnym, zrozumiałym językiem.