Gość (37.30.*.*)
Pojęcie naturalizmu pojawia się w naszym życiu w różnych kontekstach – od lekcji języka polskiego, przez filozofię, aż po współczesne trendy związane ze stylem życia „eko”. Najczęściej jednak, gdy słyszymy, że naturaliści „żyją gorzej”, odnosi się to do konkretnego nurtu literackiego i światopoglądowego, który ukształtował się w XIX wieku. Aby zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, musimy przyjrzeć się temu, jak naturaliści postrzegają człowieka i otaczający go świat.
Naturalizm jako prąd literacki i artystyczny narodził się we Francji, a jego głównym teoretykiem był Emil Zola. Naturaliści wierzyli, że literatura powinna być jak badanie naukowe. Pisarz nie był dla nich artystą bujającym w obłokach, lecz obserwatorem, który z niemal chirurgiczną precyzją opisuje rzeczywistość.
Dla naturalisty człowiek to przede wszystkim istota biologiczna. Nasze zachowania, wybory i losy nie wynikają z działania sił wyższych czy „przeznaczenia”, ale są wypadkową dwóch czynników: dziedziczności (genów) oraz środowiska, w którym żyjemy. To podejście nazywamy determinizmem. Jeśli urodziłeś się w biedzie, a Twoi przodkowie zmagali się z nałogami, naturalista uznałby, że Twoja ścieżka jest w dużej mierze z góry określona.
Stwierdzenie, że naturaliści „żyją gorzej”, nie odnosi się do ich osobistego komfortu życia, ale do sposobu, w jaki przedstawiali świat w swoich dziełach oraz jak postrzegali ludzką egzystencję. Istnieje kilka powodów, dla których ten nurt kojarzy się z pesymizmem i trudnymi warunkami:
W dzisiejszych czasach słowo „naturalista” nabrało zupełnie nowego znaczenia. Często określamy tak osoby, które starają się żyć w zgodzie z naturą, unikają chemii, przetworzonej żywności i nadmiaru technologii. Czy o nich też można powiedzieć, że „żyją gorzej”?
W oczach zwolenników konsumpcjonizmu – być może tak. Życie bez klimatyzacji, najnowszego smartfona czy szybkich dań z mikrofalówki może wydawać się uciążliwe. Jednak dla współczesnych naturalistów ten „gorszy” (skromniejszy) standard życia jest świadomym wyborem, który ma prowadzić do lepszego zdrowia psychicznego i fizycznego. To odwrócenie XIX-wiecznej karty: tam naturalizm był smutną koniecznością i diagnozą upadku, dziś bywa formą ucieczki przed chaosem cywilizacji.
Czy wiesz, że Emil Zola, pisząc swoje najsłynniejsze powieści, prowadził obszerne notatki terenowe? Zanim opisał losy górników w powieści „Germinal”, sam zjechał do kopalni, rozmawiał z robotnikami i obserwował ich codzienne życie. To właśnie to dążenie do prawdy, nawet tej najbrudniejszej, sprawiło, że naturalizm do dziś jest uważany za jeden z najbardziej sugestywnych nurtów w historii.
Patrzenie na świat przez pryzmat naturalizmu ma swoje wady i zalety. Z jednej strony uczy nas pokory wobec biologii i pokazuje, jak wielki wpływ na człowieka ma jego otoczenie. Dzięki naturalistom zaczęto zwracać uwagę na problemy społeczne, które wcześniej zamiatano pod dywan.
Z drugiej strony, całkowite odrzucenie duchowości i wiary w wolną wolę może prowadzić do nihilizmu. Jeśli uznamy, że jesteśmy tylko sumą naszych genów, tracimy motywację do samodoskonalenia. Kluczem wydaje się więc znalezienie balansu – docenienie praw natury, przy jednoczesnym zachowaniu wiary w to, że jako ludzie mamy wpływ na swój los, niezależnie od tego, w jakim punkcie startujemy.