Gość (83.4.*.*)
Wenus często nazywana jest „siostrą Ziemi”, ale to siostra z najgorszych koszmarów. Choć wielkością przypomina naszą planetę, panujące tam warunki są skrajnie nieprzyjazne: temperatura powierzchni sięga 460°C, a ciśnienie jest 92 razy wyższe niż na Ziemi. Głównym winowajcą jest atmosfera składająca się w 96% z dwutlenku węgla ($CO_2$). Gdybyśmy za pomocą kosmicznej różdżki zamienili cały ten dwutlenek węgla w metan ($CH_4$), Wenus zmieniłaby się nie do poznania, ale wcale nie na lepsze.
Pierwszą i najważniejszą konsekwencją takiej zamiany byłaby gwałtowna zmiana temperatury. Dwutlenek węgla jest silnym gazem cieplarnianym, ale metan to w tej kategorii prawdziwy zawodnik wagi ciężkiej. W skali stulecia metan jest około 25–30 razy skuteczniejszy w zatrzymywaniu ciepła niż $CO_2$, a w krótszej perspektywie (20 lat) nawet 80 razy silniejszy.
Jeśli zastąpilibyśmy obecny $CO_2$ taką samą liczbą cząsteczek metanu, efekt cieplarniany na Wenus wymknąłby się spod jakiejkolwiek kontroli. Planeta, która już teraz jest najgorętsza w Układzie Słonecznym, stałaby się prawdziwym piekłem. Temperatura mogłaby wzrosnąć do poziomu, w którym skały zaczęłyby świecić na czerwono, a niektóre minerały na powierzchni po prostu by stopniały.
Ciekawym aspektem tej hipotetycznej przemiany jest zmiana masy atmosfery. Aby zrozumieć, co stałoby się z ciśnieniem, musimy spojrzeć na masy cząsteczkowe obu gazów:
Metan jest znacznie lżejszy od dwutlenku węgla. Jeśli zamiana nastąpiłaby w stosunku 1:1 (jedna cząsteczka $CO_2$ zmienia się w jedną cząsteczkę $CH_4$), masa atmosfery Wenus spadłaby drastycznie – o ponad 60%. To z kolei oznaczałoby spadek ciśnienia atmosferycznego. Zamiast miażdżącego 92-krotnego ciśnienia ziemskiego, mielibyśmy około 30–35 atmosfer. To wciąż ogromna wartość (odpowiadająca zanurzeniu na około 300-350 metrów w ziemskim oceanie), ale znacznie mniejsza niż obecnie.
W rzeczywistości zamiana $CO_2$ w $CH_4$ nie jest magicznym procesem, lecz reakcją chemiczną znaną jako reakcja Sabatiera. Wygląda ona następująco:
$$CO_2 + 4H_2 \rightarrow CH_4 + 2H_2O$$
Aby przekształcić dwutlenek węgla w metan, potrzebowalibyśmy gigantycznych ilości wodoru ($H_2$). Wenus jest jednak planetą niemal całkowicie pozbawioną wolnego wodoru – większość tego pierwiastka uciekła w przestrzeń kosmiczną miliardy lat temu.
Gdybyśmy jednak dostarczyli ten wodór „z zewnątrz”, produktem ubocznym byłaby ogromna ilość wody ($H_2O$). W temperaturach panujących na Wenus woda ta natychmiast stałaby się parą wodną, która jest... kolejnym potężnym gazem cieplarnianym. To doprowadziłoby do powstania wilgotnego, supergorącego kotła, w którym atmosfera byłaby gęstą mieszanką metanu i pary wodnej.
Obecnie Wenus jest żółtawo-biała z powodu grubych chmur kwasu siarkowego. Metan w atmosferze, pod wpływem promieniowania ultrafioletowego ze Słońca, ulega fotolizie – rozpada się i tworzy złożone węglowodory, podobne do tych, które widzimy na Tytanie (księżycu Saturna).
Zamiast czystego, błękitnego nieba, Wenus prawdopodobnie pokryłaby się gęstą, pomarańczową mgłą organicznego smogu. Widoczność na powierzchni byłaby bliska zeru, a słońce ledwie przebijałoby się przez toksyczną zawiesinę.
Na Ziemi metan jest często produktem procesów biologicznych. Gdy astronomowie odkrywają metan w atmosferach innych planet, zawsze pojawia się dreszczyk emocji – czy to ślad życia? Jednak w przypadku Wenus, przy tak ekstremalnych temperaturach, metan byłby czysto chemicznym produktem, a życie (takie, jakie znamy) nie miałoby najmniejszych szans na przetrwanie w tym nowym, jeszcze gorętszym świecie.
Gdybyśmy przeprowadzili taką symulację, bilans zmian wyglądałby następująco:
Zamiana dwutlenku węgla w metan na Wenus nie uczyniłaby jej drugą Ziemią. Wręcz przeciwnie – zamieniłaby „piekarnik” w „hutniczy piec”, tworząc planetę jeszcze bardziej egzotyczną i nieprzyjazną dla człowieka.