Gość (37.30.*.*)
Dieta oparta na surowych, roślinnych produktach, znana szerzej jako raw veganism, w połączeniu z rygorystycznym postem przerywanym i intensywną aktywnością fizyczną, to model żywienia, który budzi spore zainteresowanie, ale i niemałe kontrowersje w świecie medycznym. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się szczytem dbałości o zdrowie, lekarze interniści oraz dietetycy kliniczni patrzą na tak radykalne podejście z dużą dozą ostrożności. Przyjrzyjmy się szczegółowo, co o takim stylu życia sądzą eksperci i jakie zagrożenia oraz korzyści widzą w tym konkretnym modelu.
Z punktu widzenia dietetyka, eliminacja przetworzonej żywności i cukru to ogromny plus. Jednak ograniczenie obróbki termicznej do 42°C (momentu, w którym według zwolenników diety raw nie dochodzi jeszcze do denaturacji enzymów) stwarza poważne wyzwania logistyczne i zdrowotne.
Po pierwsze, wiele roślinnych składników odżywczych staje się lepiej przyswajalnych dopiero po ugotowaniu. Przykładem jest likopen w pomidorach czy beta-karoten w marchewce. Po drugie, surowa dieta jest niezwykle objętościowa. Aby dostarczyć organizmowi odpowiednią liczbę kalorii przy oknie żywieniowym trwającym tylko 6 lub 7 godzin (model 18:6), trzeba by zjeść ogromne ilości warzyw i owoców. Dla wielu osób może to być fizycznie niemożliwe, co prowadzi do chronicznego niedoboru energii.
Dietetycy zwracają również uwagę na tzw. "bombę błonnikową". Choć błonnik jest zdrowy, jego nadmiar w formie wyłącznie surowej może prowadzić do silnych wzdęć, bólów brzucha i upośledzenia wchłaniania minerałów. Kiszonki są tu jasnym punktem – to naturalne probiotyki, które wspierają mikrobiotę jelitową, jednak nie zrekompensują one ewentualnych braków białka czy witamin z grupy B.
Lekarz internista w pierwszej kolejności zapyta o wyniki badań krwi. Dieta wegańska, a zwłaszcza surowa, niesie ze sobą niemal stuprocentowe ryzyko niedoboru witaminy B12, jeśli nie jest ona suplementowana. Brak tej witaminy prowadzi do nieodwracalnych zmian neurologicznych i anemii megaloblastycznej.
Kolejną kwestią jest wpływ na tarczycę i gospodarkę hormonalną. Długotrwały post przerywany (18 godzin bez jedzenia) w połączeniu z godziną intensywnej aktywności fizycznej i niską podażą kalorii może zostać zinterpretowany przez organizm jako stan zagrożenia. U kobiet może to prowadzić do zaburzeń cyklu miesiączkowego, a u obu płci do spowolnienia metabolizmu poprzez obniżenie konwersji hormonów tarczycy (T4 do T3).
Interniści ostrzegają także przed problemami z wchłanianiem żelaza niehemowego (roślinnego) oraz wapnia. Bez odpowiedniej obróbki termicznej (np. moczenia i gotowania strączków, które w diecie raw są ograniczone), kwas fitynowy zawarty w roślinach może skutecznie blokować przyswajanie cennych pierwiastków.
Praktyka picia oleju na czczo jest często promowana jako sposób na "naoliwienie" organizmu lub wsparcie pracy wątroby i pęcherzyka żółciowego. Z medycznego punktu widzenia, nagły wyrzut tłuszczu do pustego żołądka stymuluje silny skurcz pęcherzyka żółciowego.
Dla osoby zdrowej może to być neutralne, ale jeśli ktoś ma nieuświadomione kamienie w pęcherzyku żółciowym, taka praktyka może skończyć się napadem kolki żółciowej i wizytą na SOR-ze. Dietetycy dodają, że olej lepiej spożywać jako dodatek do sałatek – witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (A, D, E, K) zawarte w surowych warzywach zostaną wtedy znacznie lepiej przyswajane.
Model 18:6 jest dość restrykcyjny. O ile post przerywany ma udowodnione działanie wspomagające autofagię (proces "sprzątania" komórek) i poprawę wrażliwości na insulinę, o tyle łączenie go z dietą surową jest ryzykowne. Surowe warzywa i owoce mają niską gęstość kaloryczną. Zjedzenie np. 2500 kcal w ciągu 6 godzin, opierając się na sałatkach, orzechach i kiełkach, wymaga ogromnej dyscypliny i bardzo wydajnego układu trawiennego.
Liczba ta nie jest przypadkowa w filozofii raw food. Przyjmuje się, że powyżej tej temperatury giną naturalne enzymy roślinne, które mają wspomagać trawienie. Nauka jednak wskazuje, że enzymy te i tak ulegają rozkładowi w kwaśnym środowisku naszego żołądka, a organizm człowieka produkuje własne enzymy trawienne niezależnie od tego, czy zje marchewkę surową, czy gotowaną na parze.
Godzina aktywności fizycznej dziennie to zalecenie zgodne z wytycznymi WHO i jest oceniane bardzo pozytywnie. Jednak przy tak niskokalorycznej i specyficznej diecie, należy monitorować poziom regeneracji. Jeśli organizm nie otrzymuje wystarczającej ilości białka (o co trudno na surowym weganizmie bez strączków i zbóż poddanych obróbce), może dochodzić do katabolizmu mięśni zamiast ich budowy.
Całkowita eliminacja cukru (rozumianego jako cukier dodany, sacharoza) to jedna z najlepszych decyzji zdrowotnych. Należy jednak pamiętać, że w diecie surowej naturalnym źródłem energii są owoce, które zawierają fruktozę. W nadmiarze, nawet ta pochodząca z owoców, może obciążać wątrobę, jeśli nie idzie w parze z odpowiednim wydatkiem energetycznym.
Stosowanie tak rygorystycznego modelu wymaga ogromnej wiedzy i regularnych badań. Oto główne punkty, na które wskazują specjaliści:
Lekarze i dietetycy zazwyczaj sugerują model bardziej zrównoważony – np. dietę w 70% opartą na produktach surowych, ale z włączeniem gotowanych kasz, strączków i odpowiednią suplementacją, co pozwala zachować korzyści "surowego" stylu życia przy jednoczesnym zminimalizowaniu ryzyka zdrowotnego.