Gość (37.30.*.*)
W świecie zdominowanym przez kolorowe reklamy suplementów diety i „ekspertów” z mediów społecznościowych, łatwo ulec wrażeniu, że bez garści tabletek każdego ranka nasze organizmy po prostu przestaną działać. Twierdzenie, że bez suplementacji witamin B2, B12 i kwasu foliowego nie można być zdrowym, to klasyczny przykład półprawdy, która miesza fakty naukowe z marketingową przesadą. Aby zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, musimy oddzielić zapotrzebowanie organizmu na te składniki od konieczności przyjmowania ich w formie preparatów z apteki.
Krótka odpowiedź brzmi: nie, to nie jest prawda dla ogółu populacji. Zdrowy człowiek, odżywiający się w sposób zróżnicowany i zbilansowany, jest w stanie dostarczyć większość tych witamin wraz z pożywieniem. Istnieją jednak bardzo konkretne grupy osób i sytuacje zdrowotne, w których suplementacja staje się nie tyle wyborem, co koniecznością medyczną.
Kluczem do zrozumienia tego „mitu” jest rozróżnienie między obecnością witamin w organizmie a sposobem ich dostarczania. Twoje ciało bezwzględnie potrzebuje B2, B12 i kwasu foliowego do życia, ale dla większości z nas najlepszym źródłem pozostaje talerz, a nie plastikowe opakowanie.
Jeśli mielibyśmy wskazać jedną witaminę z tej grupy, której suplementacja jest najczęściej uzasadniona, byłaby to witamina B12 (kobalamina). Tutaj sprawa jest dość jasna:
W tych przypadkach twierdzenie, że „bez suplementacji nie można być zdrowym”, staje się faktem. Jednak dla osoby jedzącej mięso, ryby, jaja i nabiał, dodatkowe tabletki zazwyczaj nie wnoszą żadnej wartości dodanej.
Kwas foliowy (witamina B9) jest kluczowy dla syntezy DNA i podziału komórek. Jego suplementacja jest standardem i koniecznością u kobiet planujących ciążę oraz będących w ciąży, aby zapobiec wadom cewy nerwowej u płodu. Jednak dla przeciętnego dorosłego, bogata w zielone warzywa liściaste, rośliny strączkowe i orzechy dieta jest w zupełności wystarczająca.
Z kolei witamina B2 (ryboflawina) jest jedną z najpowszechniej występujących witamin w żywności. Znajdziemy ją w mleku, jajach, mięsie, ale także w produktach zbożowych i grzybach. Niedobory B2 u osób zdrowych, odżywiających się normalnie, są w krajach rozwiniętych niezwykle rzadkie. Twierdzenie, że każdy musi ją suplementować, jest typowym mitem marketingowym.
W internecie często promuje się te trzy witaminy razem ze względu na ich rolę w tzw. cyklu metylacji i metabolizmie homocysteiny. Homocysteina to aminokwas, którego wysoki poziom we krwi jest powiązany z wyższym ryzykiem chorób układu krążenia. Witaminy B12, B6 i kwas foliowy pomagają „przerabiać” homocysteinę w bezpieczne substancje. To właśnie stąd wziął się trend na suplementację „kompleksów B” – jako sposób na ochronę serca. Choć nauka potwierdza, że te witaminy obniżają poziom homocysteiny, badania kliniczne nie zawsze jednoznacznie wykazują, że sama suplementacja u zdrowych ludzi bezpośrednio przekłada się na rzadsze zawały czy udary.
Zamiast wierzyć internetowym mitom, warto postawić na diagnostykę. Nasze organizmy są różne i to, co dla jednego jest zbędnym wydatkiem, dla innego może być ratunkiem dla zdrowia. Jeśli podejrzewasz u siebie niedobory, wykonaj proste badania krwi:
Warto też pamiętać o zjawisku zwanym mutacją genu MTHFR, o którym w sieci krąży mnóstwo legend. Niektóre osoby z tą mutacją mogą gorzej przetwarzać syntetyczny kwas foliowy i wymagać jego zmetylowanej formy, ale nawet w tym przypadku decyzja o suplementacji powinna być oparta na wynikach badań, a nie na ogólnych hasłach z blogów.
Twierdzenie, że bez suplementacji B2, B12 i kwasu foliowego nie można być zdrowym, jest fałszywe jako ogólna zasada, ale prawdziwe dla konkretnych grup ryzyka.
Suplementy powinny być traktowane jako „uzupełnienie” (z łaciny supplementum), a nie jako podstawa egzystencji. Przyjmowanie ich „na wszelki wypadek” bez wyraźnych wskazań zazwyczaj skutkuje jedynie droższym moczem, ponieważ witaminy z grupy B są rozpuszczalne w wodzie i ich nadmiar jest szybko usuwany z organizmu.