Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego Natasza Urbańska została skrytykowana za scenę z ciężkim karabinem maszynowym w filmie „1920 Bitwa Warszawska”?

Natasza Urbańska CKM scena krytyka filmu 1920 realizm scen batalistycznych
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Film „1920 Bitwa Warszawska” w reżyserii Jerzego Hoffmana miał być wielkim, narodowym eposem, zrealizowanym z rozmachem i przy użyciu nowoczesnej technologii 3D. Jednak po premierze w 2011 roku, zamiast o kunszcie historycznym, media i internauci huczeli o jednej konkretnej scenie. Chodzi o moment, w którym grana przez Nataszę Urbańską bohaterka, Ola Raniewska, chwyta za ciężki karabin maszynowy (CKM) i zaczyna siać spustoszenie w szeregach bolszewików. Krytyka, która spadła na tę scenę, była miażdżąca i wielowątkowa – od kwestii technicznych, przez historyczne, aż po czysto estetyczne.

Brak realizmu i prawa fizyki

Głównym powodem, dla którego scena ta stała się obiektem drwin, był rażący brak realizmu w sposobie operowania bronią. Ciężki karabin maszynowy Maxim wz. 1910, którego używała bohaterka, nie bez powodu ma w nazwie przymiotnik „ciężki”. Sama chłodnica z wodą i mechanizm ważyły około 20 kilogramów, a do tego dochodziła podstawa kołowa (tzw. podstawa Sokołowa), co łącznie dawało masę blisko 60-70 kilogramów.

W filmie Natasza Urbańska operuje tą bronią z lekkością, która sugeruje, że karabin waży tyle, co plastikowa zabawka. Widzowie wytykali, że postać grana przez aktorkę nie odczuwa niemal żadnego odrzutu, a sposób, w jaki „miota” lufą na boki, jest fizycznie niemożliwy dla drobnej kobiety w ferworze walki. Zamiast dramatyzmu starcia, otrzymaliśmy obrazek przypominający niskobudżetowe kino akcji, co w kontekście poważnego filmu historycznego wypadło po prostu niewiarygodnie.

Problemy z obsługą historycznej broni

Kolejnym punktem zapalnym była kwestia technicznej obsługi CKM-u. W rzeczywistości Maxim był bronią zespołową. Do jego sprawnego działania potrzeba było zazwyczaj od 3 do 5 osób – celowniczego, amunicyjnego oraz pomocników transportujących ciężkie skrzynki z taśmami amunicyjnymi i wodę do chłodzenia lufy.

Scena, w której samotna kobieta, bez żadnego wsparcia, prowadzi skuteczny i długotrwały ogień zaporowy, została uznana za historyczny absurd. Eksperci od militariów podkreślali, że w warunkach polowych takie operowanie bronią doprowadziłoby do jej natychmiastowego zacięcia lub przegrzania, nie mówiąc już o trudnościach z przeładowaniem taśmy przez jedną osobę.

Ciekawostka: Dlaczego CKM Maxim potrzebował wody?

Maxim wz. 1910 był chłodzony cieczą. Charakterystyczna „gruba” lufa to w rzeczywistości osłona wypełniona wodą. Podczas intensywnego strzelania woda wrzała, a para była odprowadzana specjalnym wężykiem do kondensatora. Bez wody lufa wyginała się po wystrzeleniu zaledwie kilkuset pocisków, czyniąc broń bezużyteczną.

Estetyka „teledyskowa” i efekt Rambo

Krytycy filmowi zwracali uwagę, że scena ta bardziej przypominała występ w musicalu lub teledysku niż realną walkę o życie w błocie i pyle bitewnym. Postać grana przez Urbańską, mimo trwającej rzezi, prezentowała się nienagannie – makijaż i fryzura zdawały się nie reagować na warunki atmosferyczne i dym prochowy.

Porównania do Rambo nie były komplementem. O ile w kinie klasy B przerysowane sceny akcji są akceptowalne, o tyle w produkcji mającej upamiętniać jedno z najważniejszych zwycięstw polskiego oręża, taka „hollywoodzka” przesada została odebrana jako infantylna i niegodna tematu. Internauci szybko zaczęli tworzyć memy, a scena z CKM-em stała się symbolem niewykorzystanego potencjału filmu.

Odbiór aktorski i reżyserski

Warto wspomnieć, że sama Natasza Urbańska stała się poniekąd ofiarą wizji reżyserskiej Jerzego Hoffmana. Aktorka wielokrotnie podkreślała w wywiadach, że na planie dawała z siebie wszystko i wykonywała polecenia reżysera. Jednak to właśnie Hoffman podjął decyzję o takim, a nie innym montażu i sposobie prowadzenia kamery. Krytyka skupiła się na Urbańskiej również dlatego, że dla wielu widzów jej obsadzenie w głównej roli było kontrowersyjne od samego początku – kojarzono ją głównie z teatrem muzycznym Studio Buffo, a nie z dramatem wojennym.

Scena z karabinem maszynowym w „1920 Bitwie Warszawskiej” do dziś pozostaje podręcznikowym przykładem tego, jak brak dbałości o detale techniczne i nadmierna chęć stworzenia efektownego widowiska mogą przyćmić historyczny przekaz filmu. Zamiast wzruszenia i dumy, u wielu widzów wywołała ona jedynie uśmiech politowania, stając się jednym z najbardziej dyskutowanych momentów w polskim kinie po 2010 roku.

Podziel się z innymi: