Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie tę scenę: stoisz w Sztokholmie lub Oslo, w blasku jupiterów, przed Tobą siedzi rodzina królewska, wybitni naukowcy i cały świat przed ekranami telewizorów. Adrenalina sięga zenitu, a serce bije jak oszalałe. W takiej chwili nietrudno o przejęzyczenie lub zwykłe przeoczenie. Choć mowa noblowska jest jednym z najważniejszych wystąpień w życiu laureata, to w rzeczywistości pominięcie kogoś w powitaniach – nawet monarchy – nie wywołuje skandalu dyplomatycznego, który skutkowałby odebraniem nagrody.
Wiele osób uważa, że ceremonie noblowskie są skrępowane niezwykle surowym protokołem, którego złamanie grozi poważnymi konsekwencjami. Prawda jest jednak nieco bardziej ludzka. Owszem, istnieje pewna tradycja i etykieta – zazwyczaj zaczyna się od zwrotu do „Waszej Królewskiej Mości”, „Waszych Królewskich Wysokości” oraz członków Komitetu Noblowskiego. To wyraz szacunku dla gospodarzy i fundacji.
Jeśli jednak laureat, zżerany przez tremę, zapomni o kimś z tej listy, świat się nie zawali. Fundacja Noblowska nie posiada w swoim regulaminie zapisów, które karałyby za błędy w etykiecie podczas przemówienia. Nagroda jest przyznawana za konkretne osiągnięcia naukowe, literackie lub działania na rzecz pokoju, a nie za umiejętności krasomówcze czy nienaganną pamięć do nazwisk.
W praktyce najczęstszą reakcją na takie przeoczenie jest po prostu... dyskretne milczenie lub lekki uśmiech ze strony publiczności. Większość osób obecnych na sali zdaje sobie sprawę z ogromnej presji, jaka towarzyszy laureatowi.
Historia zna przypadki, w których laureaci wykorzystywali swoje mowy do manifestów politycznych lub celowo pomijali pewne aspekty, co budziło znacznie większe kontrowersje niż zwykłe zapominalstwo. Jeśli jednak laureat pominąłby kogoś z rodziny królewskiej celowo, mogłoby to zostać uznane za nietakt, ale nadal nie wpłynęłoby to na status samej nagrody.
Warto pamiętać, że mowa noblowska (Nobel Lecture) ma przede wszystkim charakter merytoryczny. Laureat ma za zadanie przedstawić swoją pracę i jej znaczenie dla ludzkości. Powitania to tylko kurtuazyjny wstęp, który choć ważny, nie stanowi sedna uroczystości.
Nie każdy laureat czuje się dobrze w świetle jupiterów. Bob Dylan, laureat Literackiej Nagrody Nobla z 2016 roku, w ogóle nie pojawił się na ceremonii wręczenia nagród, a swoją mowę noblowską dostarczył w formie nagrania audio dopiero kilka miesięcy później (co było warunkiem wypłacenia nagrody pieniężnej). Jego przypadek pokazuje, że Fundacja Noblowska potrafi być elastyczna, o ile ostatecznie dopełni się formalności związanych z wykładem.
Istnieje jeden specyficzny rodzaj pomyłki, który zdarza się częściej niż pominięcie króla – jest to pominięcie współtwórców sukcesu. Nauka to sport zespołowy, a Nagrodę Nobla w danej dziedzinie mogą otrzymać maksymalnie trzy osoby. Często zdarza się, że laureat w swojej mowie stara się wymienić dziesiątki współpracowników, studentów i laborantów, którzy przyczynili się do odkrycia. Jeśli kogoś pominie w tym miejscu, może to wywołać pewne napięcia w środowisku naukowym, ale zazwyczaj jest prostowane w późniejszych wywiadach lub publikacjach.
Podsumowując, pomyłka w powitaniach na początku mowy noblowskiej to jedynie drobna gafa towarzyska. Choć dla samego laureata może być to stresujące doświadczenie, z perspektywy historii i prestiżu nagrody nie ma ono większego znaczenia. Najważniejszy jest wkład, jaki dana osoba wniosła w rozwój ludzkiej wiedzy.