Gość (37.30.*.*)
Kosmos kojarzy nam się zazwyczaj z próżnią i suchymi, martwymi skałami, ale rzeczywistość jest o wiele bardziej „mokra”, niż mogłoby się wydawać. Woda jest jednym z najpowszechniejszych związków we wszechświecie, a obiekty takie jak komety czy niektóre planetoidy są jej prawdziwymi magazynami. Gdybyśmy mogli przyjrzeć się z bliska typowej komecie, zobaczylibyśmy coś, co astronomowie często nazywają „brudną śnieżką” – mieszaninę lodu wodnego, zamrożonych gazów (takich jak tlenek węgla czy metan) oraz pyłu i odłamków skalnych.
Komety to mistrzynie w przechowywaniu wody. Szacuje się, że lód może stanowić nawet 80% ich objętości. Jednak nie tylko one niosą ze sobą życiodajny płyn. Istnieje specyficzna grupa meteorytów, zwana chondrytami węglistymi, które zawierają wodę uwięzioną w strukturze minerałów ilastych. Choć nie jest to lód, który można by po prostu rozpuścić w szklance, to po podgrzaniu taka skała uwalnia parę wodną. Naukowcy przypuszczają, że to właśnie intensywne bombardowanie Ziemi przez takie obiekty miliardy lat temu mogło przynieść na naszą planetę znaczną część wody, która dziś wypełnia oceany.
Zastanówmy się teraz, co stałoby się, gdyby obiekt o masie około 15-20 kilogramów, składający się głównie z lodu i posiadający lekką, kruchą otoczkę, wleciał w ziemską atmosferę. Choć liczba „kilkanaście kilogramów” może brzmieć groźnie, w skali kosmicznej jest to drobinka, która dla samej planety nie stanowiłaby żadnego zagrożenia.
Gdy taki obiekt uderza w górne warstwy atmosfery z prędkością kilkunastu kilometrów na sekundę, dochodzi do gwałtownego tarcia. Energia kinetyczna zamienia się w ciepło, a temperatura wokół obiektu wzrasta do tysięcy stopni Celsjusza. W przypadku obiektu „lodowego” z lekką otoczką, finał byłby widowiskowy, ale krótki:
To pytanie dotyka jednej z najbardziej fascynujących zagadek astrobiologii. Krótka odpowiedź brzmi: to mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Dłuższa odpowiedź wymaga rozróżnienia między „cegiełkami życia” a samym życiem.
W meteorytach, takich jak słynny meteoryt Murchison, naukowcy wielokrotnie znajdowali aminokwasy. Aminokwasy to proste związki organiczne, z których budowane są białka. Skoro aminokwasy mogą powstawać w kosmosie naturalnie, to czy mogą tam powstać całe białka?
W 2020 roku zespół badaczy ogłosił odkrycie wewnątrz meteorytu białka nazwanego „hemolityną”. Zawiera ono żelazo i lit i ma strukturę typową dla białek ziemskich, choć różni się od nich składem izotopowym, co sugeruje jego pozaziemskie pochodzenie. Należy jednak zaznaczyć, że środowisko naukowe podchodzi do tego odkrycia z dużą ostrożnością – weryfikacja takich znalezisk trwa lata, a ryzyko zanieczyszczenia próbki ziemską materią jest zawsze wysokie.
Białka są strukturami bardzo delikatnymi. Wymagają specyficznych warunków, aby zachować swoją formę i funkcję. Ekstremalne zimno kosmosu, promieniowanie UV oraz promieniowanie kosmiczne działają niszcząco na złożone wiązania chemiczne. Nawet jeśli białko przetrwałoby podróż przez próżnię, musiałoby jeszcze przetrwać piekło wejścia w atmosferę. W obiekcie o masie kilkunastu kilogramów, który niemal w całości wyparowuje, szanse na to, że złożone struktury organiczne dotrą na powierzchnię w nienaruszonym stanie, są bliskie zeru.
Mimo trudności, wielu naukowców wierzy w teorię panspermii. Zakłada ona, że życie (lub jego zaawansowane prekursory, jak białka i kwasy nukleinowe) nie powstało na Ziemi, lecz zostało tu „zasiane” przez komety i meteoryty. Jeśli duży obiekt (o masie wielu ton) uderzyłby w Ziemię, jego wnętrze mogłoby pozostać relatywnie chłodne podczas spadku, chroniąc organicznych pasażerów przed spaleniem. W takim scenariuszu kosmiczne białka mogłyby odegrać kluczową rolę w ewolucji życia na naszej planecie.
Podsumowując, kosmos jest pełen wody i podstawowych składników chemicznych, które znamy z biologii. Choć mały, kilkunastokilogramowy obiekt nie zmieniłby losów dzisiejszej Ziemi, to miliardy lat temu podobne, choć znacznie większe transporty wody i materii organicznej, mogły uczynić naszą planetę błękitnym domem, który znamy dzisiaj.