Gość (37.30.*.*)
Wprowadzenie do polskiego porządku prawnego pełnego systemu ugód (na wzór amerykańskiego plea bargaining), zasady bezwzględnego sumowania kar oraz prywatyzacji więziennictwa byłoby fundamentalną zmianą filozofii karania. Taka wizja budzi ogromne emocje, ponieważ łączy w sobie aspekty ekonomiczne, społeczne i etyczne. Aby zrozumieć, czy prywatne więzienia miałyby w takim układzie sens, musimy najpierw przyjrzeć się, jak te poszczególne elementy na siebie oddziałują.
Obecnie w Polsce obowiązuje system kary łącznej, który opiera się na zasadzie asperacji – kara za kilka przestępstw jest zazwyczaj niższa niż prosta suma kar cząstkowych. Gdybyśmy przeszli na system sumowania (kumulacji), wyroki rzędu 50, 100 czy 150 lat więzienia stałyby się rzeczywistością. To z kolei drastycznie zwiększyłoby populację więzienną w bardzo krótkim czasie.
Z kolei szeroki system ugód w sprawach karnych i dotyczących nieletnich sprawiłby, że procesy stałyby się błyskawiczne. Zamiast wieloletnich batalii sądowych, mielibyśmy szybkie "produkty" wymiaru sprawiedliwości. Efekt? Jeszcze więcej skazanych trafiających do systemu w jeszcze krótszym czasie. W takim scenariuszu państwowa infrastruktura więzienna prawdopodobnie przestałaby być wydolna w ciągu zaledwie kilku lat. I tu właśnie pojawia się koncepcja prywatnych więzień jako odpowiedzi na logistyczny kryzys.
Głównym argumentem przemawiającym za dopuszczeniem prywatnych podmiotów do prowadzenia zakładów karnych i ośrodków dla nieletnich jest zazwyczaj efektywność ekonomiczna i szybkość działania. Państwo, skrępowane procedurami przetargowymi i budżetowymi, buduje nowe obiekty wolno i drogo. Prywatny inwestor może postawić nowoczesny ośrodek szybciej, licząc na zysk z późniejszego kontraktu z rządem.
W takim systemie celem byłoby:
Środowisko prawnicze w Polsce jest w tej kwestii wyjątkowo sceptyczne, a głosy poparcia dla prywatyzacji więziennictwa należą do rzadkości. Eksperci wskazują na kilka kluczowych zagrożeń, które mogłyby podważyć sens istnienia takiego systemu.
Prawnicy podkreślają, że prywatne więzienie to przedsiębiorstwo, które musi zarabiać. Zysk zależy od liczby osadzonych i długości ich wyroków. Pojawia się więc niebezpieczny lobbing: prywatne firmy mogłyby naciskać na zaostrzanie prawa karnego i utrzymywanie surowych zasad sumowania kar, aby zapewnić sobie "klientów". Specjaliści nazywają to zjawiskiem "kompleksu przemysłowo-więziennego".
W systemie prywatnym każda złotówka wydana na psychologa, kursy zawodowe czy terapię dla nieletnich jest kosztem, który pomniejsza zysk firmy. Istnieje uzasadniona obawa, że prywatne ośrodki skupiałyby się wyłącznie na izolacji (najtańsza opcja), całkowicie zarzucając resocjalizację. Dla prawników zajmujących się sprawami nieletnich jest to argument krytyczny – w przypadku młodych osób celem nadrzędnym ma być wychowanie, a nie czysty zysk.
Konstytucjonaliści zwracają uwagę na problem natury fundamentalnej: czy państwo może delegować na prywatną firmę prawo do stosowania przymusu bezpośredniego i ograniczania wolności obywateli? W polskim systemie prawnym funkcja władcza państwa jest uznawana za niezbywalną. Przekazanie kluczy do cel prywatnym strażnikom budzi wątpliwości co do zgodności z Konstytucją RP.
Patrząc przez pryzmat logistyki – tak, przy sumowaniu kar i masowych ugodach, prywatne więzienia mogłyby być jedynym sposobem na uniknięcie gigantycznego przeludnienia cel. Jednak patrząc przez pryzmat sprawiedliwości społecznej i bezpieczeństwa prawnego – sens ten staje się wątpliwy.
Specjaliści od resocjalizacji dodają ciekawostkę: w krajach, gdzie wprowadzono prywatne ośrodki dla nieletnich, odnotowano zjawisko tzw. "cherry picking". Prywatne firmy chętnie przyjmują "łatwych" podopiecznych, a tych sprawiających największe problemy wychowawcze odsyłają do placówek państwowych, co generuje dodatkowe koszty dla budżetu, zamiast go odciążać.
Wprowadzenie takiego pakietu zmian (ugody + sumowanie kar + prywatne więzienia) stworzyłoby system nastawiony na przepustowość i wynik finansowy, a nie na sprawiedliwość czy naprawę sprawcy. Choć z punktu widzenia "zarządzania masą więzienną" prywatne placówki mogłyby wydawać się rozwiązaniem, większość prawników ostrzega, że cena, jaką zapłacilibyśmy w postaci spadku standardów praw człowieka i ryzyka korupcji, byłaby zbyt wysoka.
Warto dodać, że w Europie dominuje model więziennictwa publicznego, a nieliczne próby prywatyzacji (np. w Wielkiej Brytanii czy Francji) są poddawane bardzo ścisłej kontroli państwowej i często dotyczą jedynie usług pomocniczych (catering, ochrona obwodowa), a nie całościowego zarządzania jednostką. Polska, ze swoją tradycją prawną, wydaje się obecnie bardzo odległa od akceptacji modelu, w którym wyrok sądu staje się źródłem dochodu dla prywatnego akcjonariusza.