Jakie masz pytanie?

lub

Co by się stało, gdyby człowiek posiadał żołądek zdolny do trawienia chityny, lektyn, oligosacharydów i inhibitorów, potrafił pozyskiwać z cukrów oraz tłuszczów dwa razy więcej kalorii niż obecnie, posiadał organ produkujący witaminę B2, a także trzecie oko nad nosem widzące w ultrafiolecie i promieniowaniu alfa oraz gamma?

Ewolucyjne modyfikacje człowieka superzdolności biologiczne nowe możliwości sensoryczne trawienie chityny i lektyn podwójna kaloryczność pożywienia
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wyobraźmy sobie istotę, która na pierwszy rzut oka przypomina człowieka, ale jej biologia została podkręcona do granic możliwości. Taka ewolucyjna „aktualizacja” całkowicie zmieniłaby nie tylko nasz sposób odżywiania, ale i całą strukturę społeczną, gospodarkę oraz sposób, w jaki postrzegamy bezpieczeństwo. Gdybyśmy mogli trawić wszystko, co dziś nas truje lub jest dla nas bezwartościowe, i widzielibyśmy to, co zabójcze, świat stałby się zupełnie innym miejscem.

Dieta bez ograniczeń, czyli żołądek ze stali

Obecnie wiele produktów roślinnych i zwierzęcych wymaga obróbki termicznej, by nie wywoływać rewolucji żołądkowych. Zdolność do trawienia chityny oznaczałaby, że owady stałyby się pełnowartościowym i łatwo dostępnym źródłem białka, bez konieczności ich mielenia czy przetwarzania. Chitynowy pancerzyk chrząszcza byłby dla nas tak samo jadalny jak miąższ jabłka.

Z kolei neutralizacja lektyn, oligosacharydów i inhibitorów enzymów sprawiłaby, że surowe rośliny strączkowe czy zboża przestałyby być problematyczne. Zniknęłyby wzdęcia, bóle brzucha i problemy z przyswajaniem minerałów. Taki człowiek mógłby wejść na pole surowej soi i najeść się do syta bez żadnych konsekwencji zdrowotnych. To w praktyce oznaczałoby koniec problemu głodu w wielu regionach świata, gdzie dostęp do paliwa i czystej wody do gotowania jest ograniczony.

Pułapka podwójnej energii

Zdolność do pozyskiwania dwa razy większej ilości kalorii z cukrów i tłuszczów brzmi jak marzenie sportowca, ale w dobie powszechnego dostępu do żywności byłaby to prosta droga do globalnej epidemii otyłości. Jeśli pączek, który ma 300 kcal, dostarczałby nam nagle 600 kcal „zysku” energetycznego, nasze zapotrzebowanie na jedzenie spadłoby o połowę.

W świecie survivalu byłaby to ogromna przewaga – człowiek mógłby przetrwać na minimalnych racjach żywnościowych dwa razy dłużej niż obecnie. Jednak w cywilizacji nadmiaru musielibyśmy drastycznie zmienić nawyki żywieniowe. Prawdopodobnie jedlibyśmy jeden niewielki posiłek dziennie, a reszta czasu poświęcana na konsumpcję stałaby się zbędna. Nasz metabolizm musiałby pracować niezwykle wydajnie, by zarządzać tak potężnym zastrzykiem energii bez obciążania serca i stawów.

Własna fabryka witaminy B2

Witamina B2 (ryboflawina) jest kluczowa dla metabolizmu energetycznego i zdrowia wzroku. Posiadanie organu, który ją produkuje, uniezależniłoby nas od źródeł zewnętrznych, takich jak nabiał czy mięso. W połączeniu z wydajniejszym trawieniem, taki człowiek stałaby się niemal samowystarczalną jednostką biologiczną. Ryboflawina bierze udział w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym, więc dodatkowy organ mógłby znacząco spowolnić procesy starzenia i poprawić regenerację organizmu po wysiłku.

Trzecie oko – widzenie niewidzialnego

Najbardziej fantastyczną zmianą byłoby jednak trzecie oko umieszczone nad nosem. Jego zdolności wykraczałyby daleko poza to, co znamy z filmów science-fiction.

Świat w ultrafiolecie

Widzenie w UV pozwoliłoby nam dostrzegać wzory na kwiatach niewidoczne dla zwykłego oka, lepiej oceniać dojrzałość owoców czy śledzić ślady biologiczne (niektóre płyny ustrojowe fluoryzują w UV). Moglibyśmy też „widzieć” stopień nasłonecznienia i wiedzieć dokładnie, kiedy grozi nam oparzenie słoneczne, zanim jeszcze skóra zrobi się czerwona.

Detektor promieniowania alfa i gamma

To funkcja, która zmieniłaby nas w żywe liczniki Geigera. Promieniowanie alfa jest zatrzymywane przez naskórek, więc widzenie go pozwoliłoby unikać kontaktu z pyłem radioaktywnym, który jest groźny po połknięciu lub wdychaniu.

Widzenie promieniowania gamma byłoby jednak najbardziej przerażające i fascynujące zarazem. Promienie gamma są niezwykle przenikliwe. Człowiek z taką zdolnością widziałby „błyski” pochodzące z kosmosu, a także naturalne promieniowanie tła wydobywające się z niektórych skał czy materiałów budowlanych. W medycynie czy energetyce jądrowej tacy ludzie byliby niezastąpionymi ekspertami, potrafiącymi „zobaczyć” nieszczelność w osłonach radiacyjnych bez użycia specjalistycznego sprzętu.

Ciekawostka: Dlaczego nie widzimy promieniowania gamma?

Ewolucja nie wyposażyła nas w oczy czułe na promieniowanie gamma z prostego powodu: jest ono zbyt rzadkie w naszym naturalnym środowisku, by wytworzenie tak skomplikowanego organu było opłacalne. Co więcej, fotony gamma mają tak ogromną energię, że zamiast być rejestrowane przez receptory, po prostu by je niszczyły, rozbijając cząsteczki DNA i białek wewnątrz oka. „Super-oko” musiałoby więc posiadać zupełnie inną strukturę molekularną, odporną na jonizację, co prawdopodobnie wymagałoby oparcia biologii na innych pierwiastkach niż węgiel.

Gdybyśmy posiadali te wszystkie cechy, bylibyśmy gatunkiem idealnie skrojonym pod kolonizację innych planet. Odporność na trudną dietę, wydajność energetyczna i naturalny system ostrzegania przed promieniowaniem kosmicznym to zestaw cech idealnego astronauty. Na Ziemi jednak, takie zmiany uczyniłyby z nas istoty niemal obce, żyjące w zupełnie innej rzeczywistości sensorycznej i dietetycznej niż reszta królestwa zwierząt.

Podziel się z innymi: