Gość (37.30.*.*)
Wiele osób marzy o kilku dodatkowych centymetrach wzrostu, a temat syntetycznego hormonu wzrostu (somatotropiny) często pojawia się w kontekście „biologicznego wspomagania” natury. Jednak sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Organizm to precyzyjnie nastrojony instrument, a ingerencja w układ hormonalny zdrowego nastolatka przypomina próbę poprawienia mechanizmu szwajcarskiego zegarka za pomocą młotka.
Hormon wzrostu (GH) jest naturalnie produkowany przez przysadkę mózgową. U nastolatków jego poziom jest naturalnie wysoki, co stymuluje wątrobę do produkcji czynnika wzrostu IGF-1. To właśnie te substancje odpowiadają za wydłużanie się kości długich w obrębie tzw. płytek wzrostowych (nasadowych).
Kiedy zdrowy nastolatek, którego organizm produkuje optymalną ilość GH, zaczyna przyjmować go z zewnątrz, dochodzi do zaburzenia naturalnej równowagi. Organizm posiada mechanizmy sprzężenia zwrotnego – gdy wykryje nadmiar hormonu we krwi, może ograniczyć własną produkcję. W efekcie, zamiast „podwójnego wzrostu”, można uzyskać jedynie rozregulowanie gospodarki hormonalnej.
Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw doprecyzować jednostki. W medycynie dawkowanie hormonu wzrostu zazwyczaj przelicza się na kilogram masy ciała (mg/kg) lub na metr kwadratowy powierzchni ciała.
Przyjmijmy scenariusz, w którym zdrowy nastolatek przyjmuje dawkę kliniczną (np. 0,025 mg/kg). Czy urosnie wyższy? Badania nad podawaniem GH dzieciom z tzw. niskorosłością idiopatyczną (zdrowe dzieci, ale genetycznie niskie) pokazują, że wieloletnia, kosztowna i bolesna terapia (codzienne zastrzyki) pozwala uzyskać średnio od 3 do 7 centymetrów wzrostu ostatecznego więcej, niż przewidywała natura. Jednak u osoby o normalnym wzroście, korzyści te mogą być jeszcze mniejsze lub żadne, ponieważ organizm ma swoje genetyczne limity.
Podawanie hormonu wzrostu osobie, która go nie potrzebuje, wiąże się z szeregiem poważnych zagrożeń. To nie jest „witamina na wzrost”, ale silny środek metaboliczny.
To najpoważniejszy argument przeciwko nieuzasadnionej suplementacji GH. Hormon wzrostu i powiązany z nim IGF-1 stymulują podziały komórkowe. Problem polega na tym, że nie wybierają one tylko „dobrych” komórek. Jeśli w organizmie znajduje się choć jedna komórka przednowotworowa (co u ludzi zdarza się naturalnie), wysoki poziom czynników wzrostu może przyspieszyć jej namnażanie i rozwój guza. Istnieją korelacje między wysokim poziomem IGF-1 a zwiększonym ryzykiem raka jelita grubego, piersi czy prostaty w późniejszym życiu.
Hormon wzrostu działa antagonistycznie do insuliny. Jego nadmiar prowadzi do podniesienia poziomu cukru we krwi i zmusza trzustkę do morderczej pracy. Długotrwałe przyjmowanie GH przez zdrową osobę drastycznie zwiększa ryzyko insulinooporności oraz cukrzycy typu 2.
Jeśli nastolatek przyjmuje GH w momencie, gdy jego płytki wzrostowe zaczynają się już zrastać (co dzieje się pod koniec okresu dojrzewania), kości nie będą już mogły rosnąć na długość. Zamiast tego zaczną rosnąć na grubość. Może to prowadzić do objawów akromegalii:
Zamiast ryzykować poważne choroby dla kilku centymetrów, warto skupić się na tym, co realnie pozwala wykorzystać 100% potencjału genetycznego:
Podsumowując: Przyjmowanie hormonu wzrostu przez zdrowego nastolatka w dawkach terapeutycznych (0,01-0,025 mg/kg) mogłoby teoretycznie przyspieszyć tempo wzrostu, ale efekt końcowy byłby prawdopodobnie rozczarowujący w stosunku do ogromnego ryzyka. Ryzyko wystąpienia nowotworów, cukrzycy oraz trwałych deformacji szkieletu jest w tym przypadku nieproporcjonalnie wysokie. Bez wyraźnych wskazań medycznych i nadzoru endokrynologa, taka ingerencja jest skrajnie niebezpieczna.